29 kwietnia 2008

Zakręt: Lubię (wyd. własne, 2008)

Pierwsze słowo: lubię! Ta płyta jest tak sympatyczna, że nie sposób inaczej zacząć. Zakręt to czwórka bardzo młodych ludzi, których jedynym celem jest przekazywanie pozytywnej energii za pomocą muzyki. W ich graniu zgrabnie łączą się wpływy funky, bossanowy i bluesa z odrobiną indierockowych melodii, a wszystko to podane w sposób radosny i bezpretensjonalny. Na swojej debiutanckiej płycie młodzi muzycy nie ustrzegli się co prawda paru błędów, ale nie są one na tyle poważne, by przeszkodzić w odbiorze ich piosenek.

Numerem jeden zespołu jest prześliczna Agata Jankowiak, dysponująca czystym, dźwięcznym głosem, pisząca też niezłe teksty, czasem bawiąc się w słowne gierki (Daj mi odrobinę siebie – to miłosny kanibalizm). Jej śpiew bywa czarujący, jak w Musze, gdzie każdą frazę wieńczy zmysłowe vibratto, zalotny, jak w Kanibalizmie, mruczący (i to nie jest przenośnia), jak w Kocie. Fajnie też wypada w duecie z Bartoszem Zielińskim, zwłaszcza w Waiting (nawiasem mówiąc ten refren kręci na miarę dużego przeboju) i Nałogowej (ciepły swingujący motyw). Zakręt dobrze radzi sobie z radosnym rytmicznym graniem, opartym na funkującej sekcji, co słychać w piosenkach Kanibalizm, Waiting, Pragniofon, Szał. Tu jednak doskwiera największa wada Lubię – brzmienie. Brakuje mu dynamiki, mocy, dzięki którym te piosenki mogłyby zaistnieć jako taneczne przeboje. Pod względem muzycznym jest naprawdę dobrze, sekcja pracuje sprawnie i precyzyjnie, zagrywki gitary Zielińskiego, może czasem zbyt delikatne, są równie udane – brak tylko tego dopalenia, poweru. Ponadto – to drugi minus, ale znacznie mniejszy – zespół zbyt szybko spuszcza z tonu, już na początku albumu serwując utwory stonowane (Samotny Pan, Lubię żyć jak lubię). Powoduje to, że płyta, która trwa ponad godzinę (!), zaczyna się nieco dłużyć. To może nieco zniechęcić, a szkoda, bo im dalej, tym lepsze piosenki. Takie Żyjątka czy Szept mogą zauroczyć wielbicieli przytulańskiego intymnego słuchania, a Kawa zainteresuje fanów piosenki autorskiej. Ostatni numer - Ty-toń - brzmi najbardziej dynamicznie i to dobre zakończenie płyty. Miło usłyszeć porządny przester na gitarze!

Mogę z czystym sumieniem polecić tę solidną dawkę muzycznej witaminy, przymknąwszy oko na drobne niedostatki wynikające z braku doświadczenia, środków – nieistotne. Dzieciaki fajnie grają i to jest najważniejsze. Bez zadęcia, spięcia i obrażania kogokolwiek. Sami sprawdźcie.

Jeszcze coś. Wydanie płyty wsparł finansowo samorząd gminy Śrem. To była dobra decyzja. Osobiście uważam, że takie przedsięwzięcie lepiej buduje pozytywny wizerunek gminy/miasta niż tony folderów wydrukowanych na kredowym papierze czy bezsensowne bilboardy, na które samorządy bezpowrotnie wywalają grubą kasę. [m]

Strona zespołu:
http://www.myspace.com/zakrt

5 komentarzy:

  1. a czy ty-ton jest aby napewno z pierwszej sesji?

    OdpowiedzUsuń
  2. O ile mi wiadomo z pierwszej sesji są "Żyjątka", "Szept" i "Pragniofon" (podkreślone czerwoną hmm linią ;). Szkoda tylko tej przeklętej literówki w spisie (przy "Waiting"), lecz cóż - taki lajf...

    OdpowiedzUsuń
  3. dlaczego się tak rozdrabniacie chłopaki, liczy sie muzyka!!!
    utwory na myspace - są ekstra!
    Gitarzysta jest boski;*, kobiecy wokal i muzyka świetne - oby tak dalej Zakręt ;-)
    daleko mi do Poznania, ale gdy tylko dowiem się o jakimś koncerciku to mam nadzieję, że będe w stanie dotrzeć!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Łukasz ma całkowitą rację - moja wina. Jakoś mi umknęły te czerwone podkreślenia:) Poprawiłem nieco to zdanie o Ty-toniu.

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni