Pokazywanie postów oznaczonych etykietą country. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą country. Pokaż wszystkie posty
26 sierpnia 2011
Limboski: Tribute To Georgie Buck (wyd. własne, 2011)
Autor:
we are from poland
Etykiety:
acoustic,
blues,
country,
cover,
folk,
improwizacje,
LP,
po angielsku
6
odpowiedzi


2 kwietnia 2010
Iowa Super Soccer: Stories Without Happy Ending (Gusstaff Records, 2010)
Co ta wiosna robi z ludźmi! Wystarczy tylko chwila słonecznej pogody, żeby zupełnie inaczej spojrzeć na świat. Wyjść z domu, posprzątać w ogródku, wyprowadzić psa, posłuchać jakiejś pozytywnej muzyki.. Miłej, przyjemnej, ciepłej, najlepiej z damskim wokalem. Sięgamy więc po najnowszą płytę ISS. Jednak po chwili wszystkie pozytywne myśli znikają jak mydlana bańka.
9 października 2009
Let The Boy Decide: Like The Earth, Like The Sun, Like The Ocean In The Night (Locco/Gusstaff Records/ Borówa Music, 2009)

Like The Earth, Like The Sun, Like The Ocean In The Night to płyta w porównaniu do Counting The Red Stars stonowana, znacznie spokojniejsza, cieplejsza i dojrzalsza. Nie bezpodstawnie padła nazwa ISS – to podobne klimaty, z tym, że nie ma tu miejsca na nudę, a album jako całość nie nuży. Muzycznie znajdziemy sporo odniesień do country i americany – chociażby za sprawą urokliwego brzmienia lap steel guitar. Jest też odwołanie do tradycji gitarowego grania sięgającego lat 70. – niektóre utwory można śmiało uznać za hołd złożony Neilowi Youngowi. Wreszcie pozostał nerwowy, utrzymujący w ciągłym napięciu puls typowy dla zespołów grających college rocka. Do tego wielka dyscyplina muzyków i wyróżniająca się coraz bardziej osobowość wokalna Magdy Nowety. Te wszystkie elementy musiały zaprocentować znakomitym wydawnictwem.
Ghost On Your Road to prawdziwy koń pociągowy tej płyty. Ale nie jedyny! Tuż obok dzielnie maszeruje chyba najpiękniejsza piosenka tego roku zaśpiewana przez polskiego wykonawcę po angielsku. Moira’s Hero to piosenka-ideał. Tu wszystko jest na swoim miejscu. W oszczędnie dozowanej melodii można się zakochać już od pierwszego posłuchania. I co ważne, zauroczenie nie ustępuje. Zespół nie epatuje doskonałym przecież refrenem – powtarza go tylko dwa razy, po czym następuje pełne wyczekiwania przejście i fantastyczny finał, w którym padają słowa będące tytułem płyty. Posłuchajcie sami:
W ogóle cała pierwsza połowa płyty jest znakomita, bez jednego słabszego momentu. Czy to ciepły, leniwy opener River (Past And Present), czy How It Ends, w którym wokal Magdy przypomina nieco sposób śpiewania Niny Persson z The Cardigans, a nawet Edie Brickel, czy zmysłowa opowieść o zbrodni w afekcie Closer, czy nieoczekiwanie mroczny, niemal Cave’owski Deadman, aż po szóstą na liście county’ową balladę Western Eyes – wszystkie te nagrania tworzą zestaw po prostu mistrzowski. Potem emocje nieco opadają i dwie kolejne piosenki, Short Time Devilman oraz Behind My Wolf Eyes, nie wywołują już takiego entuzjazmu (chociaż ta druga ma całkiem fajne momenty). Na szczęście album wieńczą prawdziwe zamiatacze, czyli Ghost On Your Road i urocza dwuminutowa piosenka Let The Lights Stay Off z pojawiającymi się w dość niespodziewanych miejscach chórkami.
Muzyka LTBD pełna jest smaczków i niuansów, które uzmysławiają, jak wiele pracy włożył zespół w tę płytę. Znalazło się miejsce na ciepłe brzmienie klawiszy analogowych (genialny nastrój w Deadman), partie trąbki (m.in. River), lap steel, zwaną u nas gitarą hawajską (Western Eyes), wreszcie długie, brudne Youngowskie solówki gitarowe (brawo Michał Jamroży!). Za tę perfekcyjną mieszankę brudu pylistej drogi z krystalicznie czystym powietrzem odpowiada Przemysław „Perła” Wejmann, znany raczej z mocniejszych produkcji, a ostatecznym szlifem zajął się Grzegorz Piwkowski (pracował m.in. z Myslovitz).
Słuchając tych piosenek wielokrotnie czułem ciarki na plecach. Magda Noweta już na debiutanckiej płycie LTBD w swoich tekstach interesowała się ciemną stroną duszy człowieka. Na Like The Earth… teksty mają trochę „westernowy” posmak, ale westernowy w stylu chociażby Woven Hand. Takich opowieści o zbrodni, występku, namiętności, karze, pokucie – snutych w gwiezdną noc przy ognisku, gdzieś w górach lub na bezkresnej prerii. He’s coming/ Mr. The End/ So I take my gun/ And shoot him down – śpiewa Magda w Deadman. Ale nie dominuje nastrój przygnębienia, wręcz przeciwnie. W piosenkach jest sporo optymizmu i dzikiej radości z życia. I ta radość przenosi się na słuchacza. Spróbujcie! [m]
Western Eyes:
Strona zespołu: http://www.myspace.com/ltbd
13 września 2009
Jak Zwał Tak Zwał: Da-Da&A-A! (Radio Rodoz, 2009)

Dla tych, którzy orientują się słabo lub wcale. P.O.L.O.V.I.R.U.S zespołu Kury był pierwszą i jedyną naprawdę wybitną płytą sowizdrzalsko-satyryczną, która w niezwykle celny i bezwzględny sposób parodiowała większość funkcjonujących w danym czasie na rynku muzycznym mód i trendów. Robiła to tak doskonale, że wiele lat od jej wydania, wciąż pojawiają się próby dorównania jej poziomem artystycznym i oczywiście poziomem jadu zawartego w tekstach. Da-Da&A-A! szkody legendzie nie wyrządzi. Tekstom brakuje tej aroganckiej swobody, a wokalom aktorskiej zręczności, pozwalającej na podszywanie się pod różne style muzyczne, jakimi dysponował Tymon Tymański w „okresie polovirusowym”. Płyta JZTZ trzyma się kurczowo kanonicznych zasad wyznaczonych przez Kury. A to oznacza mękę przebijania się przez mniej lub bardziej (zwykle mniej) udane parodie modnych obecnie stylów. Mamy tu zatem obowiązkowy brech z death/black metalu (Łan zbóż), country (Psychodeliczny kowbuj), Kazika Na Żywo (Idol), jazzu (Midi jazz), electro popu (Atak klonów), kwaśnego rocka w stylu Apteki (Dziewczynki), popu (Ale odjazd!), ethno (Mam ojca w cee), freak indie (Lepiej, co nie?, Tata z kuly) itd., itp.
Taka żonglerka stylami wymaga sporych umiejętności i nie da się ukryć, że zespół je posiada. Kompozycje bywają naprawdę udane, rozbudowane, świetnie wykonane i brzmiące. Męczy jednak maniera wokalna Vreena, który choć całkiem zręcznie wciela się w Kazika i Kodyma, to ma dość ograniczony (w porównaniu z Tymańskim) zasób „muzycznych min” – w efekcie słuchanie go staje się męczące jeszcze zanim płyta zbliży się do połowy z aż 15 tracków. Dodajmy do tego teksty, które operują bardzo specyficzną składnią i dość niekonwencjonalnym rodzajem humoru, który nie każdemu przypadnie do gustu, a otrzymamy dzieło naprawdę trudne do strawienia.
Trudno będzie uznać Da-Da&A-A! za coś więcej niż ciekawostkę przyrodniczą. Być może muzyka JZTZ sporo zyskuje, kiedy przefiltruje się ją przez doznania płynące ze spożycia aktywnych środków zniekształcających rzeczywistość. Jeśli ktoś z was ją w ten sposób przetestuje – poproszę o raport. [m]
Ale odjazd!
Strona zespołu: http://www.myspace.com/jztz
Autor:
we are from poland
Etykiety:
altrock,
country,
electro pop,
indie,
LP,
metal,
po polsku,
polovirus,
pop,
post jazz,
psychodelic
3
odpowiedzi


12 listopada 2007
Mitch & Mitch: 12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed) (Lado ABC, 2006)

Tytuł mówi wszystko: 12 chwytliwych melodii, które chcielibyśmy skomponować. Rzeczywiście, są to melodie ujmujące, chwytające za co tylko się da, przezabawne, liryczne, wariackie, odpalone... i tak dalej, i tak dalej. Mamy tu zarówno urokliwe mambo rodem z jakiejś archaicznej komedii pomyłek, wypełnione perlistym brzmieniem marimby (Mambo ’63), klimaty westernowe, i to w wersji zarówno spaghetti (Frankkus’ Dilemma), jak i Lemoniadowego Joe (yea, ktoś pamięta? She’s Mine, Na-Na-Na-Na), zabawy z archaicznymi efektami elektronicznymi (Karateporno), rozpaczliwą balladę o miłości w stylu wielkich festiwali piosenki (Moving Far; ależ bosko!), zawadiacką melodyjkę z powojennej warszawskiej Prażki (Warjatuncio), no i oczywiście japoński blues (Sammu; Tarantino powinien wziąć ten numer do Kill Billa!). Jak sami widzicie, płyta jest kompletnie zwariowana, a przy tym brzmi tak, że szczęka opada. Każdy numer brzmi jak „z epoki”, jednocześnie w każdym wyraźnie odciska się piętno niepowtarzalnego stylu Mitch&Mitch. Do tego produkcja jest taka, że gwiazdy polskiego mainstreamu mogą o takiej tylko pomarzyć w swoich najbardziej różowych snach. Perfekcyjna rozkosz!
Trzon tego pięcioosobowego duetu (dlaczego nie wzbudza to mojego niepokoju?) tworzą Mr. Moretti i Mr. Magneto ze Starych Singers. Oba zespoły grają genialną muzykę, toteż naprawdę ciężko mi powiedzieć, czy czekam z niecierpliwością na nowych Mitchów czy kolejną płytę Starych? [m]
Band site: http://www.mitch-and-mitch.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Don't Panic We Are From Poland prezentuje / presents: 1. The Mothers Night Life In Big City [PL] Tytuł mówi wszystko. Kawałek na roz...
-
Zapraszamy do głosowania na płytę roku 2008! Zasady drugiej edycji zostały zmienione, aby umożliwić aktywność wyborczą również leniuchom, kt...
-
Gdy ma się tak dobrego wokalistę, przechodzą nawet sztywne i konserwatywnie poprawne kompozycje.
-
...i z tej okazji nie będzie żadnego kazania, podziękowań, pozdrowień czy imponujących statystyk. Będą dwie niespodzianki. Z pierwszej...
-
Kiedy czytam niektóre komentarze dotyczace drugiej płyty Marii Peszek, mózg mi się lasuje, a resztki włosów na głowie stają dęba. Część nasz...
-
Według materiałów prasowych debiut Kumki Olik został przez krytyków i publiczność uznany za najważniejszy polski debiut roku 2009 . Cóż, w ...
-
Gliwicka Fabryka Drutu to miejsce bliskie mi geograficznie, a mimo to do tej pory nie miałem okazji do niej zajrzeć. Powodem był mało i...
-
A mogło być tak dobrze. Plug&Play to właściwie jedyny polski zespół pasujący do kategorii dance-punk. Wiadomo o co chodzi: o ostre gitar...
-
Kiedy Searching for Calm wydawali swój debiutancki album, mówiono, że to zupełnie nowa jakość na krajowej scenie. Jednocześnie jednak pojaw...