31 sierpnia 2007

Plum: Witness Of Your Fall (Gusstaff, 2007)

Trzecia płyta tria ze Stargardu Szczecińskiego ukazuje się ze sporym poślizgiem, gdyż była gotowa już na przełomie 2005 i 2006 roku. Na szczęście muzyka, zarejestrowana w studiu Electric Eye należącym do ekspertów w dziedzinie noise, byłych członków Something Like Elvis, nie zestarzała się ani trochę.

Witness Of Your Fall daje porządnego kopa. Sporo tu hałasu, sprzężeń i brudu, co udowadnia już pierwszy utwór, notabene najlepszy w zestawieniu, Drought Destroyed My Eyeballs. Agresywna jazda sekcji z wybijającym się na czoło warkotem basu i wściekłe rzężenie gitary to esencja muzyki Plum. Do tego wokalista Marcin Piekoszewski, który nie oszczędza swojego gardła ani przez chwilę. Muzyka powinna się spodobać zarówno fanom klasycznego hard core w wydaniu NoMeansNo (w Neverland jest nawet niebezpiecznie blisko podrabiania stylu tego zespołu), ale też gigantów noise’u: Jesus Lizard i Shellac. Plum nie są może specjalnie oryginalni, ale pasja i precyzja, z jaką grają swoje utwory, zasługuje na uznanie. Obok wspomnianego openera wyróżnić należy Man-Made Go, który powala wycyzelowanymi przejściami i desperackim klimatem, mniej skomplikowany, ale niesamowicie motoryczny Out Of Burden (gitary pobrzmiewają w nim raczej hardrockowo niż hardcore’owo – mały ukłon w stronę tradycji?) i perkusyjny instrumental Source. Płyta nie jest długa, kończy się we właściwym momencie – to dobrze, bo jeszcze dwa numery i chyba poczułbym zmęczenie.

Na odreagowanie kiepskiego nastroju zalecam śliwki. Wystarczy nawet jedna.

Band site: http://plum.art.pl
ver.: polish
media: free mp3, free video

29 sierpnia 2007

Obserwator: Pawilon

To może być rozrywkowe objawienie roku. Choć trójmiejski Pawilon istnieje od początku 2005, dopiero ujawnione niedawno piosenki z gotowej już do wydania płyty długogrającej pozwalają znacznie lepiej oszacować potencjał zespołu.

Jest na co czekać, bo już te cztery utwory udostępnione do odsłuchu na stronie zespołu przynoszą mnóstwo radochy. Pawilon całymi garściami czerpie z rockowej i bigbeatowej tradycji tworząc własny swawolny i zabójczo przebojowy styl. Najważniejsze, że swoje granie – choć wesołe i pełne muzycznych cytacików – traktują serio. To nie są jakieś jaja w stylu Czarno-Czarnych czy Leszczy. Oprócz tego, że mają zabawne teksty, ich piosenki oferują też ponadczasowe melodie. Nie wierzycie? Słuchamy zatem Menadżerki. Dominuje charakterystyczne brzmienie klawiszy Vermona, a taneczny, gitarowy refren wskazuje na czujność wobec najnowszych trendów. Tekstowo to z wdziękiem opowiedziana historyjka ambitnej menadżerki zespołu rockowego, która powtarza, że nieważna frekwencja/ dla niej istotą jest chłopaków prezencja. Ciekawe, czy oparta na faktach? No i to zdanko, które nie może przestać mnie rozbawiać do łez: Po co dłubać masz w tym riffie/ Dopracuj go SPATiF-ie*. Równie fajne są piosenki Rozmawiaj i Na ustach (let’s funk, baby!), a już prawdziwy szał jest przy Retro. Uwielbiam tę piosenkę: jej staroświeckie brzmienie, pojedynki gitary i klawiszy, wyrazisty bas i bigbeatową perkusję. I oczywiście refren, który wchodzi jak w masło: Nie patrz w dół/ Teraz tylko w górę możesz pójść! To się nazywa piosenka motywacyjna!

Ja już niecierpliwie czekam na płytę. A wy pobierajcie empetrójki i... też zacznijcie czekać!

*W tym przypadku pewnie chodziło o sopocki Klub Środowisk Twórczych SPATiF, a zwłaszcza jego restaurację:) (pierogi ruskie 12 PLN!)

Band site: http://www.pawilon.art.pl/

ver.: polish
media: free mp3

27 sierpnia 2007

Rotofobia: Rotofobia EP (wyd. własne, 2007)

Trio, znane już bywalcom stołecznej sceny alternatywnej, wydało niedawno oczekiwaną przez fanów EP-kę. Mała płyta przynosi cztery taneczne nagrania utrzymane w stylistyce rockowego dark disco. Inspiracja Joy Division i współczesnymi ich naśladowcami sprawia, że Rotofobię można z pewnym przymrużeniem oka nazwać polskim The Editors.

Ale nie porównania są tu najważniejsze. Ważne, że muzyka Rotofobii daje dużą frajdę. Począwszy od błyskawicznie zagnieżdżającego się w pamięci kawałka Muszę już iść (co on robi na początku???), przez tęsknie brzmiącą Warszawę, po dwa numery anglojęzyczne Hard To Say i Going Away – płytki słucha się jednym tchem. Dominuje klimat psychicznego kaca po weekendzie spędzonym na intensywnym clubbingu. Zdarty czerwony lakier/ Na paznokciach ślady kogoś obcego. Impreza się skończyła, ale trzeba żyć dalej.

Poczucie wyobcowania pogłębiają pogłosy na gitarach i często zniekształcony głos Sebastiana B., który śpiewa z efektowną manierą. Do tego odrobina surowej elektroniki i precyzyjna praca perkusji Arkusa (wcześniej Partia i Komety). Najlepsze momenty? Gitarowy riff w Going Away, jazgotliwy finał Hard To Say, syntetyczne klaskacze w Warszawie, Muszę już iść – całość.

Poniedziałki już nie są takie straszne, odkąd można posłuchać Rotofobii. Wchodźcie na stronę zespołu i pobierajcie – cała EP-ka za darmo.

Band site: http://www.rotofobia.com/
ver.: polish / english
media: free mp3 (full EP)

Obserwator: Max Weber

Mają tupet, nazwać zespół rockowy imieniem wybitnego XIX-wiecznego socjologa, historyka i teoretyka ekonomii, autora Gospodarki i społeczeństwa oraz pojęcia „działania społecznego”. Ale też nazwa musiała zostać wybrana świadomie, bo chłopaki z małej miejscowości Sobienie Jeziory w woj. mazowieckim grają muzykę bardzo inteligentną (by nie powiedzieć: inteligencką) i świadomą. Wykształciuchy, psia mać!

Trio wyraźnie inspiruje się amerykańskim odłamem hard core, zwanym waszyngtońskim, który tworzyli ludzie wykształceni, ale nonkonformistycznie nastawieni do życia i systemu, poszukujący nowych muzycznych treści. Max Weber spodoba się też fanom reprezentantów umiarkowanie hałaśliwego emo: The Appleseed Cast czy Cursive. Swoje demo zespół zarejestrował w czerwcu tego roku w warszawskim studiu Kosmos. Przynosi ono cztery surowe gitarowe piosenki o intensywnej rytmice i uzależniających melodiach. Podoba mi się to, jak Max Weber tworzy nastrój i buduje swoje kompozycje. To nie są rzeczy, które od razu wpadają w ucho, ale stopniowo opanowują coraz większe terytoria uwagi.

Nothing’s Burning wchodzi w pamięć powoli, ale już od początku intryguje pozorną prostotą brzmienia gitar, intensywnym rytmem i charakterystycznym wokalem w wykonaniu Tomka Jacaka. Świetny finał nagrania – wokal na wysokości 2.54 to coś pięknego. Seven Stars to chyba najlepsza kompozycja dema – kapitalna linia basu i brawurowa końcówka sprawiają, że mogę słuchać tej piosenki bez końca. Satellite Blues ma najbardziej charakterystyczną melodię i sonicznie pobrzmiewającą gitarę (posłuchajcie rozwinięcia motywu głównego). I na koniec Crack It Down, najluźniejszy utwór w zestawie, kojarzący się z odłamem indie rocka reprezentowanym przez Pavement czy Guided By The Voices. Fajne są te wszystkie zabawy z wokalami: chórki, okrzyki w tle, wtrącenia, fałsze.


Demo jest do ściągnięcia ze strony zespołu. Brzmi naprawdę dobrze, na tyle dobrze, że po małym masteringu ten materiał mógłby śmiało zaistnieć jako regularna EPka.

Band site: http://band.pl/max-weber http://www.myspace.com/maxweberband
ver.: polish
media: free mp3 (full demo)

23 sierpnia 2007

Jak wydać pierwszą płytę. Sposób 1: DIY

Metoda „zrób to sam” nigdy do tej pory nie była tak efektywna, jak w dzisiejszych czasach. Powszechność technologii rejestrowania i przetwarzania dźwięku sprawia, że przyzwoicie brzmiącą muzykę można wyprodukować już w domowych warunkach, korzystając ze zwykłego komputera PC czy laptopa. Coraz szerszy dostęp do Internetu sprawia, że o wiele łatwiejsze stało się dotarcie z muzyką do potencjalnych odbiorców i to nie tylko z własnego kraju, ale całego świata. Wystarczy wiedzieć, jak to zrobić.

Julia Marcell (na zdj.) własnym sumptem wydała swoją EP-kę Storm. O wrażeniach z jej odsłuchu możecie przeczytać TUTAJ

Jak widzicie, w recenzji podkreślam profesjonalizm tego wydawnictwa. Czasy czarno-białych okładek odbijanych na ksero dawno przeminęły. I całe szczęście.

-Storm wydałam za własne pieniądze plus mała pożyczka od rodziców (na razie nie dopytują się o zwrot, więc chyba podoba im się płyta) – mówi Julia. - Był to mój świadomy i raczej jedyny wybór. Postanowiłam, że skoro nikt o mnie nie słyszał, to żeby cokolwiek zrobić (zagrać koncert, puścić coś do sieci), muszę mieć jakąś demówkę. Wytwórnia raczej nie wchodziła w rachubę na tamtym etapie - trzeba było najpierw mieć się z czym pokazać.

Po nagraniu płyty zapadła decyzja związana z dystrybucją muzyki przez Internet. Julia założyła konto w serwisie Sellaband.com, gdzie artyści bezpośrednio sprzedają swoją muzykę, a tym samym mają szansę odzyskać pieniądze wyłożone na nagrania bądź uzbierać fundusze na kolejne. Podobny serwis działa już w polskim Internecie (http://www.megatotal.pl/).

-Internetowi właściwie zawdzięczam wszystko, co udało mi się osiągnąć na tym polu do tej pory - koncerty, radio, film, fanów - dodaje Julia. - Na Sellabandzie zaś znalazłam się, ponieważ pomysł tej strony bardzo mi się podoba i stwierdziłam, że mogłaby to być okazja do nagrania całego albumu. Czy się uda, czas pokaże. Co do wytwórni, nie starałam ani nie staram się zwrócić ich uwagi, uważam, że to strata czasu. Jeżeli będę kiedyś na etapie, że będą mieli mi coś do zaoferowania, to myślę, że sami mnie znajdą ;) Poza tym jestem dość sceptycznie nastawiona do obecnych sposobów działania wytwórni (zwłaszcza dużych), rynek strasznie się zmienił i będzie się dalej zmieniał i myślę, że należy szukać jakichś alternatyw.

Ta wypowiedź potwierdza, że artyści stają się coraz bardziej samodzielni i biorą sprawy finansowe we własne ręce. Podobne działania podejmuje wiele zachodnich zespołów. Często sposobem na zdobycie pieniędzy jest założenie strony internetowej, z której można ściągnąć album za darmo, a potem – i to już zależy od odbiorców – zamówić go w tradycyjnej formie CD w pudełku za określoną cenę lub wpłacić datek dowolnej wysokości na rzecz artysty (donation). Lub poprzestać na darmowym ściągnięciu. To ty decydujesz, czy chcesz wesprzeć artystę i dać mu szansę dalszego rozwoju.

Czy ten sposób dystrybucji muzyki doprowadzi do likwidacji wytwórni fonograficznych? Na pewno zatrzęsie ich podstawami. Rynek będzie się zmieniał coraz szybciej, a wytwórnie zaczną odgrywać w dystrybucji muzyki coraz mniejszą rolę.

cdn

Jak wydać pierwszą płytę. Intro.

Wielu młodych artystów zaczyna grać muzykę dla samej przyjemności gry, radości z tworzenia. Jeśli są dobrzy, krąg odbiorców ich muzyki powiększa się. Najpierw są to oni sami, potem koledzy, znajomi, wreszcie większa publiczność np. festiwalu studenckiego. Przychodzi czas, kiedy zaczyna się snuć plany o znacznie większym zasięgu. Jednym z najważniejszych (obok ogólnoplanetarnej sławy i klipach w amerykańskiej MTV) zostaje nagranie płyty. Nie jest to prosta spawa, o czym przekonało się wiele młodych (pojęcie dość względne) kapel. Psychocukier doczekał się debiutanckiej płyty dopiero po kilku latach grania na dużych imprezach, Muchy – nazywane wielką nadzieją polskiego niezależu – mimo gotowego już materiału na dwa LP, wciąż poszukują wydawcy pełnowymiarowego debiutu fonograficznego.

A jednak niektórym się udaje. Jak? Co musieli zrobić, by któregoś dnia móc rozpakować świeży celofan z pudełka kryjącego ich własną płytę CD? Oto kilka podpowiedzi.

22 sierpnia 2007

Pogodno: Opherafolia (Mystic, 2007)

Oprawa dźwiękowa do spektaklu o tym samym tytule bazującego na blogu niejakiej Alinki z Gryfina. Ale bez obaw, nie jest to nudna (to słowo w odniesieniu do twórczości Pogodna raczej nie ma szans wystąpienia) muzyka ilustracyjna, to raczej coś w rodzaju... rock opery!

Wiadomo, czym są blogi – to kreacja, prowokacja, to ekshibicjonizm odgrywany na oczach tysięcy internautów. Blogi to również specyficzny język, słowotwórstwo na miarę XXI wieku, nowomowa naszych czasów. I takie są właśnie teksty z Opherafolii: agresywne, drażniące, prowokujące, ale i zabawne, rozśmieszające do łez, budzące zachwyt plastycznością i giętkością pióra. Sami skurwiali zdobywcy Złotego Lwa/ Uśmiechnięci dupy wypinają jak sfinksy – to tylko przykład ostrej ironii, którą autorka bloga (i jej późniejszy modyfikator-tekściarz Jacek Szymkiewicz) tnie obserwowaną szeroko otwartymi oczami rzeczywistość. Na płycie jest sporo bluzgów, lecz jakże uroczo podanych! Przecież to jest fenomenalnie popierdolone! – że pozwolę sobie zacytować idealny komentarz do tego, co dzieje się w naszym pięknym kraju.

Muzycznie nie ma wielkiego zdziwienia. Pogodno przyzwyczaili nas do tego, że potrafią zagrać wszystko, co im do łba strzeli, i także na Opherafolii beztrosko skaczą z kwiatka na muzyczny kwiatek. Mamy tu i solidne hardrockowe riffy (Fenomeno, Sfinks, Wezio Song), i przebojowe nutki rockandrolla (Alinka, Pijak Śmierdziuch), wycieczki w balladę o rozwichrzonym jazzującym klimacie oraz latino (Basia, Ekwador), po eksperymenty godne Ścianki czy Kur z wczesnych lat działalności (Rym cym cym, czyli lot). Niby więc zaskoczenia nie ma, ale i tak od czasu do czasu muzykom udaje się wywołać banana na twarzy jakimś absurdalnym skojarzeniem, przejściem, zmianą nastroju. Mnie najwięcej radochy – co mnie samego zaskoczyło – sprawiły spokojniejsze momenty płyty: początek Studia Ziew, Ekwador Lou/ Ekwador Bosyhaj – pięknie zaśpiewany, kojarzący się ze Stanisławem Sojką (!), i wyciszone Knieje.

Świetna, zwariowana i kolorowa muzyka. A teksty powinny dostarczyć językoznawcom materiału do badań na całe lata.

Band site: http://pogodno.pl/
ver.: polish
media: myspace player, video

21 sierpnia 2007

Obserwator: Plug & Play

Zespół z Lublina, lubujący się, podobnie jak krakowscy The New York Crasnals w mrocznym, taneczno-dramatycznym rocku spod znaku Interpol. O ile jednak Krasnale stawiają na dramatyzm i mrok, lublinianie bardziej podkreślają taneczny charakter swoich piosenek.

Na demie, które zespół wystawia do ściągnięcia w serwisie Jamendo (wymagany klient eDonkey lub Bit Torrent), znajdują się trzy utwory, z czego przynajmniej dwa zasługują na większą uwagę. Pierwszy to Loveless, najbardziej akcentujący związki ze sceną dancerockową. Niesiony charakterystycznym bujającym basem (The Killers się kłania), aktywną grą perkusisty na blachach i mrocznym wokalem, potrafi porwać. Dobre wrażenie robi jazgocząca gitara. Ta, w zwielokrotnionej emocjonalnie dawce pojawia się w Hide Me, który brzmi jak Interpol zderzony z zespołem emo (zdzierający głos wokalista). Duszny, gęsty od gitarowo-basowego łojenia finał bardzo przypadł mi do gustu. Trochę mniej podoba mi się Orange Sky – nie ma tu wyrazistego pomysłu na kompozycję, chociaż oldskulowo brzmiąca sekcja daje radę.

Bardzo surowe brzmienie tego demo może odstraszać, ale mimo technicznych niedoskonałości warto nadstawić uszu, bo Plug&Play to kolejny zespół, który urozmaica naszą scenę alternatywną – tym razem o akcenty nowojorskie.

Band site: http://www.myspace.com/plugandplayband
ver.: polish / english
media: free mp3 (http://www.jamendo.com/pl/artist/plugandplay/)

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni