
Friend of Night to dziecko jednego człowieka z Dobrego Miasta koło Olsztyna. Nazwa (tu zgaduję!) pochodzi od utworu Mogwai, co dobrze oddaje twórczość muzyka. Dominik Torhan ma do dyspozycji tylko jeden instrument – gitarę elektryczną. Resztę generuje komputerowo. Efekt? Co najmniej ciekawy, mimo nie najlepszej jakości nagrań.
Na stronie myspace można posłuchać czterech utworów. Domyślam się, że wybrano kawałki reprezentatywne, by ukazać skalę zainteresowań muzyka. To mroczna, instrumentalna muzyka, powiedziałbym post-rockowa z akcentem na rock. Wymienione na stronie wpływy dobrze oddają charakter prezentowanych dźwięków. Strenght Waste to potężny, grunge’owy, gitarowy walec ze świdrującą bębenki uszne wstawką. Nuthouse mogło by posłużyć jako tło dla filmu apokaliptycznego – w przestrzenne, początkowe akordy utworu wdzierają się skrzypiące dźwięki rodem z rdzewiejących maszyn hutniczych. Z kolei w Screen Age dostajemy fajny „kowbojski” motyw opleciony hałaśliwym riffem. Zaś najlepszy There Is No Authority powala porywającą post-rockową ścianą dźwięku – przypominają się echa Explosions In The Sky.
Trochę razi sztuczność zaprogramowanej perkusji, słychać braki produkcyjne i płaskość brzmienia. Ale nie ma to znaczenia. Świadomość, że to wszystko jest dziełem jednego człowieka, powoduje, że kolana miękną przed złożonością i artyzmem dokonań muzyka. Strach pomyśleć, co by było, gdyby powstał z tego regularny, pełnokrwisty zespół. Sam Dominik do tego zachęca. Jeśli czas i odległość to nie problem, wystarczy napisać maila... [avatar]
Strona artysty: http://www.myspace.com/friendofnight
miękną kolana? nie przesadzajmy. wszytsko brzmi bardzo płasko. ale nie brzmienie tu jest najważniejsze, chociaż w tego typu muzyce ma kolosalne, nie bójmy sie tego słowa, wrażenie.
OdpowiedzUsuńale te płaskie bębny, jak z casio młodszego brata, te przejścia...
no i ta gitara brzdękająca po kolejnych strunach...
ja bym się trochę powstrzymał z ochami.
kolosalne znaczenie...
OdpowiedzUsuńpisałem o swoim wrażeniu, stąd ta pomyłka :)
Moje ochy wynikają przede wszystkim z faktu robienia tego wszystkiego w pojedynkę. Myślenia całościowego o liniach gitary, basu, perkusji. Odkąd wiem, że Billy Corgan nagrał Siamese Dreams właściwie sam, to z dużym respektem patrzę na dokonania multiinstumentalistów. Poza tym, gdyby te utwory nagrano w porządnym studio, z żywym zespołem - nie byłyby warte zainteresowania?
OdpowiedzUsuńczy bylyby, nie wiem.
OdpowiedzUsuńale póki co to brzmi (w sensie brzmieniowym, ale także muzycznym - nawet głównie muzycznym) jak Scorpions.
a Scorpions jak świat światem nigdy mnie na kolana nie powalał.
Pozdro