31 marca 2016

The Shipyard: Niebieska linia (2.47 Production)


Stoczniowcy atakują trzecim albumem, na którym tym razem mocno akcentują śpiewanie po polsku. Zespół wyraźnie szuka nowego pomysłu na siebie i postawienie na bardziej piosenkowe formy z polskimi tekstami może być tym właściwym sposobem.

Przyznam bez bicia, że poprzednie dwie płyty The Shipyard w jakimś stopniu mnie zawiodły. Nawiązania do zimnej fali niespecjalnie mnie kręciły, a rozdźwięk między żywiołowym wizerunkiem zespołu w wersji live a sterylną, konserwową produkcją studyjną – drażnił okrutnie. Niebieska linia podchodzi do sprawy inaczej. Produkcja jest spokojniejsza, bardziej przestrzenna, Piotr Pawłowski nie zamęcza słuchacza coldwave’ową manierą gry na basie, a polskie teksty zmuszają do skupienia uwagi na piosence. Kompozycje są nienachalnie chwytliwie, co bardzo mi się podoba. Lubię odkrywać i naprawdę nie muszę krzyczeć w ekstazie, że coś jest przebojem roku już po pierwszym przesłuchaniu. A piosenki z Niebieskiej linii wchodzą do głowy powoli, za to skutecznie.

Zaczyna się naprawdę dobrze. Kruki i wrony mają kilka twarzy, a twarz zdobiąca finał może się bardzo podobać. Na barykady to próba głośniejszego, „buntowniczego” grania, ale ja najlepiej wspominam te spokojniejsze, dźwięczne fragmenty zwrotek. Egzamin zdaje singlowy utwór Oceany, najdobitniej ukazujący przemianę The Shipyard. Ta ciepła (choć wietrzna) piosenka przemyka koło głowy jak ulotna melodia zasłyszana z daleka, ale powraca i stopniowo odkrywa swoją urodę. To chyba mój ulubiony fragment albumu – pozostaje tylko pogratulować trafności wyboru singla. Do przeboju numer dwa aspiruje Love And Hate – to z kolei utwór kojarzący się z latami 90. i święcącym wówczas triumfy rockiem środka. Całkiem zgrabnie wyszło. Z pewnością warte uwagi jest Morze, las z dłuższym fragmentem wyciszonego pogrywania na gitarze i partiami saksofonu.

Jest jeszcze wątek coverów. Pierwszy, Nightcall, został przez większość recenzentów poprawnie zidentyfikowany jako przeróbka hitu Kavinsky’ego z soundtracku do genialnego Drive’a.  Ale są przecież także Plejady, które na pierwszy rzut ucha kojarzą się z Republiką, a tak naprawdę to kompozycja mało znanego zimnofalowego zespołu Noah Noah. Hołd wyśmienity, piosenka wypadła przejmująco. I jest jeszcze tytułowa Niebieska linia, która co prawda nie jest coverem, ale jej końcówka… no, powiedzcie, że nie słyszycie tam Angel Massive Attack, a nie uwierzę!

Żeby nie było za różowo. Dwie rzeczy bardzo mi nie pasują na nowej płycie Shipyard: po pierwsze Rafał Jurewicz zapomniał jak się wrzeszczy (bo te okrzyki na drugim planie w I Got That Feeling to raczej jakiś żarcik dla starych fanów), po drugie Michał Miegoń chyba większość partii gitary nagrywał przez sen, tak mało w nich ducha odkrywcy i eksperymentatora – strasznie zachowawczo to brzmi!

Poza tymi drobiazgami – bardzo fajna płyta! [m]



Strona zespołu: https://www.facebook.com/TheShipyardPL

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni