środa, 26 października 2011
Lora Lie: Catadores EP (FYH!, 2011)
W plebiscycie Panikarze 2010 uznaliśmy ich za jeden z najważniejszych zespołów nadchodzących lat, przyznając tytuł Nadziei. Jak Lora Lie wypada na swojej drugiej EP-ce (a pierwszej wydanej na CD)?
Nie napiszę, że rewelacyjnie, bo byłaby to nieprawda. Z jednej stronie jest dobrze, piosenki trzymają poziom, potrafią złapać za serce, a czasem nawet za jaja. Z drugiej: nie słychać znaczącego progresu. Pamiętacie, jaki skok do przodu wykonali Crab Invasion wydając po demówce swoją pierwszą oficjalną EP-kę? To była miazga, zachłyśnięcie się nową jakością. Lory chyba jeszcze na coś takiego nie stać. Żeby od razu załatwić wszystkie wonty, jakie mam do Catadores – wokale. Co to ma być? Gdzie jest intensywność, która porażała w Tragedies? Dlaczego obie dziewczyny głównie mruczą w jednej tonacji, czemuż to jest tak monotonnie i jakby... bez pomysłu? Mam wrażenie, że zespół nie wykorzystuje potencjału tkwiącego w głosach wokalistek. Posłuchajcie, jak robiły to Corin Tucker i Carrie Brownstein ze Sleater-Kinney!
Okej, pożaliłem się trochę, przejdźmy zatem do pozytywów. Enemies. To jest naprawdę mocny kopniak w splot słoneczny. Kapitalny wstęp, zagęszczająca się aż do uczucia klaustrofobii atmosfera i przeraźliwie wyobcowana, powtarzana w kółko partia skrzypiec. Uff, mrok. Jabberwocky to z kolei manieryczna mruczanka – w ogóle dość szalony pomysł zaśpiewać pełen neologizmów wiersz Lewisa Carolla z Alicji w Krainie Czarów. W Pawn Shop Heart zespół odważnie sięga po elektronikę i robi to z całkiem dobrym skutkiem. Ciężką atmosferę podkręcają drażniące świsty i twardy bit. A główna linia wokalna (chyba w wykonaniu Kai?) wypada tu naprawdę świetnie. Obok Enemies najlepszy fragment EP-ki. An Asphodel jedzie właściwie na jednym patencie, ale sprawdza się on jak w przypadku openera – powtarzany wielokrotnie motyw gitary nadaje kompozycji posmaku młodzieńczej desperacji. Przy okazji, to kolejny klasyczny wiersz wykorzystany przez Lorę, tym razem autorstwa Allena Ginsberga, jednego z twórców nurtu Beat Generation. Retinosis Pigmentaria (łacińska nazwa choroby oczu prowadzącej do utraty wzroku) jest najcięższym utworem w zestawie i potrafi zmęczyć, podobnie jak Danny Is Gone na Rewind EP.
Mam mieszane uczucia wobec Catadores. Słucha mi się tej płytki gorzej niż debiutu, mniej chętnie wracam do tych piosenek. Co wcale nie znaczy, że muzyka Lora Lie jest przeze mnie mniej pożądana. Może po prostu czekam na jakieś porządne trzęsienie ziemi? [m]
Strona zespołu: http://www.myspace.com/lora.lie
Przeczytaj też: Rewind EP
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie po...
-
Najpierw jedna EP-ka, rok później druga. Zamiast longplaya dyskografia grupy powiększyła się o kolejne krótkie wydawnictwo. Nawet bardzo ...
-
W 2002 roku pochodzący z Gdyni Artur Maszota bezskutecznie szuka wydawcy dla swojego zespołu Supreme. Zniechęcony ówczesnymi realiami pos...
-
Romans WAFP z zespołem Plug&Play jest długi i burzliwy. Kochaliśmy się i nienawidzili. Czasem, jak to w związku, padały mocne słowa. Z cz...
-
Pamiętacie, jak pisaliśmy o niej w Obserwatorze prawie rok temu? Jak zimą mianowaliśmy wysoko w kategorii Nadzieja Roku z adnotacją: „Dz...
-
Gdynianie nie gęsi swoje Tides From Nebula mają! God’s Own Prototype stanowić mogą silną konkurencję dla warszawiaków, bo grają równie ci...
-
Wyobraźcie sobie, że otwieracie skrzynkę pocztową i wyjmujecie z niej widokówkę od dawno nie widzianego znajomego. Niepozorna i w dodatku...

totalnie sie zgadzam z autorem. chyba lora sie troche zapedzila, mam nadzieje, ze znowu nas zaskocza
OdpowiedzUsuńa dla mnie grają zupełnie bez wyrazu
OdpowiedzUsuńkapitalna epka. an asphodel i jabberwocky (?) brzmią naj naj naj. nie żałuję wydanych 15 złotych. kiedy koncert we wrocławiu?????
OdpowiedzUsuńAla