10 października 2020

Der Father: Surrender (wyd. własne, 2019)

 


Nie poddamy się, do cholery!

Podchodziłem do drugiej płyty Der Father trochę jak pies do jeża. Bałem się jej irracjonalnie, mając w pamięci to co zrobił mi z głową debiutancki Wake Up oraz jego koncertowe wydanie z Offa 2015. Bałem się rozczarowania, zwłaszcza że album zapowiadał się trochę zbyt… tanecznie. By nie powiedzieć popowo.

Jak zwykle w takich przypadkach nie warto ulegać przesądom, warto zaufać ludziom. Bo przecież za Der Father stoją pomysłowy mistrz elektronik Daniel Pigoński i fenomenalna wokalistka Joanna Sokołowska, a oni nigdy nie zawodzą. I wystarczyło zapuścić album raz i drugi, by całkowicie wsiąknąć. I przekonać się, że obawy trzeba jak najszybciej odrzucić precz. A nie po roku od premiery (emotikon, uśmiechnięta buźka, emoji).

Rzeczywiście zaczyna się tanecznie i rytmicznie. Surrender i przede wszystkim Control to zaskakująco „zwykłe” piosenki. Owszem, słychać w nich sporo sympatii do industrialnych zgrzytów i brzęków, ale wszystko utrzymane jest w dość prostej formule, rytmiczne i z łatwo zapamiętywalnymi refrenami. Do tego Sokołowska nie szarżuje wokalnie, choć głos ma jak dzwon i gdy go uruchomi na pełnej, ciary człowiekowi chodzą jak armia czerwonych mrówek. Na szczęście już w Control słyszymy, że zespół nie porzucił idei kombinowania i w elektronikę wplata żywe brzmienie perkusji i gitary. A im dalej a las, tym tego więcej.

A czeka nas jeszcze transowy Run z odjechanymi wokalizami Joanny, prześliczne Gold kojarzące się z filmami Davida Lyncha i muzycznie nawiązujące do retro piosenek z zadymionych amerykańskich knajp, niepokojący George, gdzie szepty łączą się z deklamacjami i onirycznym śpiewem, by zakończyć chóralnym występem. W Heart usłyszymy otwartą fascynację śpiewem gospel czy nawet… bluesem. Cover z kolei to wyczekany powrót do ciężkawego gitarowego grania, gdzie wyczuwa się nieustającą miłość do PJ Harvey (no dobrze, ja ją wyczuwam, bo PJ wciąż kocham bezgranicznie). Rzecz kończy 16-minutowy kolos o tytule… Start, rozpoczynający się od prostego, ale pełnego nabrzmiałego cierpienia śpiewu doskonałym altem Sokołowskiej, by przerodzić się w „szkaradny” elektroniczny noise, wystawiający słuchacza na naprawdę ciężką próbę.

Okazało się, że Surrender nie ma nic wspólnego z poddaniem się, chyba że mamy na myśli poddanie się rytmowi. Płyta ma moc i jest zdumiewająco chwytliwa. Nieodmiennie uważam Joannę Sokołowską za jedną z najmocniejszych wokalistek polskiej alternatywy. Szkoda, że tak rzadko mam okazję ją usłyszeć w muzyce – nazwijmy ją tak bez fałszywego wstydu – prostej i przystępnej. Z mojego szybkiego researchu wynika, że poświęca się zdecydowanie bardziej muzyce poważnej, eksperymentalnej oraz teatralnej.

Z tą płytą wiąże się też smutna historia. Miała zostać wydana, jak i debiut, przez zasłużony dla polskiego niezalu label Lado ABC, jednak wydawnictwo nie wytrzymało trudów rynkowych i po 15 latach dostarczania na rynek muzyczny znakomitych artystów i ich dzieł zakończyło działalność. Wielka szkoda. [m]


Strona zespołu: https://www.facebook.com/DerFather

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni