3 października 2010
Très.b: The Other Hand (Chaos/ Pomaton EMI, 2010)
Holendersko-polskie trio jakby bardziej polskie. U nas nagrali swoją drugą płytę (z udziałem zaprzyjaźnionych polskich muzyków), w naszym kraju zaczynają ją promować. Très bien, chcemy więcej takich zespołów, o których można śmiało powiedzieć – to już światowa klasa!
Od Scylla And Charybdis trochę się zmieniło. Très.b nie są już takimi introwertycznymi smutaskami, ich muzyka stała się bardziej otwarta, radosna, a nawet – beztroska. The Other Hand napakowane jest radiowymi przebojami. Krótkie, wpadające w ucho, a przy tym uderzające niezwykłą starannością aranżacyjną i dbałością o najmniejsze brzmieniowe detale. Ta muzyka środka wypełnia większą część albumu. Po skrajnych stronach stoją jak zwykle nastrojowe ballady (cudowny Devourer, rozedrgane What’s The Difference?) i utwory, w których zespół pozwala sobie na chwilę szaleństwa z odkręconymi przesterami i krzykliwym wokalem Misi Furtak (Resolve Of Midnight, The Other Hand rytmicznie siekące srogim riffem). A wewnątrz tej klamry – mnóstwo popowej, w dobrym tego słowa znaczeniu, zabawy.
Numerem, który położył mnie na łopatki od pierwszego usłyszenia, jest Venus Untied. Trudno się nie uśmiechnąć, gdy rozbrzmiewają wyśpiewane przez Anthony’ego Chorale (to też nowość, koledzy Misi biorą się za śpiewanie!) słowa: The last thing I remember/ Before I hit the ground/ Is when I last remembered/ Is when I lost the time. Uwielbiam wprost ten fragment na wysokości 2,40, w którym czuję inspirację muzyką Franka Blacka. Wymiata singlowy Orange, Apple, wręcz idealny do promowania tej płyty. Radość grania i bycia ze sobą bije z każdej nuty tej piosenki. Żeby nie wymieniać wszystkich utworów po kolei, ograniczę się do tych najbardziej ulubionych. Talk To Me z urokliwą linią melodyczną wokalu, z którą w łagodnym tańcu splatają się brzmienie klarnetu i marzycielskie charango. Yes z chóralnym papapapapa i głośnymi instrumentami dętymi. Temporary Residence, w którym do wokalnego duetu Misi i Anthony’ego „z pewną taką nieśmiałością” dołączają klawisze i zamaszysta gitara. Magiczne The Visionary z wibrującą gitarą i pełną soulowej pasji wokalizą Misi.
To taka płyta, którą chce się mieć zawsze pod ręką. [m]
Temporary Residence:
Strona zespołu: http://www.tres-b.com/
Przeczytaj też Très.b: Scylla And Charybdis
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Gdyby cała płyta była taka jak piosenka numer jeden…
-
Tworzenie sztuki i głowa do interesów nie zawsze idą w parze, ale jeśli ktoś ma zdolności organizacyjne i siłę przekonywania może spróbować ...
-
Piotr Brzeziński idzie śladem Vaclava Havelki z czeskiego Please The Trees i podbija Europę swoją singer/songwriterską interpretacją co...
-
Gdyby CKOD mieli zadebiutować w drugiej dekadzie XXI wieku, brzmieliby jak WKK.
-
Pamiętacie pierwszą płytę gdyńskiego tria? The Bell ukazał się cztery lata temu i w większości recenzji podstawowym „zarzutem” było stwie...
-
Spontaniczny projekt m.in. Marcina Loksia (dawniej Blue Raincoat) i Kuby Ziołka (Ed Wood, Tin Pan Alley) ma szansę przerodzić się w coś trw...
Super zespół. Mnie ruszył:)
OdpowiedzUsuń