9 listopada 2009

George Dorn Screams wypuszczają EP-kę i ruszają w trasę

EP-ka ukaże się 19 listopada i nosi tytuł The Large Glass. Podobno zespół pokazuje się na niej z nieznanej strony, a Magda Powalisz śpiewa w duecie z Girthem McGarthem, wokalistą noise'owej formacji Ed Wood. Czekamy!

Trasa:

  • 2009.11.19 Poznań, W Starym Kinie (+ Tin Pan Alley)
  • 2009.11.20 Wołów, WOK (10. Baraque Festival)
  • 2009.11.21 Brno, Sklenena louka (+ Awberah)
  • 2009.11.22 Kraków, Re (+ Bad Light District)
  • 2009.12.04 Szczecin, Delta (+ 3moonboys)
  • 2009.12.16 Warszawa, Stodoła (support przed Myslovitz)



Zdjęcie: Kasia Krawczyk

Duża dawka dobrej muzyki na 11. Baraque Festival w Wołowie


7 listopada 2009

Prząśniczki: Pokolenie Wigry 3 (Biodro Records, 2009)

To nie jest nowy zespół, to nie jest młody zespół. Szczerze mówiąc Prząśniczki to takie undergroundowe dziadki. Weterani bujnych lat 90. Mój Boże, oni istnieją już prawie 15 lat i dopiero wydają debiutancką płytę! No może nie do końca. Coś tam w przeszłości było – jakieś taśmy demo, jakaś EP-ka, składanka w hołdzie Frankowi Zappie... Ale dopiero Pokolenie Wigry 3 to pełnoprawny, oficjalny, profesjonalny itd. album grupy z Łodzi. Przy okazji, ilu z was pamięta jeszcze rowery Wigry?

Zaleciało muzeum, ale nie chciałbym traktować Prząśniczek jak dinozaurów, a ich płyty jak wykopanej przez muzycznych archeologów skamieliny (w postaci kasety BASF?). Nie ma takiej potrzeby, choć jeśli spojrzymy na konwencję – zwaną na naszych łamach polovirusizmem – trudno oprzeć się uczuciu deja vu. To już było i to było w lepszym wydaniu. Stop. Tu jest pewien problem. Prząśniczki grają jakby mieli cholerne silniczki w łapach. Są po prostu świetni, potrafią zagrać wszystko: punka jakby byli starymi panczurami, jazz, jakby nie grali nic innego oprócz standardów jazzowych, big beat – jakby się kolegowali z Czesławem Niemenem w czasach Dziwnego tego świata. Ich umiejętności muzyczne i kompozycyjne są naprawdę imponujące – i nie doszukujcie się w tych słowach ironii. Naprawdę. Natomiast tekstowo i wokalnie... tak, to jest ten problem, o którym wspomniałem. Tekstowo jest biednie. Jak by się nie starali, i tak nie dorównają Tymańskiemu w złośliwości i – to równie ważne – maestrii w posługiwaniu się polszczyzną. Teksty są jakieś takie... płaskie. Niby zabawne, niby z jajem i pieprzem, ale nie porywają. Nie spowodują mimowolnego rechotu pełnego jadowitego zrozumienia. No i wokal. Doceniam starania Suavasa, by być wszechstronnym i elastycznym śpiewakiem, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że słucham pieprzonego księdza na pielgrzymce (sorry za dość dziwne połączenie słów „pieprzony” i „ksiądz”. Może odrobinę ryzykowne). Z tych oto powodów nie zasłuchuję się płytą Prząśniczek z zachłannością nałogowca. Z tych właśnie powodów wolę utwory, w których nie ma zbyt wiele tekstu do zaśpiewania.

Trochę szczegółów. Płytę otwiera jeden z tych żartów, które zwykło się kwitować: ha ha, ale śmieszne. To znaczy miało być śmiesznie, a wyszło tak sobie. Hydraulic to toporny, brutalny punk rock okraszony świdrującymi solówkami. Nie wiem, czy w tym kraju słucha się jeszcze oi-punka? A może jednak? Jeśli tak, to przepraszam, wyszła udana parodia. Na szczęście dalej jest dużo lepiej (przynajmniej muzycznie). Zespół wskakuje w klimaty raczej stoczniowe niż włókiennicze i mamy sporo fajnych jakby-jazzowych zagrywek gitary oraz przestrzenne efekty wibrafonu (chyba z klawisza, bo nie widzę w składzie tego instrumentu) w Świętym kiju od szczotki. Szkoda, że tekstowo utwór straszliwie pretensjonalny. Za to dużo fajniejszy song to Dziewczyny są jak kwiaty. Wiem, że sobie żartują, ale już nie w tak nachalny sposób. Skromniutki tekst, za to jaki rozmach kompozycyjny! Jest i majestatyczny riff, i kobieca wokaliza, i psychodelia prosto z lat 70. – fajny numer, jeden z moich ulubionych. To może skupmy się na tych właśnie kawałkach. List motywacyjny – to żwawy rock’n’roll w dobrym tempie (szkoda, że wokal za bardzo wysunięty do przodu, gitary się gubią). Poorfisza potrafi zachwycić oldskulowym klimatem, Poster ze św. Krzysztofem takoż (rewelacyjny filmowy temat, pięknie kołyszący kontrabas). Wszechstronność muzyków w pełni obrazuje ponaddziesięciominutowy killer Ministerstwo Gospodarki Wodnej Ostrzega. Stockholm wywołuje uśmiech na twarzy radykalnymi pomysłami (ostre gitary przechodzą w kabaret, a efekt trzeszczącej płyty po prostu bombowy!). Osobny pean na cześć zamykającego płytę Bez powodu. Zupełnie inny klimat, magiczny orientalny temat orkiestrowy (ciekawe jak go uzyskali) i nawet nie denerwujący wokal. Prawdziwa perełka. I to właśnie ten kawałek chciałbym wam polecić, choć nie jest w żaden sposób reprezentatywny dla całej płyty:




To w końcu dobra ta płyta, czy słaba? Cholera, nie wiem :) [m]




Strona zespołu:
http://www.myspace.com/przasniczki

6 listopada 2009

Bartłomiej Wołyniec: Our Scars SP (wyd. własne, 2009)

Tak jest, właśnie u nas, właśnie dziś. Singiel Bartka Wołyńca, który zaskoczył, wielu zauroczył, paru zirytował, ale na pewno nikogo nie pozostawił obojętnym na jego twórczość zaprezentowaną na debiutanckiej EP-ce Hypochondriac Queen – tenże singiel właśnie przed wami. Piosenka Our Scars zapowiada pełnowymiarowy – chociaż bardzo krótki (tylko 7 nagrań) – album artysty, który jest już gotowy, i nawet już go słuchałem (i jest naprawdę interesujący), jednak póki co nie ma wydawcy. Poszukiwania trwają. Miejmy nadzieję, że potrwają niezbyt długo i wkrótce w wasze i nasze łapki trafi w wersji oficjalnej.

No to słuchamy:




Czy warto czekać na całą płytę? Your choice. [m]

4 listopada 2009

anTeny: anTeny EP (wyd. własne, 2009)

Gorzowskie anTeny to niemłody już zespół. Powstał w 2003 roku a szerszej publiczności dał się poznać w 2005 roku za sprawą płyty Ówte Muski (wtf?). Po czym nastąpiła trwająca cztery lata cisza. Początkiem tego roku postanowiono reaktywować grupę w nowym składzie. Restart dokonał się w klubie Magnat, a w wakacje chłopaki weszli do studia. Efektem kilku sesji nagraniowych jest omawiana EP-ka.

W notkach biograficznych można wyczytać, że muzyka zespołu łączy w sobie wiele gatunków muzycznych. Jest w niej miejsce na rock progresywny, eksperymenty brzmieniowe a także nowy jazz i funk. I wszystko fajnie. Tylko, że... na EP-ce raczej tego nie słychać. Już w pierwsze sekundzie wita nas przebojowy, zakręcony zaśpiew Ogol się/ Porzuć kompleksy/ Tyle da się jeszcze zrobić/ Tyle spieprzyć. A wszystko to obtoczone w panierce prostej garażowej gitary i zabawnie brzmiącego syntezatora. Pełen optymizmu refren kojarzy się z dokonaniami Happysad. Jest swojsko, trochę przaśnie, ale nie prostacko. Duża w tym zasługa wokalisty Bartosza „Niedźwiedzia” Matuszewskiego. Człowiek dysponuje ciekawą manierą wokalną, jakby śpiewał przez zadarty nos. Niczym podwórkowy łobuziak, z rękoma w kieszeniach beztrosko gwiżdżący na życie. Mojego poglądu nie zmienia kolejny w zestawie song, Trybik. Potwierdzają to pierwsze linijki tekstu: Jestem najbardziej niepokornym trybikiem w maszynie/ Duszę się w niej i męczę, lecz bez niej zginę. Mimo że to leniwa ballada, za sprawą mądrego tekstu przykuwa uwagę. Co może lepiej grzać w mroźny listopadowy wieczór niż deklaracja Dziś jest najlepszy dzień aby żyć/ Nie mam nic.

Nic do stracenia na pierwszy rzut oka wydaje się punkrockowym wymiataczem. Tu jednak dają o sobie znać panowie instrumentaliści. W pewnym momencie mamy wejście połamanej perkusji, niestandardowe metrum, a organy lekko zalatują polskim big-beatem. Niestety, to tylko chwila. Całość trwa nieco ponad dwie minuty i mknie z szybkością strusia Pędziwiatra. Dlatego, aby uświadczyć bardziej karkołomnego grania, należy przełączyć się do kawałka Nie gol się. Przez większość czasu trwania utworu pierwszy plan zdecydowanie należy do sekcji rytmicznej i wreszcie można przekonać się o niebanalnych umiejętnościach muzyków. Słychać echa trójmiejskiej alternatywy. Gitara ujada, perkusista się mota wybijając kolejne przejścia, a syntezator przypomina dokonania wspomnianego wcześniej rocka progresywnego (powiedzmy Yes z lat 70.). Kończący wydawnictwo Mów do mnie powoli to sprytny gitarowy chilloucik. Mimo prostych środków przyjemnie bujający.

Dziwna sprawa z tymi anTenami. Na płytce nie znalazłem za wiele z tego, o czym się naczytałem. Usłyszałem pięć wyrazistych (choć nieskomplikowanych) piosenek, urzekających swobodą i naturalnością. Zespół ma ciekawego wokalistę, intrygujące teksty i pogodną warstwę muzyczną. Dopiero strona myspace pokazuje zupełnie inną twarz grupy. Muzycy zamieścili tam kilka nagrań koncertowych. To już zupełnie inna historia.... [avatar]

PS. I mają jeden z fajniejszych tegorocznych klipów!





3 listopada 2009

Last minute: trzy propozycje koncertowe na bieżący tydzień



Wjazd: 6 zł

Klub Promil, Gliwice, wjazd: 8 zł


Cafe Mięsna, Poznań, wstęp od 21 lat!

2 listopada 2009

Łąki Łan na stadionie odkrywają Amerykę

Zwróćcie uwagę na ciekawą inicjatywę pod nazwą Odkrywamy Amerykę. W ramach tego przedsięwzięcia niedawno odbył się wyjątkowy koncert szaleńców z Łąki Łan na budowanym właśnie Stadionie Narodowym w Warszawie. Chłopakom nie przeszkadzało, że praca wokół wre - i vice versa. Spójrzcie jaki rytm złapały żurawie i koparki!



1 listopada 2009

Obserwator: Shame On You

Trójka warszawiaków z workami na głowach. To zdjęcie ryje psychikę. Zasadniczo to wydali właśnie EP-kę pod tytułem Kill All The Comics, ale że nie udostępniają nigdzie okładki, to lądują w Obserwatorze. Ponadto zapowiadają na wiosnę 2010 płytę długogrającą. Chyba warto czekać.

Grają w klasycznym rockowym składzie, brzmią jak wyjęci z lat 90., no i mają basistkę/wokalistkę. Po prostu pięknie. Otwierający EP-kę Gun potwierdza, że ta trójka nie ma szacunku dla popowych uszu. Hałasują, jazgoczą, a główny wokalista Michał Sufin daje wprost do zrozumienia: ładne refreny są dla mięczaków. Tiger to numer, który sprawił, że zacząłem uważnie nadstawiać słuchy w kierunku głośników. Ten niepokojący, jakby tybetański wstęp intonowany przez Magdę Staroszczyk, potem powtórzony arogancko przez Michała. Nerwowo uderzane struny i prostacki, hipnotyczny bas. W tym kawałku czai się mnóstwo podskórnej wściekłości, brud i agresja atakują znienacka pozostawiając w przyjemnym oszołomieniu. To mi się podoba! Niestety, kolejny utwór, instrumentalny Day Before The Flood, to jakieś smętne postrockowe popierduszki. Szkoda czasu. Tytułowa piosenka początkowo nie kręci specjalnie mocno, wydaje się zbyt rozlazła i nieskoncentrowana, ale sytuację ratuje pojawiający się w drugiej części nagrania wokal Magdy, który zdecydowanie podnosi jej notowania. W rezultacie Shame On You rzutem na taśmie uratowali trzy punkty i opuszczają boisko z podniesionymi głowami.


Co się będę rozpisywać. Posłuchajcie sami Tigera, to zrozumiecie dlaczego Shame On You trafili do grona zespołów czujnie obserwowanych.[m]



Strona zespołu:
http://www.myspace.com/shameonyouband

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni