1 listopada 2011

Niski Szum: Songs From The Woods EP (AudioTong, 2011)


Jesień skłania do przemyśleń. Przy dobrej lekturze i ciepłej herbacie najlepiej zatapiać się w dźwiękach eksperymentalnych, pozbawionych melodii, nastawionych na klimat i metafizyczne przeżycia. Marcin „emiter” Dymiter - muzyk i producent muzyczny, znany improwizator - wydał właśnie materiał niepokojący i niezwykle klimatyczny…

Płyta składa się z czterech utworów, a właściwie to trzech – suita The Woods została bowiem podzielona na dwie części. Prawie trzynastominutowy utwór nie jest jednak najdłuższym na płycie, trzeci na EP-ce The River trwa szesnaście i pół minuty, z kolei otwierający materiał Blues From The Green Hills niecałe osiem minut. Łącznie czeka na nas trzydzieści siedem minut dźwięków z pogranicza ambientu, muzyki progresywnej i noise’owej ocierającej się nawet o doom i drone metal. Miejscami przywołuje twórczość Mariusza Dudy z jego projektu Lunatic Soul, który niedawno rozrósł się o suplement zatytułowany Impressions, czy płyt grupy Tides From Nebula.

Blues From The Green Hills został osadzony na delikatnych, kroczących dźwiękach gitar, które z jednej strony przypominają pasaże ze wspomnianego projektu Mariusza Dudy i Tides From Nebula. Senna harmonia zostaje jednak złowrogo przerwana drone’owymi tonami i nieco mocniejszą zagrywką, po czym następuje zejście. The Woods Pt. I również rozpięte na wolnej, sennej akustycznej gitarze z piękną i liryczną melodią. Fantastycznie wpasowuje się w muzykę wiersz amerykańskiego poety Roberta Frosta, który poraża niezwykłymi metafizycznymi słowami. W The River zmieniamy nieco klimat i wkraczamy na niespokojne drone’owe przestrzenie. Monodeklamacja Dymitera rozpięta na wolnym, wżerającym się w głowę tonażu to coś absolutnie niesamowitego przypomina mi o istnieniu gdańskiej grupy Kolonia Postęp. Nie wiem tylko czy naprawdę trzeba było ten utwór wydłużyć do niemal siedemnastu minut, jeśli w kawałku właściwie nic się nie dzieje – niektórzy poczują się znudzeni, a jeszcze inni zatopią się w emocjach, które wylewają się z każdego pojedynczego dźwięku. Ja należę do tej drugiej grupy - zamknąwszy oczy odpływam z nurtem, by wyjść na brzeg w drugiej części The Woods. Wracamy do akustycznych, wolnych, pachnących jesienną melancholią i bluesem klimatów. Właściwie jest to powtórzenie dźwięków z pierwszej części, ale mniej więcej od połowy całość zaczyna narastać. Przez chwilę słychać szum grzechotek, później mamy dalszy ciąg niesamowitego wiersza Stopping By Woods On A Snowy Evening Frosta. Wyciszenie, wyszeptane ostatnie słowa i zejście…

Materiał rozłamuje się na dwie części: z jednej strony do głowy przychodzą obrazy bieszczadzkich połonin, lepkiej mgły i iglastych gęstych lasów, a z drugiej przestrzeni opuszczonych starych fabryk, brudnego łoskotu maszyn, które nagle ze zgrzytem obudziły się do nowego życia. I właśnie ta kontrastowość, niezwykły klimat, w który trzeba wejść, żeby zrozumieć, jest siłą tej płyty. Podobnego grania było już wiele, więc nie jest to nic nowego.

Wszyscy, którzy cenią twórczość Marcina Dymitera, na pewno nie poczują się jednak zawiedzeni. Ci zaś, którzy nie znają, powinni sięgnąć po EP-kę bez chwili zawahania, zwłaszcza gdy ceni się minimalizm i metafizykę - typ muzyki, która nie zostanie puszczona w radiu i nigdy nie będzie piąć się po szczeblach listach przebojów. Wciskam play jeszcze raz i znów wyruszam w tę niezwykłą podróż. [lupus]



Strona artysty: http://www.emiter.org/niski-szum

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni