13 marca 2010

Tin Pan Alley: Palm Waves. Figures For Chants, Quotes & Noise Bursts (Gingerbread Records, 2010)


Nazwa zespołu jest przewrotna i ironiczna, bowiem mianem Tin Pan Alley określa się muzykę komercyjną i mało ambitną, ale za to bardzo popularną i przynoszącą spore zyski. Tymczasem zespół Tin Pan Alley nagrał płytę będącą dokładnym tego określenia przeciwieństwem: ambitną, niebanalną i zdecydowanie bez szans na przyniesienie krociowych zysków.

Wygląda na to, że nie tylko ja i paru kolesi wyznających rockism (termin niedawno mocno wypłynął w internetowych dyskusjach; szukajcie a znajdziecie) na mało poczytnych blogach jaramy się ciągle i ciągle muzyką z lat 90. A konkretnie jej amerykańską, „koledżową” odmianą (wytwórnia Matador i okolice). Wygląda na to, że są też kolesie potrafiący używać instrumentów, którzy chcą ich używać w celu grania takiej muzyki. Takie rzeczy jak Yo La Tengo, Pavement, Guided By Voices nadal siedzą w głowach i inspirują do tworzenia. I dobrze, bo to trochę inna wrażliwość niż mechanicznie przebojowy electro- czy guitarpop dominujący dziś w mediach czy wyznaczających trendy serwisach. Mnie to pasuje, nawet bardzo, że wspomnę jak kilka dni temu szarpnął mnie za serducho odsłuch płyty grupy Love As Laughter, która jest czymś w rodzaju żywej skamieliny tamtych czasów.

Ale przejdźmy do meritum. Palm Waves to eksplozja talentu – a może raczej implozja? – czterech facetów pochodzących z Bydgoszczy i Torunia. Osiem pozornie bardzo różnorodnych, ale po prawdzie mocno spójnych utworów, połączonych antagonistycznym podejściem do kompozycji (czysto-brudno, melodyjnie-jazgotliwie, cicho-głośno). Płytę zaczyna dość długi i pokombinowany The City&Man, w którym jest miejsce i na niezbyt oczywiste klawisze, i solidnie sprzęgającą końcówkę, i coś pośrodku, czyli miłe melodie plus chwile uspokojenia. Kolejne utwory to mieszanka zgrabnych refrenów i solidnego grzania. Relaksujący Capo, miarowa Taffeta z odsuniętym na drugi plan wokalem, pavementowo wyluzowane To The Following (słychać tu również wpływ wczesnego Karate), szybki i brudny Sone, wreszcie solidnie walący dysonansowymi gitarami Mangrove Tunnel przelatują szybko, z trudem zostawiając coś w pamięci po pierwszym razie, ale i zachęcając do kolejnych odsłuchów. Na koniec TPA zostawili dwie długie kompozycje odbiegające klimatem od tego, co przedstawili wcześniej. W ośmiominutowym The Playground gitary i wokal tworzą rozmyte tło dla klawiszy, które z kolei w końcówce ustępują shoegaze’owej ścianie dźwięku. Sześcioipółminutowy The Going From The World We Know ujmuje kapitalnie poprowadzoną linią wokalu i umiejętnie budowanym napięciem. Być może to nawet najlepszy utwór na płycie, choć wymaga poświęcenia uwagi w większym stopniu niż pozostałe.

Nie sądzę, żeby płyta Tin Pan Alley zajęła wysokie miejsca w podsumowaniach roku 2010 – to nie ten rodzaj muzyki, którą ekscytują się tłumy. Ale paru retrodziadków zachowa ją w pamięci na długo. [m]

Mangrove Tunnel:





Strona zespołu: http://www.myspace.com/tpa

2 komentarze:

  1. retro dziadek nr 1 juz zachował! szacun!

    OdpowiedzUsuń
  2. RetroBabcia również! szacun!

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni