środa, 14 grudnia 2011
Obscure Sphinx: Anaesthetic Inhalation Ritual (wyd. własne, 2011)
Biało-czarna okładka przywołująca na myśl blackmetalowe potwory nagrywane w garażu na grzebieniu, garnkach i innych sprzętach AGD to na szczęście zmyła. Pod tą nieciekawą ilustracją kryje się bowiem dobrze nakręcona maszyna z interesującym żeńskim wokalem.
Warszawska formacja postawiła na przestrzenne brzmienia, elektroniczne sample oraz dźwięki ośmiostrunowej gitary i sześciostrunowego basu. Powstała w ten sposób muzyka to połączenie, która wymyka się wszelkiemu szufladkowaniu gatunkowemu – tu i ówdzie słychać inspirację post metalem, gdzieś przemyka doom i sludge, a nawet ciemniejszy metal progresywny spod znaku Meshuggah. Całość uzupełnia wokal Zofii „Wielebnej” Fraś – co w przypadku takiego grania jest nie tylko godną uwagi ciekawostką, ale także ewenementem.
Air otwiera wietrzna gitara, po chwili uzupełniona elektronicznym samplem, który obejmują ciężkie, odbijające się uderzenia perkusji i narastająca duszna gitara. W Nastiez pałeczkę przejmuje nisko strojony riff, airdrumming, szept wokalistki, a gdy już zaczyna być mocniej, „Wielebna” zaczyna śpiewać z lekko orientalnym szlifem. Dopiero koło trzeciej minuty następuje prawdziwe uderzenie – ściana gitar i dudniącej perkusji oraz bardzo ciekawego growlu wokalistki. Wolny, duszny klimat udziela się słuchaczowi, zamykamy oczy… Jedenaście i pół minuty walca, który przywodzi na myśl Kyuss, Kylesę czy instrumentalną Omegę Masiff dosłownie wgniata w fotel. W trwającym zaledwie o półtorej minuty Eternity uszy atakuje wibrująca gitara, następnie przyłącza się do niej drone’owy przester drugiej i dudniące uderzenia bębnów. Klimatyczny, spokojny i przejmujący wokal przyprawia o ciary, to jak Zofia przechodzi od melodyjnego śpiewu do złowrogiego wrzasku, robi spore wrażenie.
Mroczny ton gitary i delikatne uderzenia perkusji Intermission stanowią krótkie wprowadzenie do prawie trzynastominutowej suity Bleed In Me. Zaczyna się od łagodnych partii gitary, spokojnego, smutnego wokalu i szeptów w tle. Uderzenie następuje po wybrzmieniu i płynnemu przejściu w część drugą. Mocniejsza perkusja i cięższy riff, dalszy ciąg spokojnego wokalu, akcentowanie końcówek krzykiem i przyspieszamy z każdą sekundą. Wibrujące gitary wspierane kanonadą perkusji i growlem „Wielebnej” przywoływać mogą nawet eksperymenty norweskiej grupy Kvelertak. Ta drżąca od zgiełku ściana dźwięku trwa już niemal do końca utworu, choć przy końcówce traci jakby impet i zaczyna wygasać. Czarownica spłonęła na stosie… Ostatni w zestawie jest dziesięciominutowy Paragnomen. Przestrzenne brzmienia do złudzenia przypominające cięższe fragmenty Tides From Nebula, zostają zastąpione przez ciężkie zagrywki w stylu Kylesy.
AIR słuchało mi się bardzo przyjemnie. Jest tu ogromna ilość świetnych momentów i pomysłów, które miażdżą czaszkę i wciskają w fotel. Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie fenomenalny wokal „Wielebnej”, która świetnie radzi sobie zarówno w spokojnych partiach, wyższych rejestrach, jak i kapitalnie przywala wściekłym krzykiem czy growlem.
Płyta byłaby jednak znacznie lepsza bez numeru tytułowego i Intermission. Z chęcią posłuchałbym też bardziej urozmaiconych dźwięków, momentami było cokolwiek monotonnie, jednak, należy to podkreślić: wcale nie nudno. I przydałby się (odwrotnie jak w Kylesie) męski wokal w tle. Pozostaje czekać na więcej, ale myślę, że z takimi tuzami jak Behemoth, Vader czy Decapitated, Obscure Sphinx może swobodnie konkurować o miano najcięższej i najciekawszej kapeli w tych przedziałach gatunkowych. Trzymam kciuki, żeby również zagraniczni słuchacze się na nich poznali. [lupus]
Strona zespołu: http://www.myspace.com/obscuresphinx
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie po...
-
Najpierw jedna EP-ka, rok później druga. Zamiast longplaya dyskografia grupy powiększyła się o kolejne krótkie wydawnictwo. Nawet bardzo ...
-
W 2002 roku pochodzący z Gdyni Artur Maszota bezskutecznie szuka wydawcy dla swojego zespołu Supreme. Zniechęcony ówczesnymi realiami pos...
-
Romans WAFP z zespołem Plug&Play jest długi i burzliwy. Kochaliśmy się i nienawidzili. Czasem, jak to w związku, padały mocne słowa. Z cz...
-
Pamiętacie, jak pisaliśmy o niej w Obserwatorze prawie rok temu? Jak zimą mianowaliśmy wysoko w kategorii Nadzieja Roku z adnotacją: „Dz...
-
Gdynianie nie gęsi swoje Tides From Nebula mają! God’s Own Prototype stanowić mogą silną konkurencję dla warszawiaków, bo grają równie ci...
-
Wyobraźcie sobie, że otwieracie skrzynkę pocztową i wyjmujecie z niej widokówkę od dawno nie widzianego znajomego. Niepozorna i w dodatku...

0 odpowiedzi:
Prześlij komentarz