Miała być dłuższa przerwa, ale nie dało się, nałóg dał o sobie znać znaczącym ssaniem w okolicy trzustki (czy innego organu). We Are From Poland Vol.3 już w przygotowaniu! Jak w poprzednich edycjach spodziewajcie się niespodziewanego: będą rarytasiki od znanych i nowe dźwięki od nieznanych zespołów. Po dość masywnym i jednorodnym brzmieniowo zestawie z Vol.2, trójka zaoferuje bardziej eklektyczną mieszankę muzyczną. Na szczegóły jeszcze za wcześnie, ale na pewno każdy upatrzy sobie swoją ulubioną piosenkę.
Plany związane z oprawą plastyczną są dość ambitne, dlatego żeby nie zapeszyć, spluwam zamaszyście przez ramię. Przepraszam, kolego!
Dalsze informacje wkrótce. Zaglądajcie często i trzymajcie kciuki! [m]
26 lutego 2008
25 lutego 2008
Gentleman! na skakance na oczach publiczności!
Obserwator: Przepraszam
Zastanawialiście się kiedyś, co by powstało ze skrzyżowania „gorzowskiego soundu” Kawałka Kulki i „brzmienia Polski B” w wydaniu Muzyki Końca Lata? Oto odpowiedź: Przepraszam. Chociaż zespół jest z Warszawy, jego styl to wypadkowa – jeśli tak można w ogóle powiedzieć – prób stworzenia lokalnego, opartego na krajowych wzorcach, brzmienia. Z KK weźmy specyficzne teksty, pełne zrozumiałych tylko dla wtajemniczonych symboli, oraz damsko-męski duet wokalny; z MKL specyficzną „wschodnią” wrażliwość muzyczną i gitarową energię kompozycji. Jesteście zaintrygowani?Warto dodać, że Przepraszam wywodzi się z kręgów kultury studenckiej (liczne wygrane festiwale studenckie, piosenki poetyckiej), jednak dzięki swojej otwartości na różne prądy muzyczne określane ostatnio jako indie, mają szansę wyjść z getta studenckiej wzajemnej adoracji, w którym utknął np. zespół Akurat, i zaistnieć szerzej, choćby w świadomości fanów wspomnianych Kulek. Muzyka Przepraszam skrzy się kolorami, fantazją, rozmachem kompozycyjnym, pełno w niej zaskoczeń i humoru. Chcecie więcej?
Demo (bardzo profesjonalnie nagrane) znajdziecie na megatotalu. Cztery nieprzewidywalne piosenki, gwałtowne i łagodne, liryczne i wariackie. Czarownicę otwiera gitarowy temat, który mógłby spłynąć spod palców Bartosza Chmielewskiego z Muzyki Końca Lata. Potem wchodzi interesujący, nieco zmanierowany wokal Grześka i słodki głos Joanny. Wybuchowy refren, chóralny śpiew, przesterowana gitara i ostro grzejąca perkusja. Fajnie? Ale to jeszcze nie wszystko: znienacka zupełnie zmienia się klimat piosenki; pojawia się coś jakby brzmienie starej płyty i śpiewane na dwa głosy zaklęcie: Czarownico, dam ci kota/ Tylko załatw/ Żeby mnie już zawsze kochał/ Żeby mnie zawsze kochała. Równie wiele dzieje się w pozostałych kompozycjach. Świeczka intryguje poetyckim tekstem (Nie wychodzę/ Bo nie mogę/ Muszę gwiazdy porozwieszać) i znakomitymi przejściami rytmicznymi (atak gitarowego riffu, wściekła, punkowa wręcz praca sekcji). Sąsiad kojarzy się z nowofalowym stylem Bielizny. No i ten rewelacyjny, szyderczy finał, w którym Grzesiek deklamuje: Już nigdy nie będzie się mądrzył/ Jakby był lepszy ode mnie/ Już nigdy nie będą się śmiali z jego dowcipów/ Bo teraz go nienawidzę, jak nigdy. Przypomina się Dzień świra i wieczorna modlitwa Polaków. Na zakończenie Wolny – zaskakująco piękna piosenka. Już bez ironii, bez złośliwości. Klimat, klimat!
Naprawdę, nie ma za co przepraszać! [m]
Strona zespołu: http://przepraszam.com.pl/
22 lutego 2008
Jak zaistnieć, czyli walka o fanów. A także o marketingu i kasie.
W cyklu rozpoczynającym się od rezolutnego pytania „jak” docieramy do twardych konkretów. Kasa i reklama – oto dwie rzeczy, które w życiu każdego zespołu muszą w pewnym momencie odegrać znaczącą rolę. Marketing niezbędny jest, żeby grać koncerty, zdobywać fanów. Koncerty to dla młodego zespołu jedyna szansa na zarobienie pieniędzy. Można je przeznaczyć na nowe meble albo browary, ale lepszą i bardziej perspektywiczną inwestycją będą studyjne nagrania. A te z kolei można wrzucić na stronę internetową, by sławiły nasz talent lub/i sprzedawać w trakcie (kolejnych) koncertów w postaci EP-ek (na początek choćby zwykłych cedeerów).
Zajmijmy się więc szeroko rozumianym dotarciem do odbiorcy. W skrócie reklamą zespołu. Istnieją pewne podstawowe reguły, które obowiązują każdego bez wyjątku artystę niezależnego.
Nikt nie pójdzie na koncert wykonawcy, o którym nic nie wie. Musisz więc do odbiorcy dotrzeć sam. Oto sposoby, które najlepiej stosować łącznie:
-profil na Myspace. Niezależnie od tego jak marne mam zdanie na temat jakości profili w tym serwisie (koszmarne czasy ładowania, chaos na stronie, nieskończone rozciąganie się strony związane z dodawaniem kolejnych „znajomych”, niekomunikatywne oznaczenia ściąganych emetrójek i zdjęć, bardzo zła wewnętrzna wyszukiwarka), na majspejsie trzeba być. Założenie konta nie wymaga żadnej wiedzy informatycznej, a daje możliwość zaistnienia w światowej sieci. Dodatkowym atutem jest wbudowany odtwarzacz muzyki z opcją downloadu.
-własna strona internetowa. Obok profilu na majspejsie warto zainwestować we własny adres. Oczywiście wymaga to znacznie więcej pracy, ale efekt jest znacznie lepszy. Tu możesz uporządkować dane o zespole, dodać galerie zdjęć, księgę gości, forum, odtwarzacz wideo, możliwość łatwego kontaktu przez formularz lub adres email itp. Fani to docenią.
-działalność na forach. Do wyboru jest kilka dobrych forów, które zapewniają szeroki odbiór wśród osób naprawdę interesujących się muzyką alternatywną / indie. Mowa oczywiście o forach serwisów Screenagers i Porcys, ale też samodzielnych, takich jak Forum New Rock Revolution (http://indierock.fora.pl/) czy Forum Postrockowe (http://postrock.mojeforum.net). Nie polecam forów należących do dużych portali ze względu na zbyt szeroki zakres tematyczny. Wyjątkiem jest może forum O2, gdzie można znaleźć interesujące wątki. Agitacja na forach powinna mieć charakter jawny i otwarty. Nie jest zalecana agitka tajniacka, typu: Słyszeliście ten zaje…ty nowy zespół? Chłopaki wyglądają bosko i wymiatają tak, że czapki spadają! etc, itp. Tego typu kryptoreklama szybko się wyda, a zespół zostanie ośmieszony. Najlepiej zarejestrować się pod nazwą zespołu i bez nachalstwa reklamować swoje koncerty lub po prostu siebie, poprzez linki do strony www. Prędzej czy później ktoś z użytkowników forum zwróci na ciebie uwagę i rozpocznie dyskusję.
-plakaciki, banery i inne graficzne duperele. Wbrew pozorom jest to bardzo ważny element marketingowy. Warto pomyśleć o jakiejś wizualizacji muzyki zespołu. Stwórz logo, którym będziesz się „podpisywać” na plakatach czy banerach. To pomoże fanom zapamiętać nazwę i skojarzyć ją kiedy „na mieście” pojawią się zapowiedzi koncertów. Współpraca z grafikiem, który w każdej chwili stworzy plakacik do powieszenia na majspejsie lub zaprzyjaźnionych stronach, to ważna sprawa. Sama informacja tekstowa to dziś za mało. Plakat musi mieć w sobie coś, co przyciągnie wzrok. No i na koniec banery – pomyśl o stworzeniu kilku wariantów: dużych, małych, dynamicznych, statycznych. Zaproponuj wymianę banerów zespołowi, który gra podobną stylistycznie muzykę, zareklamuj się na serwisach muzycznych. Zwykle możesz liczyć na życzliwość prowadzących takie serwisy i darmową reklamę. Trzeba sobie pomagać!
-zdjęcia zespołu. Dla dziennikarza/krytyka muzycznego piszącego o danym zespole nie ma nic gorszego niż jedno malutkie zdjęcie, w dodatku ozdobione wielkim napisem z nazwą zespołu. Daj szansę blogerowi/redaktorowi wybrać takie zdjęcie, które będzie pasowało do jego strony. Zabezpiecz przynajmniej kilka różnych fotek, najlepiej takich, na których są wszyscy członkowie zespołu. Nie musisz przeprowadzać kosztownej sesji na Zamku Książąt Pszczyńskich czy w Hotelu Mariott, wystarczy parę ujęć z koncertu czy choćby spaceru po okolicy. Nie traktuj tego jako „natrętnego lansu”, tylko jako ułatwienie dotarcia do twojego zespołu dla ludzi z branży, ale też jako kolejny element zbliżenia się do fanów. Oni chcą cię lepiej poznać!
-bądź aktywny. Raczej nie licz na to, że dziennikarz Przekroju czy Machiny sam znajdzie twój zespół i napisze o nim entuzjastyczny artykuł. Staraj się sam zwrócić uwagę pismaków, unikając jednak tonu agresywnego czy proszalnego. Napisz krótko o zespole i muzyce, jaką gracie. Dorzuć zdjęcie i ze dwie empetrójki lub link, pod którym będzie można posłuchać waszych utworów. Ten prosty zabieg może zaowocować recenzją lub artykułem o zespole.
-utrzymuj regularny kontakt z mediami i fanami. Dbaj o to, żeby na twojej stronie z odpowiednią częstotliwością pojawiały się informacje o tym, co aktualnie porabia zespół. Zamierzacie nagrać nowe piosenki? Napisz o tym! Szukacie dobrych klubów w jakimś regionie kraju? Napisz o tym, na pewno ktoś się odezwie, poleci, może nawet pomoże w organizacji koncertu.
-zaprzyjaźnij się z zespołami grającymi podobny rodzaj muzyki. Dwa lub trzy zespoły łatwiej zorganizują wspólne koncerty niż jeden. Fani chętniej chodzą na imprezy, które zapewniają dłuższą i bardziej urozmaiconą rozrywkę. Młody zespół rzadko kiedy ma repertuar na godzinę grania – wspólnie z innymi kapelami możecie zagrać sety 30-45-minutowe na zespół. Ponadto możecie się wzajemnie promować na swoich stronach www.
I to wszystkie rady, wnioski, jakie nasuwają mi się po kilku miesiącach prowadzenia bloga. Pewnie większość z nich wydaje ci się banalna i oczywista, ale mam nadzieję, że tak czy inaczej trochę ci pomogłem:) [m]
Zajmijmy się więc szeroko rozumianym dotarciem do odbiorcy. W skrócie reklamą zespołu. Istnieją pewne podstawowe reguły, które obowiązują każdego bez wyjątku artystę niezależnego.
Nikt nie pójdzie na koncert wykonawcy, o którym nic nie wie. Musisz więc do odbiorcy dotrzeć sam. Oto sposoby, które najlepiej stosować łącznie:
-profil na Myspace. Niezależnie od tego jak marne mam zdanie na temat jakości profili w tym serwisie (koszmarne czasy ładowania, chaos na stronie, nieskończone rozciąganie się strony związane z dodawaniem kolejnych „znajomych”, niekomunikatywne oznaczenia ściąganych emetrójek i zdjęć, bardzo zła wewnętrzna wyszukiwarka), na majspejsie trzeba być. Założenie konta nie wymaga żadnej wiedzy informatycznej, a daje możliwość zaistnienia w światowej sieci. Dodatkowym atutem jest wbudowany odtwarzacz muzyki z opcją downloadu.
-własna strona internetowa. Obok profilu na majspejsie warto zainwestować we własny adres. Oczywiście wymaga to znacznie więcej pracy, ale efekt jest znacznie lepszy. Tu możesz uporządkować dane o zespole, dodać galerie zdjęć, księgę gości, forum, odtwarzacz wideo, możliwość łatwego kontaktu przez formularz lub adres email itp. Fani to docenią.
-działalność na forach. Do wyboru jest kilka dobrych forów, które zapewniają szeroki odbiór wśród osób naprawdę interesujących się muzyką alternatywną / indie. Mowa oczywiście o forach serwisów Screenagers i Porcys, ale też samodzielnych, takich jak Forum New Rock Revolution (http://indierock.fora.pl/) czy Forum Postrockowe (http://postrock.mojeforum.net). Nie polecam forów należących do dużych portali ze względu na zbyt szeroki zakres tematyczny. Wyjątkiem jest może forum O2, gdzie można znaleźć interesujące wątki. Agitacja na forach powinna mieć charakter jawny i otwarty. Nie jest zalecana agitka tajniacka, typu: Słyszeliście ten zaje…ty nowy zespół? Chłopaki wyglądają bosko i wymiatają tak, że czapki spadają! etc, itp. Tego typu kryptoreklama szybko się wyda, a zespół zostanie ośmieszony. Najlepiej zarejestrować się pod nazwą zespołu i bez nachalstwa reklamować swoje koncerty lub po prostu siebie, poprzez linki do strony www. Prędzej czy później ktoś z użytkowników forum zwróci na ciebie uwagę i rozpocznie dyskusję.
-plakaciki, banery i inne graficzne duperele. Wbrew pozorom jest to bardzo ważny element marketingowy. Warto pomyśleć o jakiejś wizualizacji muzyki zespołu. Stwórz logo, którym będziesz się „podpisywać” na plakatach czy banerach. To pomoże fanom zapamiętać nazwę i skojarzyć ją kiedy „na mieście” pojawią się zapowiedzi koncertów. Współpraca z grafikiem, który w każdej chwili stworzy plakacik do powieszenia na majspejsie lub zaprzyjaźnionych stronach, to ważna sprawa. Sama informacja tekstowa to dziś za mało. Plakat musi mieć w sobie coś, co przyciągnie wzrok. No i na koniec banery – pomyśl o stworzeniu kilku wariantów: dużych, małych, dynamicznych, statycznych. Zaproponuj wymianę banerów zespołowi, który gra podobną stylistycznie muzykę, zareklamuj się na serwisach muzycznych. Zwykle możesz liczyć na życzliwość prowadzących takie serwisy i darmową reklamę. Trzeba sobie pomagać!
-zdjęcia zespołu. Dla dziennikarza/krytyka muzycznego piszącego o danym zespole nie ma nic gorszego niż jedno malutkie zdjęcie, w dodatku ozdobione wielkim napisem z nazwą zespołu. Daj szansę blogerowi/redaktorowi wybrać takie zdjęcie, które będzie pasowało do jego strony. Zabezpiecz przynajmniej kilka różnych fotek, najlepiej takich, na których są wszyscy członkowie zespołu. Nie musisz przeprowadzać kosztownej sesji na Zamku Książąt Pszczyńskich czy w Hotelu Mariott, wystarczy parę ujęć z koncertu czy choćby spaceru po okolicy. Nie traktuj tego jako „natrętnego lansu”, tylko jako ułatwienie dotarcia do twojego zespołu dla ludzi z branży, ale też jako kolejny element zbliżenia się do fanów. Oni chcą cię lepiej poznać!
-bądź aktywny. Raczej nie licz na to, że dziennikarz Przekroju czy Machiny sam znajdzie twój zespół i napisze o nim entuzjastyczny artykuł. Staraj się sam zwrócić uwagę pismaków, unikając jednak tonu agresywnego czy proszalnego. Napisz krótko o zespole i muzyce, jaką gracie. Dorzuć zdjęcie i ze dwie empetrójki lub link, pod którym będzie można posłuchać waszych utworów. Ten prosty zabieg może zaowocować recenzją lub artykułem o zespole.
-utrzymuj regularny kontakt z mediami i fanami. Dbaj o to, żeby na twojej stronie z odpowiednią częstotliwością pojawiały się informacje o tym, co aktualnie porabia zespół. Zamierzacie nagrać nowe piosenki? Napisz o tym! Szukacie dobrych klubów w jakimś regionie kraju? Napisz o tym, na pewno ktoś się odezwie, poleci, może nawet pomoże w organizacji koncertu.
-zaprzyjaźnij się z zespołami grającymi podobny rodzaj muzyki. Dwa lub trzy zespoły łatwiej zorganizują wspólne koncerty niż jeden. Fani chętniej chodzą na imprezy, które zapewniają dłuższą i bardziej urozmaiconą rozrywkę. Młody zespół rzadko kiedy ma repertuar na godzinę grania – wspólnie z innymi kapelami możecie zagrać sety 30-45-minutowe na zespół. Ponadto możecie się wzajemnie promować na swoich stronach www.
I to wszystkie rady, wnioski, jakie nasuwają mi się po kilku miesiącach prowadzenia bloga. Pewnie większość z nich wydaje ci się banalna i oczywista, ale mam nadzieję, że tak czy inaczej trochę ci pomogłem:) [m]
21 lutego 2008
19 lutego 2008
Miasto 1000 Gitar: Czy spotkamy się kiedyś w Odessie? (Radio Rodoz, 2007)
W roli tytułów mamy wersy składające się na „poemat”: [wyjątek] ...i wracam, do minionych dni, kiedy poznawaliśmy zapachy będące efektem pracy naszych jelit (a może to jednak było alt-country w Wągrowcu) i wtedy obudziłem się z ręką Bjoerna na lewym pośladku... Zabawne? Bo ja wiem, nie bardzo. Może takie się wydawało po paru winach, ale mniejsza z tym. Równie dobrze można poszczególne fragmenty płyty tytułować Utworami. Pierwszy kontakt z muzyką również wzbudza mieszane uczucia, ale z każdą chwilą jest coraz lepiej. Artystyczny nieład, kompozycyjna beztroska, kiedy słyszymy niezgrane z pozostałymi instrumentami nerwowe uderzenia stopy, jakieś niedokończone, od czapy zagrane partie basu czy napływające nie wiadomo skąd brzdęki gitary, znienacka zaczynają się przeradzać w całkiem uporządkowane, sensowne kompozycje, kiedy to i perkusja, i bas, i gitary odnajdują swoje miejsce w szeregu, a chłopcy z Trójmiasta puszczając Zappowskie perskie oko wprowadzają słuchacza w stan przyjemnego upojenia dźwiękami. W opiniach na temat Miasta 1000 Gitar często pada nazwa Pavement. To dobry trop, bo chociaż załoga Stephena Malkmusa nigdy nie przekraczała pewnych granic trzymających kompozycję w kupie, to jednak słynęła z luzu i nieortodoksyjnego sposobu tworzenia (kto powiedział, że piosenka musi się zawsze opierać na schemacie zwrotka-refren-zwrotka-refren?). W muzyce Miasta 1000 Gitar ta swoboda z pewnością będzie irytować purystów, jednak spodoba się lekkoduchom i osobom z poczuciem humoru. Ich nie trzeba brać na poważnie, po prostu.
Płyta zaczyna się od dwóch bardzo fajnych rzeczy. Kiedy ostatni raz spotkałem cię (tu akurat „poemat” pokrywa się z pierwszym zdaniem piosenki) to kawałek luźnego koledżowego rocka pchanego wielce udaną pavementową linią basu i całym mnóstwem urokliwych partii gitary. Zaraz potem Utwór 2 z tym sennym wokalem Bogdana, który brzmi tu jak zakatarzony Adam Małysz. Oniryczny klimat sączących się zewsząd dźwięków gitary i uderzający mocno w blachy perkusista – to działa. Jeśli dodamy do tego tekst niejakiego Swobody Młodszego, niby realistyczny, ale nie do końca (Nie miałem szczęścia tak jak poprzednim razem/ I znów kapusta, i znów stary chleb/ Na moście wiatr przez zęby wieje...) otrzymamy piosenkę, która zupełnie znienacka staje się tak bliska, tak niezbędna do życia... W kolejnych Utworach dzieje się wiele dobrego. Weźmy te pavementove (znowu, a jednak) chórki w Trzecim, czas-na-małą-przerwę-improwizacje w Piątym (jazz nie jest martwy, ale śmiesznie śmierdzi), przyłojenie w końcówce Szóstego, zabawy z rzężącymi gitarami i elektronicznymi przeszkadzajkami w Ósmym, hawajski klimat Dziewiątego, zabawy z rytmem w Jedenastym, cytaty z Brazil (kocham ten film!) w Dwunastym. Osobne zdania wielokrotnie złożone należą się trzem piosenkom. I wracam do minionych dni (Nr 7) to zdecydowanie najpiękniejsze pięć minut na tej płycie – i gdybym znał ją wcześniej, być może całego 2007 roku. To opowieść o morderstwie z zazdrości podana w bardzo odrealniony sposób, pełna otulających, aksamitnych brzmień gitary i kojącego, choć wywołującego lekki dreszcz niepokoju wokalu (Co było dalej nie wiem/ Już tego nie widziałem/ Moje ręce same/ Zrobiły to). Ach, więcej takich piosenek i ktoś mógłby zejść śmiertelnie z zauroczenia. I jeszcze Zapomnij (Nr 13) – delikatny, subtelny, ze śliczną linią melodyczną - 1.46 prawdziwego szczęścia. A żeby trochę rozruszać ekipę serwujemy Nr 10 (to z tą ręka Bjoerna na pośladku), prawdziwe cudeńko, płynące w leniwym rytmie nowego disco, pełne klawiszowych plam i falsetowych wokali. Pastisz? Wygłup? Na pewno wyszło z tego coś bardzo fajnego.
Wkładka też nie jest z tych normalnych i tradycyjnych. Na środku wycięto okienko i naklejono na nim złotą siateczkę, a na tym jeszcze tekturkę z nibyludową wycinanką. Nazwa zespołu i tytuł płyty też zostały wycięte w tekturce. Wszystko to wygląda na ręczną robotę. Przypominają się okładki płyt Happy Pills... Trzeba mieć! [m]
Strona zespołu: Myspace
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Tworzenie sztuki i głowa do interesów nie zawsze idą w parze, ale jeśli ktoś ma zdolności organizacyjne i siłę przekonywania może spróbować ...
-
Trzy nowe EP-ki z pięknymi okładkami i niebanalną zawartością muzyczną.
-
Na tę płytę czekaliśmy wyjątkowo długo. W ciągu pięciu lat od wydania Happiness Is Easy muzycy Myslovitz zdążyli na rok zawiesić działalno...
-
By Million Wires to powstała trzy lata temu tarnowsko-krakowska formacja zainspirowana twórczością Radiohead. Bezpośrednich odniesień prakt...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
A mogło być tak dobrze. Plug&Play to właściwie jedyny polski zespół pasujący do kategorii dance-punk. Wiadomo o co chodzi: o ostre gitar...
-
Julia Marcell w niedawno opublikowanym wywiadzie wyznała, że proces powstawania jej najnowszej płyty polegał nie tyle na dodawaniu smaczków...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...


