19 grudnia 2012

Perspecto: Cut The Riddle (Oficyna Biedota, 2012)


Najnowsze wydawnictwo grudziądzkiego Perspecto to dobry przykład realizacji powiedzenia „chcieć to móc”.

Żaden z członków zespołu nie mieszka w Grudziądzu, każdy układa sobie życie w innym mieście. Ale gdy przychodzi odpowiednia chwila, wracają do rodzinnego miasta, zamykają się we własnym studio i nagrywają nowie piosenki. Tak powstały dwie wcześniejsze EP-ki Unisono Dissonance i Climax. Materiał na pierwszą długogrającą płytę został zarejestrowany już w 2010 roku. I wtedy zaczęły się schody. Master robił się... dwanaście miesięcy, mniej więcej tyle samo czasu zajęło szukanie wydawcy. Ostatecznie Cut The Riddle „wydało się” samo - jedyny fizyczny nośnik to 60 sztuk kaset magnetofonowych bezpiecznie ulokowanych w merchu Oficyny Biedoty.

Obawy o zwietrzenie dwuletniego materiału są bezpodstawne. Ze swoją muzyką Perspecto zawsze stało obok głównych nurtów. Zbyt połamane to dźwięki, by mogły konkurować z typową, zwrotko-refrenową jadłodajnią, zbyt ametryczne, by dało się przy nich zatańczyć. Na tyle nowoczesne, że bez szans na podpięcie się do retro mody i wystarczająco staroświeckie, by organizatorom koncertów i festiwali chciało się zaryzykować udostępnienie kawałka podłogi. Cut The Riddle to propozycja dla tych, którzy chcą co chwila być zaskakiwani.

Różnie na naszych łamach próbowaliśmy zakwalifikować to co robi ekipa Szymona Kowalskiego. Progcore, emo progrock, progresywne indie. Jakiej by etykietki nie użyć, chłopakom w ciekawy sposób udaje się połączyć dużą dawkę melodyjności z techniczną wirtuozerią. Z jednej strony są to piosenki, z charakterystycznym wokalem Kowalskiego i umownym podziałem na zwrotkę i refren, z drugiej – utwory o zupełnie nieprzewidywalnej warstwie muzycznej. Nie wierzę, by ktokolwiek przewidział, w jakim kierunku pójdzie kompozycja po wysłuchaniu jej pierwszej minuty.

Lilia to teoretycznie schemat. Spokojniejsza zwrotka i głośny refren. Aczkolwiek perkusista gra non-stop na sterydach, a dodatkowe gitarowe ornamenty co chwila budzą się i gasną. W singlowym Halifax na pierwszy plan wybija się zakręcona, psychodeliczna partia basu, ale gitary miejscami również pozwalają sobie na mocniejszy odjazd. We Are już w pierwszych sekundach siecze core’owymi, ciętymi riffami i postrockową ścianą - nie przeszkadza to jednak zespołowi w drodze do wyciszających zwolnień i karkołomnych gitarowych karuzel. Znamienne jest Penguins In The Forest. W tym zamykającym płytę kawałku wyraźnie zaznacza się fascynacja muzyką fusion. Choć, jak każda inna kompozycja tego zespołu, kończy się czymś zupełnie nieoczywistym.

I chociaż wyszło to zupełnie przypadkowo - cieszę się, że na płycie jest kilka utworów instrumentalnych. W tym roku Szymona Kowalskiego słyszałem i w solowej Medialunie, i na płycie Superseries - facet mógł się trochę „przejeść”. A instrumentale są niczego sobie. Sol - oj jak tu pięknie utwór rozwija się przechodząc w monumentalny postrockowy posąg. Świetny jest dźwięk gitary rozpoczynający The Cap, czy tytułowe Cut The Riddle, które jest swoistym przewodnikiem po muzyce grudziądzan.

Może na Cut The Riddle nie ma tak zapadających w pamięć melodii, jak Adrenalin z pierwszej EP-ki, ale robota wokalisty pełni w tym przypadku rolę kolejnej cegiełki do arcyciekawej propozycji całego składu. Czy zespół, który tak ciekawie nawiązał do okładki legendarnej płyty Siekiery może sobie pozwolić coś miałkiego? I don't think so! [avatar]

A tu zespół sam opowiada o płycie:




Strona zespołu: http://www.facebook.com/perspecto

2 komentarze:

  1. W końcu przestali grać jak Mars Volta. Mnie się podoba.

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni