9 września 2015
Oly.: Home (Nextpop, 2015)
Przegapiłem początek kariery młodej nałęczowianki, kiedy to pierwsze skromne nagrania zachwyciły kolegów z tegosłucham.pl. Tych demówek podobno już nie ma w sieci. A więc pozostaje nam obcowanie z Olą w takiej formie, jaką ją stworzyli fachowcy z Nextpop.
Mimo iż klasycznie rozumianego przemysłu fonograficznego w Polsce prawie już nie ma, fajnie obserwować mniejsze labele, które nie szukają za wszelką cenę komercyjnych strzałów zapewniających im płynność finansową, a wyrabiają sobie markę starannym dobieraniem artystów zasilających ich szeregi. Warszawski Nextpop na obecną chwilę zrzesza niewielu twórców, jednak każda płyta sygnowana ich logo wywołała zauważalny oddźwięk w muzycznym świecie, nawet tym mainstreamowym. Bokka, Kari, Fismoll to ważni rozgrywający na rodzimej altpopowej scenie, dość szybko awansujący na headlinerów lokalnych festiwali. A teraz do Wielkiej Trójki dołącza Oly. Już z pewnymi sukcesami. Home jest na rynku już trzeci miesiąc, a Ola Komsta wraz z towarzyszącym jej zespołem raczej nie narzeka na nadmiar wolnego czasu. Inna sprawa, że przepis wypracowany przez Nextpop jest niejako skazany na sukces.
Oly. ma wiele atutów, które poruszą każdego wrażliwca. Posiada świetny głos z odpowiednią dawką tajemniczości. Lubi islandzkie drogi i norweskie fiordy. Pisze nieszablonowe, altfolkowe kompozycje i wyśpiewuje je w taki sposób, że chce się nagle wyjść przed blok, ściągnąć t-shirta i z wiankiem na głowie popląsać na trawniku mając gdzieś spojrzenia przechodniów. Chyba mamy w sobie genetycznie wprasowaną melancholię, a Ola umie do niej skutecznie dotrzeć. Udowadniała to dwa lata temu uzbrojona zaledwie w ukulele.
A teraz ma na wyciągnięcie ręki cały arsenał nextpopowych patentów jak sprawić, by słuchaczom zmiękły kolana.
Home to trzynaście kawałków do słuchania. Raczej nie do tańczenia (oprócz singlowego Afterlife) bardziej do... śledzenia. Śledzenia każdych głosowych niuansów Oli, szeptów, westchnień, rozmarzeń. Ola Komsta jest rozparcelowana gdzieś pomiędzy Roisin Murphy, Florence Welch, Dolores O'Riordan czy Kari Amirian. I idzie podobną drogą co Klaudia Szafrańska z Xxanaxx, i podobnie jak ona tworzy linie melodyczne dalekie od przebojowości, a z naciskiem na „instrumentalność” walorów głosowych. Już to wystarczyłoby dziewczynie do wywołania odpowiedniego rezonansu na ewentualnej, skromnej lo-fi'owej płycie. Ale do powstania Home przyczyniło się wielu zdolnych muzyków, tak że debiutancki debiut pani Komsty ma nieporównywalnie większą siłę rażenia.
Ta płyta brzmi! Perkusję słychać tak jakby była rozstawiona tuż obok, żaden akustyczno-ukulelowy plusk nie niknie, nie traci mocy, jest słyszalny z kryształową doskonałością. A to wydawnictwo miejscami całkiem przyjemnie brudne - i jak można zgadnąć - brud odpowiednio zanieczyszcza membrany głośników. Proszę uważniej posłuchać Afterlife, jak przerysowany bas sobie hula ze swadą szlaucha z wodą pod ciśnieniem. Czy otwierającego album My Dear Friends, gdzie w tle towarzyszy nam szuranie krzesła po podłodze (chyba). A świetnych aranżacji jest tu multum: ambientowe tło w Cementery of Lights, zawadiacki riff w Response, ukulelowy zmierzch słońca w The Chapter czy pojawianie się i znikanie Tori-Amosowego fortepianu w The Loneliest Whale On Earth. Smaczków, ornamentów, wtrętów, bachanaliów jest tu mnóstwo. Album kipi od świetnych, nowoczesnych rozwiązań, ale jest też na swój sposób skromny i ascetyczny.
Jedyne co mnie kłuje na Home, to ta sama rzecz co w przypadku nowej płyty Lilly Hates Roses. Zbyt często mam wrażenie, że Ola jest na drugim planie, a pierwsze skrzypce wiodą wyrachowani panowie instrumentaliści. Czuję to podskórnie, nie mam żadnych racjonalnych argumentów, by udowodnić tę tezę, ale... Słuchając utworu numer dziesięć, King of Wind, tam czuję Olę właściwie. W tym kawałku to ona jest dyrygentem, to za jej głosem podążają instrumenty, to ona nadaje całemu utworowi pożądany bieg. W pozostałych proporcje wydają mi się odwrócone, jakby proces kształtowania kompozycji przebiegał na zasadzie „zobacz Olka jak fajnie ci zaaranżowaliśmy piosenkę, zaśpiewaj ją w studio najlepiej jak potrafisz, by nie sknocić całości”.
Ale fuck it. Home to świetna płyta. A jesienią utoniecie w niej jeszcze głębiej! [avatar]
Strona artystki: https://www.facebook.com/olyofficial
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz