26 maja 2012

Vermones: Humanimals! (wyd. własne, 2012)


Najpierw jedna EP-ka, rok później druga. Zamiast longplaya dyskografia grupy powiększyła się o kolejne krótkie wydawnictwo. Nawet bardzo krótkie - nowy materiał to zaledwie trzy utwory. Trochę mało, prawda?

Chyba nikt nie spodziewał się, że głos wokalisty Mateusza Sucheckiego przejdzie jakąś cudowną metamorfozę i przestanie kojarzyć się z Thomasem Smithem. Barwę ma się, jaką się ma i bez interwencji skalpela chirurgicznego nie da się nic z tym fantem zrobić. Vermonsi pewnie pogodzili się z faktem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto wyskoczy z porównaniami do Editors. Na EP-ce How Soon Is Now? próbowali odżegnywać się od panów z Birmingham, ale wpadli w zaorane pole co The Killers się zowie. Na Humanimals! kombinują dalej, próbując wszystkie muzyczne aspiracje połączyć w sprawnie działającą maszynę. Próba nie do końca udana, ale ważne, że się starają i w paru momentach jest zwyczajnie miodnie.

Zaczyna się obiecująco i już w pierwszych sekundach Madrid Delivery Room wiadomo, że największy progres przeszedł grający na basie Albert Przymus. Oleisty sound jego partii przyciąga słuch, nadaje utworowi prawdziwie nowofalowego sznytu i przemyca odrobinę joydivisionowego smutku. Dopiero na drugim planie pozostają gitary fajnie uzupełnione pianinem. I jakby gdzieś na boku linie melodyczne Sucheckiego. Tym razem wokalista pozostaje w cieniu, dzięki pomysłowemu budowaniu napięcia. Gitara Filipa Golisa przyjemnie łka, kąsa, zmierza w ciekawym kierunku (towarzyszą jej fajne wokalizy), by gdzieś na wysokości połowy kawałka zaserwować niespodziewane przełamanie i lekkie zboczenie z obranego kursu w stronę dość hałaśliwego finału. Prosty patent, lecz w stosunku do wcześniejszych dokonań raczej niespodziewany. Alternative Reality wita na dzień dobry nielubianymi przez nas klawiszami, które jednak w tym przypadku nie ranią uszu. Kawałek pokazuje muzyków jako sprawnych instrumentalistów o dość jasno sprecyzowanej wizji. Mam wrażenie, że wręcz tym kawałkiem poganiają Mateusza, by nadążył za generowanymi riffami. Co odniosło dobry skutek - facet w końcu krzyknął, czym wyzwolił się z dołersko-romantycznej maniery. W tych kilkunastu końcowych sekundach nikną wszelkie wcześniejsze porównania! O co chyba chodziło.

Horst Wessel Song to już solowy popis możliwości pana od mikrofonu. Tylko fortepian i smutne zwrotki. Suchecki jest stworzony dla takich ballad - lekko mrocznych, emocjonalnych, dobrze zaśpiewanych i ściskających serce. Bo Mateusz ma jeszcze jeden atut w rękawie - jest coraz lepszym tekściarzem. O jego inspiracjach opowiedział sam w jednym z komentarzy pod recenzją How Soon Is Now?

Te trzy kawałki to trochę mało, by wyrokować o przyszłości Vermonsów. Są momenty dobre i są chwile, które sprawiają, iż ciężko uwierzyć, że to ten sam skład nagrał Obscurity Illumination. Na miejscu zespołu zorganizowałbym na próbach mały stres-test wokaliście każąc mu się odnajdywać w nietypowych tempach i metrum. Przyparty do ściany, potrafi z głosem zrobić obiecujące rzeczy. Dziewczyny bez problemu zakochają się w niskim, uwodzącym wokalu, ale my chłopcy też chcemy coś od życia! [avatar]



Strona zespołu: http://www.facebook.com/vermones

15 komentarzy:

  1. Wszystko fajnie a na koncercie brak dynamiki, wszystkie kawałki z jednakowym poziomem emocji = 0, kontakt z publicznością na tyle ograniczony, że mniej zorientowani nawet nie wpadną na to kto gra. Dobra uwaga, kilka dziewczyn może się w tym zakochać, ale w perspektywie robienia show, lub poruszania ludzi na koncercie, budowania jakieś metafizycznej atmosfery chyba brak perspektyw.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poza tym wokalista, jak i reszta zespołu jawnie, a zarazem nieudolnie próbuje udawać Editors'ów ze Smithem na czele - nieudana podróbka i brak oryginalności.
    Wiecie, że Chris Urbanowicz odszedł ostatnio z Editors'ów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Na którym koncercie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc, nie wiem na czyim koncercie byłeś/aś, ale raczej nie na Vermones. ;) Co do dynamiki, to chyba rzecz indywidualnego odbioru. Ja uważam, że zwłaszcza Mateusz wkłada w utwory niezwykła dawkę emocji. On ich nie śpiewa, on je opowiada. Widać to na jego twarzy, czuć w głosie, już o ruchach nie wspominając. A jeśli mówimy o kontakcie z publicznością to... Cóż, będąc na ich koncertach, odnoszę wrażenie, że oni starają się złapać kontakt, zachęcają do podniesienia tyłków i potupania troszkę na stojąco pod sceną. Ile z tych starań wychodzi to jest druga sprawa. Nie zapominajmy, że chemia między wykonawcą a odbiorcą musi działać w dwie strony. Jeśli odbiorca chce być bierny, to i wykonawcy trudno cokolwiek na to poradzić. Może, gdyby koncerty były biletowane, to ludziom by się bardziej chciało? W końcu jak człowiek zapłacił, to żal, żeby przepadło.
    Jeśli chodzi o "Humanimals!", to może nie jest to wydawnictwo idealne, jednak ja ciągle odkrywam w nim coś nowego i zaskakującego z każdym kolejnym odsłuchem. No i wielki plus za zmianę w wokalu, przychylam się do stwierdzenia: "facet w końcu krzyknął, czym wyzwolił się z dołersko-romantycznej maniery". Jedyne, co mi się tak naprawdę nie podoba, to okładka, ale i ona za pewne nie jest przypadkowa. Być może nawet nie miała się podobać. Poza tym, muzyka jest tu wartością, a nie opakowanie.

    Jeszcze ostatnie kilka słów, na koniec: nikt nikogo nie udaje, a już na pewno nie nieudolnie. Krytykować innych każdy potrafi, gorzej z innymi umiejętnościami.

    Dziękuję, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, o ruchach nie wspominaj.

      Usuń
  5. ja tu prywatnie (nota bene, dzięki za recenzję, byłem przekonany, że weźmie się za nią dobry nasz (:)) kolega Marcel!), nie w odpowiedzi na recenzję (acz dzięki, 10/10, mało krytyki - chyba nad czymś wypadałoby jeszcze popracować (:)), łał, klaski, oklaski, rumienię się), a w odpowiedzi na komentarz.

    ciężko budować atmosferę i łapać kontakt z krzesłami.

    jeśli mówisz o koncercie w zaścianku, to chyba nie nasza wina w tym, że pomimo zaproszenia, nikt nie podszedł pod scenę.

    Nie, nie będę o tym milczał, bo coś po tym koncercie we mnie pękło. Przychodzą ludzie na koncert takiej muzyki to przychodzą się z reguły bawić, chyba że w innych czasach żyję (może w innym wymiarze, o). Wątpię, że jesteś na tyle zblazowany (ale..), że przychodzisz na myslovitz, comę, czesława, czy inny zespół (!) i siadasz sobie na ławce i krytykujesz i nie podniesiesz się z krzesła, bo..? ja wiem, takie społeczeństwo, jak tu wyjść przed szereg, skoro wszyscy siedzą, a takim nonkonformistycznym społeczeństwem jesteśmy...

    co do moich emocji (powtórzę, jestem tu prywatnie) to nie będę Ci mówił co się dzieje w moim sercu jak gram, bo zwyczajnie jesteś tu nikim, skoro nie masz nawet odwagi się podpisać. przyjdź i napisz takie rzeczy na fejsbuku, z miłą chęcią przeczytam każdą dojrzałą opinię.

    aha, gratuluję, oficjalnie zmierzyłeś, jako pierwsza osoba na świecie, emocje. http://www.minskole.no/Minskole/hoyland/pilot.nsf/nt/0FF3A9034C0E8409C125798D00696596/$File/Way-to-go-39619343413.gif
    dla Ciebie, pozdrawiam.

    a jeśli piszesz te słowa oceniając po filmikach na youtube, to zrób tak:
    wystaw prawą rękę, zaciśnij pięść, wyprostuj kciuk i palec wskazujący i przyłóż do czoła wierzchem dłoni.

    pozdrawiam malkontentów,
    i don't need this disease.

    czirs, retorycznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. http://www.youtube.com/watch?v=CwnY4UtkKzQ&feature=relmfu - jeśli frontman tak się ruszał to nie dziwota, że nikt pod scenę nie podszedł. a recenzja epki przez wafp to jakaś farsa. wokalista zmienił wokal? słyszał ktoś o czymś takim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nikt o tym nie słyszał, a co najlepsze! w tej recenzji nikt o czymś takim nie napisał!

      youtube oddaje emocje jakie towarzyszą słuchaniu muzyki na żywo? słyszał ktoś o czymś takim?

      Usuń
    2. "Chyba nikt nie spodziewał się, że głos wokalisty Mateusza Sucheckiego przejdzie jakąś cudowną metamorfozę i przestanie kojarzyć się z Thomasem Smithem." - stary, czytania ze zrozumieniem nie opanowałeś na poziomie gimnazjum, skoro nie widzisz, co w recenzji jest napisane. A co do emocji, nie napisałem nic o emocjach, tylko o nieporadnych ruchach. Weź tę elkę sobie sam na czoło przylep, stary.

      Usuń
    3. oj, oj nie wpieniaj się tak.. bo przemawia przez Ciebie jakaś zazdrość ;)

      Usuń
    4. prędzej stara niż stary, ale niech i tak będzie :P

      no i niestety chyba właśnie nie rozumiem, co piszesz.

      Cytuję Ciebie: "wokalista zmienił wokal? słyszał ktoś o czymś takim?"

      Cytuję recenzję:
      "Barwę ma się, jaką się ma i bez interwencji skalpela chirurgicznego nie da się nic z tym fantem zrobić." -

      czyli że wokalista NIE ZMIENIŁ swojego WOKALU.

      Jeśli miałeś coś innego na myśli, to najlepipej wyraźniej zaznaczać swoje myśli. Bardziej czytelnie.

      Jak zostało wspomniane przez Purple - ruchy,to emocje. i to, jak wokalista się porusza, wypływa z tego, jak czuje muzykę. you can dance można w telewizji obejrzeć :)

      Usuń
  7. Moim zdaniem Vermones to świetnie rokujący zespół. Szczególnie kawałek Madrid Delivery Room to kawał dobrej roboty. Słucham i za kazdym odsłuchaniem uzależniam się coraz bardziej. Trzymam za was kciuki Panowie. Tak trzymać

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początek gratulacje! Świetnie się tego słucha, wszystkie trzy kawałki są fajne chociaż pierwszy osobiście najbardziej przypadł mi do gustu. Moim zdaniem kolejne bardzo dobre wydanie.

    Na koniec, nie rozumiem licytowania, do którego to wokalisty Mateusz "próbuję" upodobnić barwę głosu, czy też tego, że nie można/można go zmienić. Wygląda to trochę tak jakby głos wokalisty był przekleństwem Vermones, choć jest całkiem odwrotnie. To że ktoś ma podobną barwę nie oznacza bynajmniej, że kogoś naśladuje. Pewnie każdy ma jakieś skojarzenia i to jest ok. Zarzucającym imitację należy tylko pogratulować odwagi w tak dalece idących ocenach (osądach).

    Życzę powodzenia i dalszych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  9. życzę im, żeby zagrali w tym roku na OFF Festivalu - chętnie bym ich tam zobaczył!

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni