12 listopada 2007

Mitch & Mitch: 12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed) (Lado ABC, 2006)

Płyty Mitch&Mitch są jak najlepsze filmy Tarantino: gatunkowy miszmasz, czerpanie pełnymi garściami z dorobku innych twórców (przy zachowaniu dla nich szacunku), ogromne poczucie humoru i dystans do własnej twórczości, a przy tym wszystkim – niesamowity wręcz perfekcjonizm wykonawczy. Na swojej drugiej płycie osiągnęli mistrzostwo mistyfikacji, nagrywając dwanaście coverów... nieistniejących kompozytorów! Wśród tych zapomnianych przez dzisiejszą publiczność starych mistrzów znaleźli się Fin Arkiun Tekkelaki, Niemiec Jürgen Hans Maier, japońska formacja noise-bluesowa Hekoki Motherfuckers czy warszawski bard uliczny Antek Sobol. Ile przebiegłych aluzji czai się w tych zmyślonych nazwiskach i ich biografiach! Mitche wymyślili to tak sprytnie, że spora część recenzentów w sieci dała się nabrać i bezboleśnie łyknęła te informacje jako pewnik! Ostrzegam zatem, że mamy do czynienia z grupą niebezpiecznych wykształciuchów, którzy będą was wodzić za nos, tak że nigdy nie będziecie mieli pewności, kiedy żartują, a kiedy są całkiem serio.

Tytuł mówi wszystko: 12 chwytliwych melodii, które chcielibyśmy skomponować. Rzeczywiście, są to melodie ujmujące, chwytające za co tylko się da, przezabawne, liryczne, wariackie, odpalone... i tak dalej, i tak dalej. Mamy tu zarówno urokliwe mambo rodem z jakiejś archaicznej komedii pomyłek, wypełnione perlistym brzmieniem marimby (Mambo ’63), klimaty westernowe, i to w wersji zarówno spaghetti (Frankkus’ Dilemma), jak i Lemoniadowego Joe (yea, ktoś pamięta? She’s Mine, Na-Na-Na-Na), zabawy z archaicznymi efektami elektronicznymi (Karateporno), rozpaczliwą balladę o miłości w stylu wielkich festiwali piosenki (Moving Far; ależ bosko!), zawadiacką melodyjkę z powojennej warszawskiej Prażki (Warjatuncio), no i oczywiście japoński blues (Sammu; Tarantino powinien wziąć ten numer do Kill Billa!). Jak sami widzicie, płyta jest kompletnie zwariowana, a przy tym brzmi tak, że szczęka opada. Każdy numer brzmi jak „z epoki”, jednocześnie w każdym wyraźnie odciska się piętno niepowtarzalnego stylu Mitch&Mitch. Do tego produkcja jest taka, że gwiazdy polskiego mainstreamu mogą o takiej tylko pomarzyć w swoich najbardziej różowych snach. Perfekcyjna rozkosz!

Trzon tego pięcioosobowego duetu (dlaczego nie wzbudza to mojego niepokoju?) tworzą Mr. Moretti i Mr. Magneto ze Starych Singers. Oba zespoły grają genialną muzykę, toteż naprawdę ciężko mi powiedzieć, czy czekam z niecierpliwością na nowych Mitchów czy kolejną płytę Starych? [m]

Band site: http://www.mitch-and-mitch.com/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni