15 października 2016

Mordy: Homosucker (Nasiono Records, 2016)


Homo sucker: manipuluje innymi i wykorzystuje, by udowodnić im, że są frajerami, tymczasem sam okazuje się podatnym na manipulacje frajerem. Ktoś, kto uważa, że władza może mu naskoczyć, tymczasem swoją biernością tylko ją umacnia. Taką z grubsza definicję (możliwe, że troszkę nadinterpretuję) podaje zespół we wkładce płyty za jej twórcą Slavojem Zizkiem. Świetnie koresponduje z nią zdjęcie na okładce – przyjrzyjcie się uważnie…

2012 lub 2013 – to rok, w którym tak naprawdę powinna się ukazać ta płyta. Po świetnie przyjętym albumie Nobody, zespół zaszył się w sopockim Adam Juniewicz Studio, by zarejestrować nowy, energetyczny materiał. Nie wiem co się stało, że Homosucker wylądował w szufladzie i ukazuje się dopiero w końcówce 2016 roku. Dobrze, że nie zaginął w pomrokach dziejów, bo to kapitalny zestaw piosenek. To wybuchowa wycieczka w czasy grunge’u, college rocka, psychodelii i noise’u z najlepszego okresu, czyli… oczywiście lat 90. Tego zespołu nie trzeba już do nikogo porównywać, ale skoro sami podrzucają kilka tropów, podchwyćmy je. Can, Mudhoney, Deerhoof, Pere Ubu, NIN… Zacny zestaw. I szczerze mówiąc możemy Mordy postawić w tym panteonie na równi, bo nasze chłopaki to nie biedni naśladowcy z Europy Wschodniej, to raczej polska interpretacja najgorętszych rockowych zjawisk ze wspomnianego okresu.

Na Homosucker zaskakuje energia, młodzieńca wręcz, jakby grali debiutanci, którzy właśnie odkryli w sobie prekursorów ważnego nurtu, który zapewni im wpis w każdej muzycznej encyklopedii. Tytułowy Homo Sucker wykrzyczany przez Grzegorza Welizerowicza razem z Izes świetnie obrazuje to, co się dzieje dalej. Punkowa zadziorność, brud, jazda na całego połączona z chwytliwymi refrenami i zaczepnymi wersami tekstów, czasem boleśnie konkretnych, czasem abstrakcyjnych i zabawnych – byle tylko słowa układały się w rymy. Swoje mistrzostwo Mordy prezentują już w trzecim na liście utworze: gigantyczny, ośmiominutowy Homo Stator poraża pomysłowością, zmianami tempa i wątków, melodyjnością i tym wszystkim, co sprawia, że zakochujecie się w piosence od pierwszego usłyszenia. And nothing happens! Nothing at all! Nieprawda! Dzieje się, dzieje się wszystko! Jeśli szukacie gitarowej piosenki, która zasługuje na tegoroczne podium, to moim kandydatem jest właśnie Homo Stator.

To jednak zaledwie początek. Chcecie poszaleć? Indyvidual to taki podstępny zadzior: niby niewiele się dzieje, gitarki niefrasobliwie pobrzdękują, ale jak wchodzi refren, wszystko staje na głowie, gitara wali masywnym riffem, a krzykliwy refren (znowu wsparcie Izes), poderwie was na równe nogi. Obłędna mieszanka melodii i zgiełku, jak za starych dobrych czasów. Zwróćcie też uwagę na pracę perkusisty, Bartłomieja Adamczaka, wow… Mordy jeszcze nie raz zaskakują na tej płycie, jak w polsko-angielskim Za wcześnie, który szafuje kontrastami w najlepszym grunge’owo-noise’owym stylu. Jak w motorycznym, pełnym pasji Western Motel wypełnionym kowbojskimi riffami. Jak w rozimprowizowanym Willow Tree Pt. 1, w którym równie ważną rolę co hałaśliwe gitary odgrywa stateczny saksofon.

Znajdzie się też chwila wytchnienia. W krautrockowym Pięść napięć poobcujemy przez kilka minut z dość abstrakcyjną mieszanką słowną, w której w tekst angielski wpleciono słowa po polsku. Lost It All to po prostu ładna piosenka Mord, jakich na koncie mają sporo. Podobnie No Other Girl, w której fajnie wykorzystano bazowy syntezatorowy bicik.  Zresztą, na cholerę wymieniać te piosenki, na Homosucker nawet w najbardziej zgryźliwym nastroju nie znajdziecie nic słabego, poniżej pewnego poziomu. Płyta jest równa i mimo dość sporej długości słucha się jej bez uczucia znużenia.

Mam nadzieję, że wydanie tego materiału da zespołowi nowego kopa i na kolejny album nie będziemy musieli czekać tak długo. [m]



Strona zespołu: https://www.facebook.com/Mordyrock

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni