16 czerwca 2008

Mass Kotki: Miau miau miau (Pasażer, 2008)

Mass Kotki były uznawane kiedyś za zespół feministyczny. Jako dowód tej tezy podawano zwykle tematykę dwóch najsłynniejszych utworów duetu: Brutalny erotyzm (o pornosach za 30 zł) i Rocco (o gwiazdorze porno specjalizującym się w seksie analnym). Katiusza i Lady Electra zawsze słynęły z ostrego języka i bezkompromisowej postawy, ale czasy się zmieniają. Mass Kotki nie tylko nie są dziś feministkami, one są wręcz antyfeministkami! Do tego ich muzyka stała się zabójczo przebojowa, taneczna i... melodyjna. Jeśli ktoś po tym wstępie odczuwa lekki niepokój, niech się odpręży. Kocie damy nagrały najlepszą – wcale nie dlatego, że jedyną – polską płytę electropunkową tego półrocza.

Od czasu debiutu trochę się w muzyce Mass Kotek zmieniło. Piosenki są lepiej pomyślane, bardziej zróżnicowane brzmieniowo i tematycznie. Bity i klawiszowe pasaże nadal są mocno oldskulowe, bas Katiuszy nadal znajomo powarkuje, a jednak płyty słucha się znacznie lepiej. Utwory o punkowej energii sąsiadują tu z dyskotekowymi kilerami, a krzykliwe wokale od czasu do czasu nabierają zaskakującej melodyjności. Nadal mamy do czynienia z prostą, wręcz prymitywną produkcją, ale już bardziej ucywilizowaną i dopracowaną pod względem modnych obecnie brzmień.

Płyta zaczyna się od ultraszybkiego kawałka Koszeczka, w którym tytułowe miauczenie odgrywa decydującą rolę, ustawiając odpowiednie proporcje między powagą a ironią. Kilka kawałków kontynuuje ten punkowy wątek (Siniaki, Sing For The Mass), jednak płyta jako całość ciąży ku rejonom tanecznym, dyskotekowym wręcz. I dobrze, bo dziewczynom świetnie to wychodzi. Weźmy chociażby kapitalny Drętwy mózg, który swoją kwadratową, industrialną rytmiką zabawnie nawiązuje do stylu Rammsteina. Albo Forever 18, bliźniaka I’m Hit duetu Robots In Disguise, z brudnym, buczącym basem i agresywnym bitem. I Sweet Melody otwarcie flirtujące z brzmieniami popu lat 80. Czy Muzę, klimatem nawiązującą do twórczości Miss Kittin. Albo Sukienkę, z przewijającym się przez całe nagranie arabsko-orientalnym motywem. Czy ukryty jako bonus utwór w stylu obciachowego disco z uroczymi dziewczęcymi wokalizami. Właściwie nie słyszę tu żadnego słabszego kawałka, którego można by z czystym sumieniem wskazać do odstrzału. Zadziwiające, bo płyta liczy aż 16 tracków. I wszystkie potrzebne!

Muzyka to jednak ta mniej ważna połowa twórczości Mass Kotek. Zasadniczą rolę odgrywają teksty i postawa dziewczyn wobec rzeczywistości. Jak na pierwszej płycie, tak i teraz, komentują co popadnie, skupiając się na tym, co wchłoną z telewizji i Internetu. I tu nachodzi mnie refleksja: a gdyby tak postawić obok siebie Miau miau miau i Afterparty? Otóż Kocice zjadają na śniadanie pretensjonalną lirykę Ostrowskiego i Wandachowicza – w tekstach dziewczyn jest luz i dystans, w tekstach CKOD histeria i bezsilność. Brzmieniowo oczywiście płyta CKOD jest lepsza, ale śmiem twierdzić, że prościutkie aranże Mass Kotek bronią się znacznie lepiej od przeładowanych efektami kompozycji Cool Kidsów. Wpadają w ucho, świetnie pasują do tej żartobliwej, popkulturowej stylistyki. Teksty dzielą się z grubsza na trzy tematy: faceci to świnie (Alcatraz), laski to wyrachowane zdziry (Sukienka), a niektórzy nie potrafią dorosnąć mimo 35 lat na karku (5-10-15). Do tego coś o kotach (Potrzebuję rybiej krwi – ten refren, zaśpiewany na dwa głosy, położył mnie na glebę), gwiazdkach Pudelka (Metamorfoza) i kobiecie biegającej po mieście z laserem (Devochka Terminator). Może to brzmieć z lekka głupawo, ale dziewczyny piszą naprawdę fajne, dowcipne i bardzo, bardzo złośliwe teksty. Genialnie wypadają wyznania gwiazdki w typie Dody, deklamowane z przesadną starannością, takim nuworyszowskim „ą, ę” (to musi być o Dodzie): Pragnę mieć wszędzie znajomych/ W modnych klubach i na giełdzie/ Obracać się wśród sław/ Chcę mówić cześć do gwiazd/ To musi być zajebiste uczucie/ Kiedy człowiek jest na samym szczycie. W najbardziej chyba prowokacyjnej piosence Maryja, Mass Kotki namawiają Matkę Boską do wyjścia na imprezę (Widziałam na obrazku twoją smutną twarz/ Hej, może podrzucisz dzieciaka babci?). Mass Kotki bezlitośnie obnażają głupotę i pustkę współczesnych młodych kobiet, dla których liczy się tylko dobry wygląd (Very big tits and a very small ass), drogie ciuchy (A może zrobię to na jego koszt/ I każę sprowadzić ją sobie z Włoch?) i nadziany misiek u boku. Czasem coś nie wyjdzie tak jak było zaplanowane i operacja się nie uda, wtedy nasza niedoszła piękność biega po mieście z laserem szukając lekarza, który sfuszerował zabieg (To miała być zwykła operacja/ Nic nie boli gdy laser działa/ Przepraszam, wystąpił krytyczny błąd/ Lekarz jest dawno daleko stąd). Katiusza i Lady Electra zwyczajowo składają też hołd rokendrolowemu trybowi życia (Rock’n’roll jest okrutny/ I nie wiem jak długo jeszcze pociągniemy/ Rock’n’roll nas bardzo lubi/ Kochanie, my właśnie tak żyjemy!).

Miau miau miau słucha mi się świetnie. Daje kopa i zastrzyk ironicznego humoru. Inteligentna zabawa. Polecam. [m]

Strona zespołu: http://www.myspace.com/masskotki

2 komentarze:

  1. glosniejodbomb17 czerwca 2008 12:46

    co do tych tekstow to bym sie jednak tak nie zachwycal, bo moim zdaniem nie wychodza poza sztampowa krytyke w tej tematyce.
    co do electropunka w Polsce, polecam Procesora Plusa (notabene producenta Massskotek) - plyta wyszla dwa miesiace temu, nazywa sie Generator
    myspace.com/procesorplus
    trujacafala.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Masskotki to moim zdaniem bardzo dobry zespół. Wcale mi nie przeszkadza że w tekstach się powtarzają. Uwielbiam te proste rymy i skojarzenia, są prawdziwe i celne.
    Nie wiem jak Elektra, ale Katiusze to pamiętam z paru innych pankowych składów. samo życie:) Czysty punk rock.

    BTW, procesor plus mi nie wchodzi.

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni