
Dorobek nagraniowy Marli jest na razie dość skromny. Zaledwie trzy utwory, które jednak uzmysławiają, że rodzi się kolejna oryginalna kapela z Wybrzeża. Pierwszy numer, który mocno utknął mi w głowie, to Nasze maksymy zawsze mają rymy. Tytuł nieco hip-hopowy, ale zespół z Gdyni jawi się tu raczej jako przedstawiciel undergroundowego altcountry. Kompozycja zbudowana na bazie monotonnej jazdy basu i zawodzącej slide guitar nabiera blasku dzięki swobodnie zaśpiewanemu dowcipnemu tekstowi. Po troszku jem groszek i proszę/ Zieloną mam twarz/ [tu coś jeszcze było] Normalna i zdrowa jak rydz/ Uszami strzyc/ Ubranka dla krasnali ogrodowych umiem szyć. Takie dwuminutowe cudeńko poprawiające humor o każdej porze dnia. Świetna jest też Przygoda z refrenem, od którego nie sposób się uwolnić: Przygoda/ Każdej chwili szkoda. Zespół sprytnie łączy prościutki motyw gitary akustycznej z dudniącym elektronicznym basowym podkładem. Bardzo fajne. I ostatnia piosenka - Disaster. Tym razem wypada mroczniej, z przyciężkawym trip-hopowym podkładem i chłodnym akustycznym finałem. To klasyczne lo-fi, które dobitnie udowadnia, że dobra piosenka obroni się sama, bez kosztownej obróbki studyjnej i głośnych nazwisk odpowiadających za produkcję.
Zapamiętajcie tę nazwę, bo warto im kibicować. Teraz czas na EP-kę, a potem może płyta? [m]
Strona zespołu: http://www.myspace.com/marlacinger
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz