4 marca 2012

Ostatki 2011: kIRk, Graftmann, R714, Uda, Pati Yang, Kristen, Aleksandra Siemieniuk


Odejdź roku 2011, odejdź wreszcie!


kIRk: Msza Święta w Brąswałdzie (InnerGun)


Drugie wydawnictwo w długiej historii zespołu zwraca uwagę klimatyczną okładką. Jak z horroru; grymas dziewczynki przystępującej do Pierwszej Komunii Świętej może przestraszyć. Poszukałem informacji o Brąswałdzie i... nie znalazłem żadnej wzmianki o żadnych większych tragediach, które by dotknęły tą podolsztyńską wieś. A jednak na Mszy Świętej przez cały czas panuje poczucie nerwowości, oczekiwania i nieuchronnej świadomości, że chwilę wydarzy się coś złego. Elektroniczne bity smagają ucho, trąbka zaludnia całą dostępną przestrzeń, a wszędobylskie skrecze i szumy dokonują paranormalnej geolokalizacji w czasie i przestrzeni do tytułowej miejscowości. Choć im dalej na płycie, tym więcej transowości niż pobudzających wyobraźnię elementów, to całościowo album zachwyca formalnymi rozwiązaniami. Jeśli w Brąswałdzie istniały jakieś niespokojne duchy, czterdzieści dwie minuty sonicznego egzorcyzmu przyniosło im upragniony spokój. [avatar]

Strona zespołu: http://www.myspace.com/kirkband


Graftmann: The Greatest Queen (Gustaff Records)


Roman Szczepanek aka Graftman powrócił z nową płytą. Jest tak jak na poprzedniej i prawie tak samo jak na debiucie Miss Polski. Facet nie ma charyzmy, zapamiętywalnego głosu ani daru do pisania chwytliwych piosenek. Ale ma styl. Jego zainteresowanie minionymi gwiazdami, starymi filmami i światem mody jest ujmujące. Swoje fascynacje ubiera w beatlesowską pelerynę (Please Please Please Disappoint Me), folkowe ballady (Valentino Type) albo kameralne fortepianowo-akustyczne przynudzajki (Monsenior Trumpet And A Deaf Trombone). I słuchałoby się tego z rosnącym znudzeniem, gdyby nie ciekawa produkcja Przemka Myszora. A to Szczepanek wdepnie w przester, a to ucho zaatakuje tłusty bas, a to wejdą klimatyczne organy i harmonijka. Szczególne propsy za wieńczące płytę Bunny - Mercury Rev jak malowane! Ogólnie dużo plusów, tyle samo minusów. O ostatecznej ocenie niech przeważą niuanse. [avatar]

Strona artysty: http://www.myspace.com/graftmann


R714: Elektronika (wyd. własne)


Wyjątkowo zwodnicza nazwa zespołu i tytuł płyty. Słuchacz spodziewający się domowej elektroniki i brzmień rodem z programowego lo-fi dostanie po głowie solidnym gitarowym jazgotem. Trio z Opola pełnymi garściami czerpie z tradycji rocka alternatywnego, hard rocka i funku (przyznają się nawet do Hendriksa!). Energetyczne kompozycje zwracają uwagę przede wszystkim matematyczną precyzją sekcji rytmicznej (świetne Waltzing With Both Of Them, żonglujący tempami F44.1) i choć czasem niebezpiecznie uciekają w łatwy do przewidzenia schemat szybkie tempo-punkowy zaśpiew, mają jednak solidne podstawy i sprawiają wrażenie dobrego materiału koncertowego. Do tego angielskie teksty na niezłym poziomie i... co tu dużo gadać, warto spróbować, tym bardziej, że płyta jest dostępna do pobrania za darmo w naszej strefie download. [m]



Jak widać na powyższym wideo, skład rozrósł się ostatnio do czterech osób.

Strona zespołu: http://r714.blogspot.com


Uda: Witaj pokarmie (Bób się rodzi Records)


Za ten album zabierałem się kilka razy. Za każdym razem odstraszał mnie już pierwszy kawałek Kobieta-karburator. Przez cztery i pół minuty z dziesięć zmian tempa i tyleż różnych klimatów. Powstały galimatias nie dość, że zmęczył, to dodatkowo automatycznie ekstrapolowałem go na resztę płyty puszczając ją mimo ucha. Dlatego sugeruję, aby tę kompozycję zostawić sobie na koniec. Wówczas Witaj pokarmie jest interesującą, choć trudną w odbiorze płytą. I choć Uda grają fusion, to efekt wypada bardziej rockowo niż jazzowo. Patos wynikający z technicznej ekwilibrystyki jest często burzony swoistą parodią. Solidnie budowane nadęcie kończy się głupiutką zagrywką, artrockowy sznyt przechodzi w metalowy ślizg, a jazzowa rytmika w toporne „umpa-umpa”. Kto lubi taką zabawę formą, przełknie album bez skrzywienia. Jednym się spodoba specyficzny muzykohumor Ud, dla innych będzie on niezrozumiałym eksperymentem bądź popisywaniem się. Natomiast za tytuły poszczególnych kawałków zespołowi należy się dodatkowa nagroda. [avatar]

Strona zespołu: http://www.myspace.com/udauda


Pati Yang: Wires And Sparks (EMI Music Poland)


Co można powiedzieć na temat najnowszej płyty Pati? To albo dowód ogromnego postępu (w wersji dla optymistów), albo dystansowania się od jedynego słusznego albumu, jakim jest Jaszczurka (wersja dla malkontentów). Patrycja Hilton ma ambicję zawojowania brytyjskiego rynku i robi to w coraz bardziej profesjonalny sposób. Produkcji „pana od Hurts” Josepha Crossa nie można niczego zarzucić - jest modnie, eklektycznie, stylowo, gdzie trzeba przebojowo, a gdzie indziej melancholijnie. Każdy znajdzie na płycie swój highlight, ale też sporo dźwięków odrzuci. Gdyż styl, w którym bryluje nowoczesna Pati ma ten minus, że zmienia się z szybkością naddźwiękową. Gdy powstawały kompozycje na Wires And Sparks może i wszyscy podniecali się La Roux, ale dość szybko zapanowały rządy Florence And The Machine. Między innymi dlatego dziś cieszymy się udaną płytą Julii Marcell, a wydawnictwo z Near To Gold w zestawie przywołuje się dopiero po dłuższym zastanowieniu. [avatar]

PS. Gdyby to kogoś interesowało, w tym przypadku jestem malkontentem!



Strona: http://www.myspace.com/patiyang


Kristen: An Accident EP (Lado ABC)


Próżno szukać na An Accident dźwiękowych eksperymentów i przebojowości utworów, które znalazły się na Night Store, trochę nieśmiałych, ale ciepłych jak marcowe słońce motywów z płyty Please Send Me A Card, postrockowego zamyślenia Western Lands z 2010 roku, czy wietrznego, noise’wego klimatu debiutu. Na nowej EP-ce słychać za to inspirację British Sea Power, późną Ścianką, a miejscami nawet Markiem Knopflerem (modulowanie nad wyraz skromnego wokalu) – a to akurat sprawdza się doskonale. Są na niej nadal momenty energiczne, hałaśliwe (An Accident, Hold Me) i bardzo spokojne, liryczne, wręcz senne, medytacyjne (The Grid, The Mist), jednak słuchając najnowszego materiału miałem poczucie jakiegoś znużenia, jakby niemocy twórczej, może nawet nie kopiowania, ale rozwleczenia całości – a to tylko dwadzieścia dwie minuty! [lupus]



Strona zespołu: http://www.facebook.com/kristenband


Aleksandra Siemieniuk: World Looks Bad EP (wyd. własne)


Z pochodzenia łodzianka, obecnie mieszkająca w Warszawie, gra na gitarze akustycznej, barytonowej, dobro i elektrycznej. Niestraszna jej technika slide i fingerpicking. I choć na co dzień porusza się w bluesowym światku, jej EP-ka w naturalny sposób wykracza poza gatunkowe granice. Podobnie jak w przypadku ostatniego dzieła Limboskiego, słychać w sposobie grania Siemieniuk amerykańskie korzenie (The Night), choć jest też miejsce na melancholijne akustyczne pejzaże rodem z dalekiej Północy (Sonic Step). Wybrany na singiel Winter mówi o tej płytce wszystko - spod palców Aleksandry wydobywa się krucha lecz skomplikowana melodia. I mimo że z łatwością można wydawnictwu przypiąć łatkę „jesiennej, relaksującej muzyki” (doskonałym przykładem tego podejścia Little Room), to przy uważniejszym odsłuchu można się sparzyć. Takie Dead/Alive mimo pozornej łagodności okupione jest bólem poranionych od stalowych strun palców. Słucha się! [avatar]



Strona artystki: http://siemieniuk.net/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni