23 kwietnia 2016

Rebeka: Davos (ART2 Music, 2016)


Solidny, dający gwarancję przetrwania drugi album duetu Rebeka nasuwa jednak pytanie: czy pewnej granicy nie da się już przekroczyć?

Co mam na myśli? Otóż to, że polskie zespoły elektropopowe doszły, takie mam wrażenie, do pewnej ściany. Ściany, która stanowi barierę ich rozwoju i kreatywności. Wszystko jest już perfekcyjne: idealnie skrojone kompozycje, doskonałe wykonawstwo, bezbłędne dawkowanie cytatów i zapożyczeń, wreszcie dopieszczone brzmienie. Kilka lat temu zespoły, które były pionierami polskiego electro, takie jak Kamp! czy właśnie Rebeka, wnosiły do muzyki alternatywnej powiew świeżości, energię młodej krwi, światowość. To one były w awangardzie, to one oferowały nowinki brzmieniowe i śmiało wkraczyły z taneczną – ale wciąż inteligentną i wymagającą wsłuchania się w teksty – muzyką do mainstreamu. Niestety obecnie ci wykonawcy, wraz z całą chmarą zespołów ze stajni Next Pop, okopały się na pozycjach i osiągnąwszy perfekcję komputerowego programu do kreowania przebojów, straciły cały ten buntowniczy, nowatorski błysk. I zaczynają kręcić się w kółko.

Ten zarzut dotyczy też Rebeki. Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny konsekwentnie umacniają swój wizerunek zespołu grającego inteligentną muzykę taneczną. Inteligentną, by nie powiedzieć intelektualną – o czym świadczy choćby tytuł albumu odwołujący się do słynnej powieści Tomasza Manna Czarodziejska góra. Ale to tylko słowa, którymi równie dobrze można się posłużyć do opisania najnowszego modelu Volkswagena Passata. Kolejny udany model, wzorowe prowadzenie, świetna jakość wykonana, dobrze znajome, intuicyjne rozmieszczenie przycisków na desce rozdzielczej. Ale nic poza tym. Constans. Zero zmian. Nic się nie dzieje. Krew żywiej nie popłynie na jego widok.

Rebeka, owszem, utrzymuje, a wręcz śrubuje wysoki poziom swoich piosenek. Cały czas jest bardzo dobrze, nie da się wytknąć zespołowi większych błędów czy potknięć. Album jest skrojony niemal idealnie: dawki przebojowości, zadumy i klubowej produkcji odmierzono w sposób, który nie pozwala się do czegokolwiek przyczepić. Światowa produkcja, ciągle energetyzujący wokal Iwony, do tego okazjonalne partie gitary elektrycznej, które dodają estetycznego powabu – ale. No kurczę, musi być jakieś „ale”. To właśnie brak tego czegoś. Tego, co powodowałoby napięcie, dreszczyk emocji przed każdym odsłuchem płyty. Tu tego nie ma. Kolejne utwory przemijają bez wzbudzenia jakichkolwiek wzruszeń i poruszeń. Jak muzyka w hipermarkecie. Jak radio w samochodzie. Może uprzyjemnić wam zakupy lub podróż z punktu A do B. Ale za cholerę jej nie zapamiętacie. Może tylko przy Białych kwiatach coś drgnie, coś zaczepi się w głowie (o ile dotrwacie, bo jest dopiero pod numerem 8). Na chwilę wsłuchacie się w melancholijny i gorzki tekst, przemknie wam przez głowę, że taka muzyka może być też nośnikiem jakiejś treści. Wasza podświadomość zarejestruje inną melodykę wokali, inny akcent, wymuszający mniejszą gładkość, psujący muślinowość całości albumu. Taki mały, ale urastający do rangi wydarzenia, zgrzyt. Rysa na szybie.

Nie wiem, jak potoczą się dalsze losy Rebeki i pozostałych zespołów z tego nurtu. Może będą grać cały czas to samo i jakoś dożyją w tym stanie do emerytury. Może się rozpadną z braku możliwości artystycznego rozwoju. A może zmienią się tak mocno, by wstrząsnąć odbiorcą. Wiem tylko, że Davos pozostawiło mnie obojętnym. Czy może być coś gorszego dla artysty od obojętności odbiorcy? [m]



Strona zespołu: https://www.facebook.com/RebekaDuo

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni