2 września 2017

Rosa Vertov: Who Would Have Thought? (Crunchy Human Children Records, 2017)


Debiutancki album dziewczyn z Warszawy ukazał się w kwietniu, ale przeminął bez większego echa. A szkoda, bo jest wart porządnego hajpu. Pora więc o nim przypomnieć tym wszystkim, którzy tę premierę przegapili.

Być może brak hajpu wiąże się z tym, że nie jest to album do jednorazowego przesłuchania i wyplucia w świat komunikatu, że „jest zajebisty”. Who Would Have Thought? zdecydowanie wymaga czasu i cierpliwości. Z czasem dojrzewa i wydaje piękne owoce. Owoce mroku i wściekłości.

Zaskakujące, jak szybko tym dziewczynom udało się przeskoczyć z nieporadności pierwszych prób zespołu rockowego (The Wiletts) do w pełni ukształtowanego bandu z artystyczną samoświadomością. Na debiutanckim albumie nie ma bowiem ani jednego przypadkowego, niepotrzebnego dźwięku. Każdy utwór to kolejny ważny element układanki, a dochodzenie do całości to podróż przez mrok i różne, zwykle niewesołe, stany emocjonalne. Brzmienie Rosy Vertov to wypadkowa dziewczęcej wrażliwości, wpływów dream popu i post rocka z drapieżnością i brudem surowego rocka wybuchającego z prawdziwą furią. Choć jest to furia inaczej demonstrowana – tu nie ma mowy o monotonnym punkowym zgiełku charakteryzującym nurt riot grrrl. Tu emocje kotłują się pod cienką warstwą opanowania, a gdy wydobywają się na powierzchnię, czasem można nawet nie zwrócić na to uwagi. Po prostu nagle bębny zaczynają głośniej i intensywniej hałasować, wzmaga się jazgotliwa partia gitary albo motyw klawiszy staje się bardziej świdrujący.

Trudno mi opowiadać o poszczególnych utworach, bo płytę lubię przyswajać w całości. Niewątpliwie jej początek jest mistrzowskim pokazem dozowania emocji. To, jak z leniwych twinpeaksowych melodii wyłaniają się wściekłe riffy niesione przez łoskotliwe uderzenia perkusji. To, jak brzmienie wszystkich instrumentów staje się coraz bardziej rozmazane, by zlać się w pulsującą ścianę dźwięku. To wszystko połączone z niepokojącymi tekstami, z których już pierwsze wersy No Reason Ever Was Given wywołują niezłe ciarki: Scum is crawling out at night / With cheap wine pumping in the veins/ And gruesome love in their guts / Feeling like some kind of an ultra-man.

Zespół potrafi zagrać krystalicznie czystą balladę, która dosłownie ścina krew w żyłach (Let The Sleeping Dogs Lie), by za chwilę pogrążyć się w dekadencji (francuska deklamacja w Mundane, saksofon we Frantic). Specyficzną rolę odgrywają elektryczne organy nadające muzyce Rosy jeszcze bardziej odrealnionego charakteru. Że też David Lynch nie usłyszał piosenek z tej płyty, kiedy kompletował zespoły występujące w trzecim sezonie Twin Peaks!

Rzadko zdarza się tak kompletna płyta, rzadko zdarza się, by zespół tak młody nagrał płytę tak dobrą, że wytrzymuje próbę wielokrotnego przesłuchiwania i z czasem tylko nabiera szlachetności. Wierzę, że ten zespół jest w stanie zawojować publiczność w całej Europie, podobnie jak to stało się udziałem Trupy Trupa. Trzeba tylko uwierzyć we własne siły i… zatrudnić dobrego menadżera. [m]



Strona zespołu: https://www.facebook.com/rvertov

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni