29 października 2007

Plotki: Plotki (wyd. własne, 2007)

Kto słuchał kompilacji We Are From Poland Vol.1, ten wie, czego się spodziewać po Plotkach. Ano bezpretensjonalnych, zabawnych piosenek utrzymanych w klimacie college rocka i soft noise’u, reprezentowanego na przełomie XX i XXI wieku przez poznański zespół Happy Pills. Można zresztą powiedzieć, że Plotki to duchowy – i nie tylko – spadkobierca Happy Pills.

Fajnie, że Plotki dorobiły się wreszcie profesjonalnej płyty. Minialbum zawiera osiem piosenek, znanych już w większej części, ponieważ ich wersje robocze były do ściągnięcia ze strony zespołu. Niedawno te nagrania zremiksowano i nadano im ostatecznego połysku. Teraz wszystko brzmi świetnie, bardzo czysto i energetycznie zarazem. Na płycie znajdują się zarówno wesołe, skoczne numery, jak Stinky Spam (Don’t call me crazy bitch! – tego się nie zapomina) i Lost In Da Woods (a to znamy bardzo dobrze!). Super, że Plotki odświeżają pamięć o nieco zapomnianej, a tak naprawdę bardzo ważnej dla nowej fali rocka z przełomu lat 70. i 80. grupie The B-52’s (którą uwielbiam), wykonując swoją wersję przeboju Wig (nie ma to jak peruczki). Najbardziej lubię u Plotek te piosenki, w których Natalia śpiewa po polsku. Dopiero wtedy słychać, że ma prawdziwy dryg do pisania humorystycznych, pełnych celnych obyczajowych spostrzeżeń tekstów, które do tego mają siłę przebojów. Tu oczywiście trzeba wspomnieć o piosence Pies ‘o pies (Grzecznej suce damy do miski/ Pobiegnę radośnie ze śliną na pysku), hipermarketowej love story Friscoburgerking (Od tygodni jem, lecz prawie wcale nie śpię/ Na promocjach, półkach, w koszach szukam cię) i wreszcie urokliwej Miss Virus, w której zarówno wokalnie, jak i tekstowo Natalia upodabnia się nieco do Kaśki Nosowskiej (Głupi staroć/ Bo widzisz znowu zgasł/ Obrazu, fonii nie jest skłonny/ Przywrócić do łask).

Ta płytka jest prezentem dla fanów, bardzo miłym drobiażdżkiem, który warto mieć przy sobie, gdy podła pogoda i chandra przypuszczą zmasowany atak na nasze przysadki mózgowe. [m]


Przeczytaj:
Obserwator: Plotki

Band site:
www.plotki.art.pl
ver.: polish / english
media: free mp3

26 października 2007

Komety: Akcja V1 (Jimmy Jazz Records, 2007)

Pierwsza płyta Komet trwała nieco ponad 21 minut. Najnowsza, czwarta, dokładnie 37,28. To pierwsza dobra wiadomość. Druga jest taka, że Lesław i spółka po raz kolejny nie zawiedli i nagrali płytę świetną. Nie wiem jak to się dzieje, że pan L., choć od dziesięciu lat praktycznie w kółko gra tę samą piosenkę, ciągle do mnie trafia.

Na Akcji V1 Komety brzmią tak, jak nas do tego przyzwyczaiły: jest trochę rockabilly, trochę country & western, ździebko retro bigbeatu i całkiem spora dawka punkrocka. Te szybkie kawałki brzmią wyjątkowo mocno, mocniej niż zwykle. Jak choćby szarpiący riff w Nie ufaj nikomu, intensywne łojenie w Pozerze czy ekstremalnie przesterowana gitara w Zabierz mnie do domu. To ostre i stanowcze oblicze Kobiet łagodzą piękne melodyjne piosenki, z których kilka na pewno stanie się Kometową klasyką. Już od pierwszego usłyszenia singlowego utworu Wyglądasz źle, nie można się od niego uwolnić. Również wybrany na singla numer dwa kawałek Spotkajmy się pod koniec sierpnia to prześliczna piosenka z magiczną partią gitary. Szkoda tylko, że smyczki zostały tak głęboko schowane, że ledwo je słychać. Wyjątkowo brzmią też westernowy April Rain, w którym Lesław szepcze kowbojską kołysankę i zaskakujący bogatym, zupełnie nierockowym instrumentarium (klarnet, theremin) Nikt nie kupuje twoich płyt, przypominający trochę estetyką piosenki Beatlesów (różnego rodzaju efekty dźwiękowe, jęk publiczności jak na Sierżancie Pieprzu).

Tekstowo jest równie dobrze. Po raz kolejny Lesław funduje nam zestaw smutnych piosenek o miłości i śmierci (ten przejmujący wers Tutaj na pewno umrzemy). Ale co ciekawe, wkrada się do nich nutka optymizmu. Ze łzami w oczach/ Ze łzami szczęścia/ Stoisz przed lustrem/ Uśmiechasz się do siebie/ Teraz wreszcie jesteś w ciąży/ Już nigdy więcej nie będziesz musiała być sama. Proste, ale prawdziwe słowa. Zaskakująco wypada tryptyk poświęcony karierze i show biznesowi. Czyżby jakieś osobiste rozliczenia? Wywiady, plakaty, autografy i kwiaty/ Jest jeszcze cena do zapłacenia – śpiewa Lesław w Nie ufaj nikomu. A w Nikt nie kupuje twoich płyt: Ktoś popełnił duży błąd dając ci szansę/ Teraz ktoś straci za to pracę/ Dobre recenzje mają to do siebie/ Że można je kupić za odpowiednią cenę (ale na pewno nie recenzje w Don’t Panic!).

Trzydzieści siedem minut szczęścia. A jako bonus track piosenka Johnny’ego Casha. I jak tu nie wielbić Komet?

Band site: http://www.komety.com/
ver.: polish / english
media: free mp3, video

24 października 2007

California Stories Uncovered: California Stories Uncovered EP (wyd. własne, 2007)

Zespół z Tczewa zapatrzył się w szkockiego Mogwai i… dobrze na tym wychodzi. Długie, instrumentalne bajkowo-hałaśliwe utwory to ich specjalność. Esencja shoegaze. Muzyka dla koneserów.

Było kwestią czasu, kiedy i u nas pojawią się takie zespoły. Jak zwykle jesteśmy kilka lat do tyłu, ale na szczęście CSU nie musimy się wstydzić. Płyta rozpoczyna się od stłumionych dźwięków gitary i perkusji. Momentami wręcz zanika. By w końcówce eksplodować jakże pożądanym jazgotem. Ważną rolę w kompozycjach CSU pełni fortepian, który doskonale uzupełnia zamglone, rozedrgane gitarowe tła. Te z kolei czasem dostają elektrycznego kopa i atakują gwałtownym przesterem, który dosłownie wbija w ziemię. Każdy z tych niezatytułowanych utworów – choć nie odkrywa niczego nowego, wszystko to już było i u Mogwai, i u Godspeed! You Black Emperor – ma swój niepowtarzalny nastrój, najpełniej uwalniany wieczorem, niczym zapach pewnych kwiatów, które otwierają się dopiero po zmierzchu.

Cztery utwory, każdy z nich to swoiste misterium. Jeśli lubicie to uczucie, kiedy muzyka powoli wsącza się w wasze umysły i ciała, zanurzcie się w dźwiękach Kalifornii.

Band site: http://www.csuband.com/
ver.: polish
media: free mp3 & samples

22 października 2007

The Poise Rite: Passagalia (EMI Music Poland, 2007)

Mamy już pierwsze muzyczne efekty nowej emigracji na wyspy brytyjskie. Członkowie The Poise Rite, który to zespół powstał w 1997 r. w Rzeszowie, wyjeżdżając z kraju postawili sobie jasny cel: zarobione pieniądze pchać w rozwój swojej kariery. Można powiedzieć, że plan się powiódł. Passagalia to już trzecia płyta The Poise Rite, druga nagrana jako zespół – poniekąd – brytyjski. Jednak czy oprócz tego, że zasługują na podziw jako zdeterminowani artyści dążący do wytyczonego celu, zasługują na uznanie jako muzycy i twórcy? Na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie ma.

The Poise Rite brzmią jak Simple Minds czy nawet U2 w warstwie wokalnej i Black Rebel Motocycle Club w warstwie muzycznej. Tak w skrócie opowiedziałbym o tej muzyce komuś, kto jeszcze jej nie słyszał. Głos Bartłomieja Zaborowskiego, wysoki i zawodzący, jest bardzo charakterystyczny i może się podobać w kilku utworach, jednak na dłuższą metę męczy i irytuje. Ponieważ wszystkie wokale, niezależnie od tempa czy klimatu piosenki, brzmią tak samo. Może i sprawdza się to w takich mrocznych, ciężkawych numerach jak Getting Old czy Keep On Trying (który zresztą nosi znamiona pokoleniowego hymnu emigrantów), ale już w energetycznych, bardzo rytmicznych, w założeniu przebojowych, Never Enough i Kill The Pain, ma się do muzyki jak pięść do oka. Z głosem Bartłomieja historia ma się tak jak z aktorem charakterystycznym – niby potrafi zagrać każdą rolę, ale i tak wszyscy obsadzają go w roli bandziora.

Brzmienie jest mocną stroną Passagalii. Chłopakom naprawdę udało się uzyskać bardzo wyrazisty i mocny sound, z ciężką sekcją i intrygującymi wejściami organów Hammonda. Rzeczywiście przypomina to trochę BRMC, z tym że niestety The Poise Rite brakuje smykałki do tworzenia przebojowych, zapadających w pamięć melodii. Nawiązania do BRMC słychać zwłaszcza w mocno gitarowym Rock And Roll, w utworach napędzanych przez taneczny hi-hat zbliżają się do Editors. W Take You Back nieźle wypada początek z ogłuszającą shoegaze’ową gitarą. Najciekawszym jednak moim zdaniem nagraniem jest instrumentalny Take Us Higher z partiami saksofonu i fajnymi zmianami nastroju. Natomiast nie rozumiem, co takiego wspaniałego jest w wieńczącym płytę numerze tytułowym. Zauważyłem, że jeśli zespół nagra dziewięciominutowe plumkanie i nazwie je w zagadkowy sposób, automatycznie ma plusa u większości polskich recenzentów „za ambicję i bezkompromisowe podejście do muzycznego tworzywa”. Ja się na to nie dam nabrać i plusa nie będzie:).

Summa summarum: Passagalia jest przeciętnym albumem wspieranym przez sugestywny marketing dużej wytwórni. Ma kilka dobrych momentów, zaskakuje też świetnym brzmieniem, jednak w całości jest męczący, a nawet nudny. Jest jednak pocieszający morał z tej historii. Być może niedługo doczekamy się nowej płyty naprawdę dobrego polskiego zespołu. Braty z Rakemna też wyjechały do Wielkiej Brytanii zarabiać kasę na życie i dalszą działalność kapeli. Przykład The Poise Rite powinien ich porządnie zmotywować.[m]

Band site: http://poiserite.com/
ver.: polish / english

19 października 2007

Obserwator: Maki i Chłopaki

Zespół z Mrozów, gdzieś w Mazowieckiem. Mają już jeden przebój, o którym z ekscytacją dyskutuje się w Sieci. Reprezentują nurt zwany przez co bystrzejszych pismaków „rockiem ściany wschodniej”. Uwaga, jeśli lubisz Muzykę Końca Lata, czytaj dalej. Jeśli nie, możesz sobie darować.

Piosenki Maków wyrastają z beznadziei małych miasteczek wschodniej Polski, gdzie nawet się nie rozmawia o braku perspektyw na przyszłość, bo po co rozmawiać o czymś, co nie istnieje. Młodzież spędza tam czas snując się niebezpiecznie otępiała od weekendu do weekendu, kiedy to w remizie zaczyna się disco. Tu trzeba grać w rytmie tanecznym/ Bo dziewczyny lubią tańczyć/ A co to jest za życie bez dziewczyn? W tamtych miasteczkach i wioskach dziewczynom ciągle można zaimponować kluczykami do małego fiata. Ten klimat świetnie oddają teksty Marcina Biernata, niby proste i beztroskie, jednak skrywające pod skórą słów bezsilność i frustrację. Piosenki Maków są fajne. Prowincjonalne, pełne nazw ulic i słów-kluczy zrozumiałych tylko dla ziomków. Błyskawicznie zagnieżdżają się w pamięci łatwymi melodiami i staroświeckim bigbitowym urokiem. Pytacie o przebój z pierwszego akapitu? Albatrosy. Znacie? Czytaliście o nim na forach? Siedem dziewcząt z Albatrosa/ Ale ty najpiękniejsza/ Najpierw sto lat samotności/ Potem parę godzin szczęścia. Prościutki punkowy rytm, przesterowana gitara i wysoki, chłopięcy wokal Marcina. Takie też są pozostałe dwie piosenki. Glany opowiadają o trudnych początkach rockandrollowego zespołu w małym miasteczku (Maki istnieją już od 2000 r., wcześniej grali jako Jaskółeczki; szkoda, że zmienili nazwę:)). Kariera mówi właściwie o tym samym, za to mamy tu wielce sympatyczną i bardzo oldskulową gitarę (ach to solo w końcówce!).

Maki i Chłopaki przywracają wiarę w piosenkę. W dobrej piosence liczy się i melodia, i słowa. Oni o tym wiedzą. I jeszcze jeden drobiazg. Pewien bardzo dziś popularny zespół też zaczynał grając na defilach i jolanach, nagrał nawet na nich debiutancką płytę. Pewnie domyślacie się, o kogo chodzi? [m]

Band site: http://www.maki-i-chlopaki.prv.pl
ver.: polish
media: free mp3

17 października 2007

Gentleman!: Anka Skakanka EP (wyd. własne, 2007)

Debiutancka EP-ka młodej załogi z Trójmiasta brzmi bardzo obiecująco. Już ich pierwsza piosenka – Ego – wywołała spory ferment wśród fanów indie rocka. Całkiem zasłużenie, bo to naprawdę kawał przeboju, w dodatku sprawnie zaśpiewanego w ojczystym języku. Wyrazisty rytm, modne, brytyjskie brzmienie i chwytliwy refren – czego chcieć więcej? Idealny początek kariery. Ok, to słowo może zbyt wielkie, powiedzmy, że chłopaki mają szansę zaistnieć w świadomości szerszej publiczności. Może być?

Ego powstało jeszcze w trzyosobowym składzie. Potem doszło dwóch muzyków, w tym nowy wokalista i powstały kolejne piosenki. Pocieszające jest, że Gentleman! całkiem dobrze radzi sobie z pisaniem polskich tekstów. Na przykład ten w piosence Jaśkowa: To tutaj ją widziałem/ Z autobusu, kiedy biegła w dół/ Wtedy nie wiedziałem/ Jak wielki umie zadać ból/ Dzisiaj to nieważne/ I chyba już nie kocham jej. Ładne. W dodatku kompozycja ma coś w sobie: melancholijny feeling, stonowane gitary. Po polsku jest jeszcze tytułowa Anka Skakanka, udana próba zmierzenia się z akustyczną balladą (jedyny zgrzyt to lekki dysonans wywoływany przez bas, ale może to tylko moje wrażenie). Your Neighbour Got Your Car to wpadający w ucho, ale – takie mam przeczucie – jednorazowy przebój, zbyt natarczywie naśladujący modę z Wysp. Za to w Cops zespół zupełnie zmienia klimat, przeskakuje przez ocean i zmienia się w naśladowców Interpol. Ale trzeba przyznać, że w tym monotonnym, nabijanym stopą rytmie i stopniowo dawkowanym gitarowym jazgocie, tkwi spora siła. No i ten piękny finał... Wciąga z przesłuchania na przesłuchanie.

Mimo że to dopiero pierwsza EP-ka, można już pomału wieszczyć – Muchy będą miały silną konkurencję.[m]

Band site: http://www.myspace.com/gentlemanpl
ver.: polish / english

15 października 2007

Obserwator: Manchester

Manchester z Torunia to brakujące ogniwo pomiędzy wystylizowanym na guru młodzieżowej kontestacji Myslovitz a proletariacko wdzięczącym się do tej samej publiki Negatywem. Nazwa zobowiązuje: Manchester kojarzy się z przemysłowym miastem, gdzie życie dało ludziom w kość – i piosenki zespołu traktują o przyziemnych tematach, zwykłych codziennych problemach, porażkach i chwilach triumfu przed kumplami z dzielnicy. Jest w nich bezrobocie, emigracja za chlebem, problemy małżeńskie, są prowincjonalni gangsterzy w 15-letnich beemwicach, seksstrony w Internecie, picie piwa przed telewizorem. Samo życie, chciałoby się powiedzieć.

Piosenki Manchesteru. Bombowe. Zabójczo melodyjne (choć zero w nich oryginalności), dowcipne, szczere, dobrze zagrane. Tematy, o których była mowa wyżej, podane są w sposób wyjątkowo bezpretensjonalny, a teksty, choć nie traktują o wzniosłych uczuciach i wahnięciach moralnych duszy, naprawdę trafiają w sedno. Maciek Tacher śpiewa o pułapce, jaką jest dla młodego faceta małżeństwo (A mogłem się nie żenić, Zero życia), o źle ulokowanych uczuciach (Kobiety są złe, Dziewczyna gangstera, Nie mam szans), o ukochanej drużynie piłkarskiej (Man United). A wszystko to w oprawie prostej gitarowej muzyki o zdecydowanie brytyjskim rodowodzie. Wydawać by się mogło, że ta muza znudzi się po przesłuchaniu kilku tracków, ale nie, te kilkanaście piosenek (chłopaki są bardzo płodni, do tego wszystko udostępniają za darmo) przemyka przez głowę bez żadnego bólu, a po jakimś czasie znowu chce się słuchać. W dodatku Manchester dość umiejętnie urozmaica swoje utwory, czasem o dość zaskakujące elementy: w Do gwiazd jest to wsamplowany krzyk kobiety nadający zwrotkom wręcz hiphopowej rytmiki, w By móc zapomnieć piękne partie skrzypiec, a w klimatycznym Tik tak wolno płynie czas zgrabnie wpleciony fortepianowy motyw.

Może ktoś się obruszy, że ten Manchester jest mało ambitny, że to prawie popelina, ale cholera, jak tu ich nie lubić za teksty takie jak ten: Ty znowu chcesz się kochać/ Ja już nie mam sił/ Chociaż rzuciłem fajki/ I nie będę pił. Albo ten: Ten zmarnowany czas/ I ten stracony szmal/ I tylko po to, by usłyszeć/ Nie masz żadnych szans! Zdołowani? :) [m]

Band site: http://www.manchester.art.pl/
ver.: polish
media: free mp3

Muzyka Końca Lata: 2:1 dla dziewczyn (Sonic Alternative Nation Group, 2007)

Lato się skończyło, więc jest druga płyta Muzyki Końca Lata. Oby tak było już zawsze! Kiedy piszę te słowa, płyta powinna być już w sklepach – ale niestety jej nie ma. Jednak skoro na stołecznym stadionie w połowie meczu eliminacyjnego do mistrzostw Europy mogło zgasnąć światło i nikt się tym nie przejął, to i my nie przejmujmy się małym poślizgiem wydawcy. 2:1 dla dziewczyn już niedługo na rynku.

Czy warto kupić? Mowa! Jeśli podobało wam się Jedno wesele, dwa pogrzeby, zakochacie się w nowej płycie Muzyki od pierwszego usłyszenia. Dostajemy wszystko to, co już znamy, tylko w jeszcze bardziej piosenkowej i jeszcze lepiej brzmiącej wersji. Za brzmienie odpowiedzialni są bracia Kapsowie i ich studio Electric Eye – i to powinno wystarczyć za rekomendację. A jak repertuarowo, czy coś się zmieniło? Tylko tyle, że MKL zrezygnowali z utworów instrumentalnych (trochę szkoda, ale... patrz niżej) i wypełnili swoją płytę trzynastoma zabójczo przebojowymi piosenkami.

MKL to dla mnie prawdziwy fenomen. Teksty ich piosenek traktują o tematach ulubionych przez prowincjonalnych artystów disco polo, ich melodie często ocierają się o styl weselnej kapeli – chłopaki balansują na cienkiej granicy pomiędzy tzw. muzyką ambitną a kiczem. A mimo to zawsze wychodzą obronną ręką! Kiedy Bartosz Chmielewski śpiewa Dzidziu/ Ostatni pociąg uciekł mi/ Wypiłem z kolegami piwa trzy/ I do ciebie chciałbym przyjść/ I przytulić się, Dzidziu, to wiemy, że jednocześnie puszcza do nas łobuzerskie oko. Kiedy zespół gra przytulańca rodem z wczasowych potańcówek – ani chybi kolejnego bękarta Białego misia – jak w 16 skończy w czerwcu, to i tak spodziewamy się, że zakończy go zadymiarską partią gitary, która wywoła osłupienie na twarzach wypitych gości zatopionych w obfitych biustach partnerek po czterdziestce. Oni są luźni, to luźni goście są. A kiedy Bartek i Karotka (Magda Turłaj z Kawałka Kulki gościnnie w kilku piosenkach) śpiewają w duecie: Bo kiedy usta lgną do ust/ Nie myślę wtedy już o niczym/ Zamykam oczy/ Poddaję się, wiemy, że śpiewają to szczerze, z głębi serca. O mój miły/ Mam pod sercem ziarnko życia/ Tak bym chciała, byś przy mnie był – czy gdyby te słowa zaśpiewała jakaś Doda lub Mandaryna, uwierzylibyście jej? Lecz gdy śpiewa je słodka Karotka, wiemy, że śpiewa siebie, a historia opowiedziana w utworze W środę wieczorem jest prawdziwa. Nie mam pojęcia, jak oni to robią, że teksty, które na papierze mogą wyglądać jak kicz czy grafomania, w wykonaniu Bartka i Karotki brzmią tak cholernie szczerze. I to jest właśnie ta tajemnica.

Muzycznie płyta skręca w kierunku zapomnianego już nieco w kraju nad Wisłą college rocka, czy nawet grunge’u. Oczywiście nie całościowo, mowa tu tylko o pewnych smaczkach, jak druga gitara w Piękna 7a (przester!), kapitalny duet gitar w Na Cienkim albo nisko mruczące basisko w najbardziej amerykańsko brzmiącym numerze Ona nie chce jeszcze spać. Nie brakuje tu chwytających od pierwszego usłyszenia przebojów: Piękna 7a, Ekstramocne, Chłopaki, Rude drzewa. Jedyne, czego mi brakuje, to wspomniane na początku instrumentale, które tak doskonale wpasowywały się w pierwszy album MKL. Ale... Chłopaki już zapowiadają kolejną płytę. Mam nadzieję, że tym razem będzie to rzecz totalnie niekomercyjna i antypiosenkowa. Marzy mi się coś takiego jak Skalary, mieczyki, neonki Myslovitz w wydaniu Muzyki Końca Lata. Czy się spełni?

MKL to dziś najlepszy – obok Pustek – piosenkowy polski zespół. Niech inni młodzi patrzą na nich, słuchają ich piosenek i idą w ich ślady. A wtedy będziemy mieli swoją własną rewolucję nowego rocka. [m]

Przeczytaj:
Muzyka Końca Lata: Jedno wesele, dwa pogrzeby

Band site: http://www.mkl.art.pl/

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni