31 stycznia 2014

Folga: Folga EP (French Girls Records, 2014)


Folga przełamuje dyktat męskich głosów w polskim elektronicznym popie.

Zauważyliście, że większość modnych electropopowych składów, napędzających ostatnio dyskotekowe parkiety, tworzą mężczyźni? By wymienić tylko kilka z nich, jak Kamp, We Draw A, AXMusique czy Baasch. Z tego nurtu honoru kobiet bronią tylko Rebeka, oniryczna Fuka Lata, ciągle mało znani Sue Clyde. I tu na scenę wkracza duet Folga, czyli Iga i Artur z Poznania, którzy mają szansę nawiązać bezpośredni kontakt z „męską” czołówką.

Sympatycy brzmień spod znaku Brennnessela będą wniebowzięci, bo Folga to esencja takiej roztańczonej, wywodzącej się z lat 80. muzyki elektronicznej. Wyróżnia ich silne zrytmizowanie kompozycji i to takie oparte na dość naturalnie brzmiących perkusjonaliach – piosenki są aż gęste od bębnów i przeszkadzajek. EP-kę rozpoczyna dynamiczne, skoczne Faraway, które błyskawicznie wpada w ucho, z linią wokalną rozciągającą się gdzieś pomiędzy klasycznym new romantic a dream popem. Ampersand to śliczniusia melodia z brzdękającymi dzwonkami, zaś Brethe In/Brethe Out przynosi większą dawkę stonowanej, zbasowanej elektroniki. Podziemny sznyt dodaje piosence alternatywnego uroku, a jej druga część nieuchronnie poderwie na nogi do radosnego tańca każdego sceptyka.

O ile poprzedniczki tylko sygnalizowały, że przy muzyce Folgi można również poskakać i pobawić się na imprezie, to Constellations jest już densowym przebojem w pełnym znaczeniu. Tu już wszystko jest podporządkowane rytmowi, a finał nagrania wywołuje euforyczną radość z zapomnienia się w tańcu.

Bardzo konkretna dawka optymistycznej, świetnie wyprodukowanej muzyki do tańca i – last but not least – słuchania. [m]


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni