13 listopada 2011

Kobiety: Mutanty (Thin Man Records, 2011)


Bezwstydnie melodyjnie, z perwersyjnym przepychem – tak pięknie Kobiety jeszcze nie kłamały.

Grupa Grzegorza Nawrockiego już pierwszym singlem We Are The Mutants dała do zrozumienia, że zmiana zasygnalizowana na poprzedniej płycie Amnestia będzie postępować. A nawet mutować. Kobiety poszły w kierunku popu, całkowicie rezygnując z eksperymentów, odjazdów, improwizowanych skoków w bok i tym podobnych ekstrawagancji, które cechowały ich wcześniejszą twórczość. Mutanty to zbiór jedenastu krótkich, zwartych, przebojowych piosenek. I szlus.

Mało w nich gitarowego grania, za to mnóstwo barw generowanych przez gości. A jest ich sporo, i to właśnie zaproszeni muzycy decydują o niezwykle ciepłym klimacie płyty. Z bardziej znanych należy wymienić Radka Łukasiewicza, Tymona Tymańskiego, Ola Walickiego i Tomasza Ziętka. A do tego jeszcze instrumentaliści klasyczni, grający na skrzypcach, wiolonczeli, puzonie, waltorni. A do tego jeszcze kresowy chór męski. Jadymy na bogato!

Zaczyna się chwytliwą melodią i tak jest już do końca. We Are The Mutants błyskawicznie podbija serce tanecznym refrenem ocieplonym wibrafonową wibracją. No i popkulturowym tekstem, w którym jest Facebook, dziewczyna o twarzy z mangi i cały ten internetowy oszukańczy nowy wspaniały świat. Jednak to pod dwójką ukrywa się piosenka nr 1 albumu. Radiowozy: marzycielskie, pełne przestrzeni zwrotki i cudowny, ekstatyczny refren z nerwową gitarą a la Beck i wznoszącym się akompaniamentem dęciaków. To jest to!

Właściwie o każdej kolejnej piosence można by napisać coś miłego. No więc napiszmy. Łajka – doskonałe harmonie wokalne Nawrockiego i Marty Handschke na podbudowie z instrumentów dętych i smyczkowych. Nowy wspaniały świat – „rosyjski”, mruczący wstęp, żeglarska rytmika i tekst żonglujący egzotycznymi nazwami (Eufrat, Tygrys, Bramaputra/ Niecierpliwie czekam jutra). Tak pięknie nie kłamał nikt – wysmakowany popowy sznyt podkreślony przez podkręconą elektronicznie perkusję i partie klawiszy. Deadman – jest tu i Morriconne, i Tarantino, a w finale szalona improwizacja Walickiego i Ziętka. Guru – om, guru-guru-guru brzmiące jak gaworzenie niemowlaka, zabawne! Śliczne Błyskawice z shoegaze’ową rozmytą gitarą. Zimowe maliny, w całości zaśpiewane przez Martę, z fantastycznym uderzeniem dęciaków. Wreszcie uroczy, misiowaty utwór zamykający Jak niedźwiedź.

Celowo zostawiłem sobie jedną piosenkę na osobny akapit. W jednym jedynym przypadku zespół zawiodła intuicja i przekroczył granicę dobrego smaku. Refren Miłość to mit. Brzmi jak trochę lepsze disco polo, względnie jak Kury parodiujące disco polo. Żadna z interpretacji mi nie pasuje, przynajmniej nie do tej płyty.

Mimo małej (naprawdę małej) wpadki, Mutanty to świetna, zabawna, ciepła płyta. Pełna melodii, od których nie sposób się uwolnić, rewelacyjnie zagrana, dopieszczona w najdrobniejszym szczególe. Wypada ją znać na pamięć. [m]





Strona zespołu: http://www.kobiety.art.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni