10 listopada 2016

Ballady i Romanse: Córki dancingu (Warner Music Poland, 2016)


Siostry Wrońskie wypływają na szerokie wody.

Statkiem, którym na nie wypłynęły, okazał się film, musical konkretnie, w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, opowiadający historię Syrenki (w wersji Andersena, a więc z tragicznym zakończeniem), a w tym przypadku dwóch syrenek, w „realiach” Warszawy lat 70. (umownie potraktowanych). Film mi się podobał, z pewnymi wprawdzie zastrzeżeniami (główne to takie, że nie cierpię musicali i aktorów udających, że potrafią śpiewać), ale to nie on jest przedmiotem tego tekstu.
Od drugiej płyty sióstr Zapomnij minęło długich pięć lat. Nic dziwnego, że przez ten czas coś się musiało w wykonywanej przez nie muzyce zmienić. I zmieniło. To już nie jest domowa produkcja z perkusjonaliami nagrywanymi w kuchni na pokrywkach. To już nie są „polskie CocoRosie”, tylko – och-jak-super lub och-niestety – kolejny polski zespół popowy wywodzący się z alternatywy. 

Brzmienie płyty jest dopieszczone, aranże daleko wybiegają poza domowe lo-fi, a melodie intensywnie nawiązują do disco lat 70. i 80. Czego najlepszym dowodem dwa covery. Jeden świetny – jak i piosenka źródłowa. Byłaś serca biciem Andrzeja Zauchy to klasyk sam w sobie, a BiR tylko uwypukliły wszelkie jego zalety, podkreślając taneczny charakter. Niestety, drugi strzał to ślepak. Wzięcie na warsztat prekursora disco polo, czyli Daj mi tę noc Boltera, to zabieg niezrozumiały z artystycznego punktu widzenia, wytłumaczalny jedynie powodami marketingowymi (wszyscy tę piosenkę znają, więc dajmy ją do zwiastuna). I źródło, i wykonanie sióstr jest tragiczne. Więcej nie mam ochoty myśleć o tym koszmarku.

Autorskie piosenki sióstr trzymają poziom i poetykę ich dotychczasowej twórczości, choć już tak nie olśniewają. Część z nich jest wyraźnie osadzona w świecie filmu, ale nie trzeba go znać, by czerpać przyjemność ze słuchania. Doskonałym przykładem fantastyczna Policjantka – jedna z tych bardziej rozbudowanych kompozycji, które zaskakują rozmachem i dramatyzmem. Zaczyna się bardzo spokojnie, fragmentem typowej Balladowej poezji: Liście spadają jak ogłupiałe / Gawrony tłuką orzechy (…) Wiatr podwiewa, nerki marzną / Kto ogrzeje i przytuli? Potem robi się gęsto i neurotycznie, a wokół osi kompozycji owija się coraz więcej instrumentów. Wszystko to prowadzi do monumentalnego refrenu, w którym padają równie pompatyczne słowa: Pokażę ci jak płonie Paryż / Albo jak płonie Rzym / Albo ja. Innym przejmującym nagraniem jest Pętla – tu z kolei za klimat odpowiada niepokojący podkład smyczków, oszczędne pianino i depresyjny wokal Zuzy, przepuszczony przez elektroniczny filtr. Niesamowity finał z przyspieszającym tempem wywołuje szybsze bicie serca.

Chyba najbardziej pasują mi te najsmutniejsze fragmenty Córek dancingu, bo wyróżniłbym też Sz zaśpiewaną przez Basię z jakże ponurymi słowami: Bo cieplej mi będzie tu / Na tych szczątkach samochodów / Niż na twoich kolanach.  W podobnym klimacie utrzymane jest śliczne orkiestrowe Łóżko.

W większości płytę wypełniają jednak radosne dyskotekowe hity, jak Czary mary, Mucha (szkoda tego zmarnowanego banalnym tekstem refrenu), Przyszłam do miasta oraz instrumentalne miniatury czy kawałki flirtujące z witch housem (Prorok, Dywany, Finał).

Córki dancingu to niestety najsłabsza płyta BiR – być może dlatego, że podporządkowana wymogom obrazu rządzącego się swoimi prawami, także marketingowymi. Nie zła, ale wyraźnie słabsza. Przeglądając recenzje w sieci, natknąłem się też na taką, opublikowaną w serwisie Filmweb: Smoczyńska nakręciła musical z muzyką zespołu Ballady i Romanse, który zrobiłby furorę na każdym polskim weselu. To brzmi jak pierwsze poważne ostrzeżenie. [m]


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni