18 września 2012

Obserwator: Pam Macy


Dziś o zespole (?), który ma dziesięciu fanów na Facebooku. Czas na prawdziwą hipsterkę!

Nie wiadomo skąd są, jak wyglądają, jak się ubierają i co jedzą na śniadanie, nie wiadomo nic - po prostu w sierpniu na bandcampie pod tagiem Poland znikąd pojawiło się parę piosenek sygnowanych nazwą Pam Macy. Okładka nie zachęca do kliknięcia, również tagi są mylące. O ile sad pop jeszcze ujdzie, to r&b/soul może zespołowi zrobić jedynie krzywdę. Ktokolwiek kryje się pod tą nazwą, bardzo fajnie smuci i oprawia powstały melanż w zgrabny chill-synth-pop.

Być może to jest ściema, jak w przypadku Deerdus†, gdzie przepuszczono przez programy do obróbki dźwięku różne znane songi, zmieniając je do tego stopnia, że nie osłuchany w światowej muzyce słuchacz (ja!) wziął je za własne, autorskie (skąd mogłem wiedzieć, że Fear of Silence to kawałek Britney Spears?). W tym przypadku również zapala mi się czerwona lampka. Kompozycje Pam Macy są zbyt dobre jak na anonimowych muzyków, brzmią zbyt światowo i eksplorują przestrzenie, które do Polski mają dopiero dotrzeć!

Dangerous już od pierwszej sekundy atakuje dusznym rytmem i neurotyczną atmosferą. Chwilę później wchodzi wokal - świetny głos o atłasowej barwie, smutnym, zmęczonym tonie i nienagannej angielszczyźnie, idealnie dopasowujący się do pełnej niepokoju atmosfery. A to tylko wstęp do reszty smaczków - schizofrenicznego riffu gitary, ujmujących wokaliz i całkiem udanej części hip-hopowej. The Void skręca z kolei w chillwavowe rejony. Utwór oparty jest na krótkich klawiszowych plumknięciach. Gdyby nie melodia, byłby niczym. Ale wokal robi tu taką robotę, że cała ta programowa prostota zdaje się idealnie pasować do zwiewnej, wymruczanej linii melodycznej. Podobnie jest w They Say. Ktoś od elektroniki z premedytacją nadaje jej ciężkości, rozlazłości i zbędnych kalorii. Co innego facet przy mikrofonie. Jest zupełnym zaprzeczeniem tła muzycznego. Z godną pozazdroszczenia zwinnością przechodzi od niskich tonów z falsetowe rejony, melodia zdaje się żyć i ciągnąć utwór do góry z pomocą lekkich i puszystych chórków. Enigmatyczne IWLTISYS ukazuje Pam Macy nie tylko jako ludzików pochylonych nad laptopami, ale też jako prawdziwy zespół. Perkusja brzmi naturalnie, organy brzmią jak Hammondy, słychać wyraźną linię basu i nieoczywiste gitarowe wkręty. A poziom melancholii przekracza kolejną wyznaczoną poprzednimi kompozycjami granicę. Ostatni dostępny utwór, Home, kojarzy mi się z dokonaniami Twilite. Tak mógłby brzmieć duet na kolejnej płycie, gdyby bardziej poszedł w elektronikę.

Z lektury fanpage'a można wywnioskować, że udostępnione do odsłuchu piosenki stanowią część większej całości o nazwie No Particular Reason. Czekamy więc! Nawet jeśli to wszystko tylko mistyfikacja*. [avatar]


Strona zespołu: https://www.facebook.com/pammacy?ref=ts

*Pam Macy to postać fikcyjna, odgrywana przez Jennifer Lyons, aktorkę może niezbyt wybitną, ale z niezaprzeczalnymi walorami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni