31 marca 2008

Orchid w Hard Rock Cafe

Pawilon: Retromantik (Biodro Records, 2008)

Panie i panowie, zima minęła! Smuty i doły odeszły precz, czas się bawić! Pan Żarówa poprowadzi specjalnie dla Państwa, tylko na blogu Don’t Panic We Are From Poland, krótki kurs imprezowy pod hasłem: You Can Dance (Too).

1. Przygotowania. Zaopatrz się w: płytę zespołu Pawilon Retromantik (sztuk 1), swobodny i przewiewny kostium z epoki (zalecane spodnie dzwony i hawajska koszula z wygodnym systemem rozpinania guzików na gołej klacie), miskę ponczu (przepis znajdziesz w prasie kobiecej; zalecane także inne alkohole w różnym stężeniu), zimny bufet (przepisy – radź sobie sam), wodę z cukrem (przyda się do modelowania fryzury), świece zapachowe (minimum 2 sztuki), miejsce do tańczenia (sugerujemy zwinąć kosztowny dywan), przytulne i zaciszne miejsce do odpoczynku (najlepiej na minimum dwie osoby), zestaw grający (optymalna moc 300 W), partnerkę (uwaga! może to być również potencjalna partnerka spośród zaproszonych gości, jednak sugerujemy zabezpieczenie sobie pewniaka), gości oraz kartkę do wywieszenia na klatce schodowej o treści: „Będzie głośno. Przepraszam za utrudnienia i zapraszam zainteresowanych sąsiadów” (bardzo ważne!).

2. Pierwsze kroki. Jesteśmy zwolennikami rozpoczęcia imprezy metodą hitchcockowską, czyli od wielkiego łomotu, dlatego proponujemy na początek zaserwować utwór Retro zespołu Pawilon. Jest to znany przebój, kojarzony m.in. z serdecznie przyjętą kompilacją We Are From Poland Vol. 1, na której znalazł się we wczesnej wersji. Piosenka ta, zdominowana przez charakterystyczne brzmienie klawiszy Vermona i przybrudzone riffy gitary, o bigbeatowej rytmice i nośnym refrenie o optymistycznej wymowie, powinna wprawić uczestników imprezy (w tym partnerkę lub potencjalną partnerkę, patrz: pkt. 1) w stan przyjemnego podniecenia i oczekiwania. Aby utrzymać taneczny nastrój zaraz po Retro podajemy Na ustach, który to utwór cechuje modne retrodyskotekowe brzmienie wzbogacone o energetyczne partie trąbki.

3. Pierwsza przerwa, kanapki, napoje. Na krótki okres przetasowań towarzyskich, połączonych z konsumpcją i konwersacją, proponujemy dwa nagrania łącznikowe Marzena i Rezydent. Ściszamy nieco zestaw grający, by nie przeszkadzać uczestnikom imprezy w rozmowach, a facetom w popisywaniu się przed laskami. Wymienione utwory stworzą przyjemne i nienachalne tło dla tych przedsięwzięć.

4. Decydująca faza – wszyscy tańczą. Partnerka lub potencjalna partnerka musi być w tej chwili dostępna! Bez ostrzeżenia włączamy utwory Beegees oraz My Baby. Oba są utrzymane w radosnym tanecznym klimacie, silnie zrytmizowane, podkręcone gorącym funkowym stylem gry gitarzysty i zabawnymi tekstami (w pierwszym przypadku wyczuwamy inspirację zespołem Bee Gees, ciekawe dlaczego). W trakcie niewymuszonych podrygów mamy szansę nawiązać bliższą znajomość z partnerką (lub jej koleżanką). Jako że wymienione piosenki nie narzucają stylu tańca, możemy śmiało przejść od tańca na odległość do zwarcia, które powinno zakończyć się w zacisznym miejscu do odpoczynku (patrz: pkt. 1)

5. Gry i zabawy. Ogłaszamy konkurs na zgadnięcie, jaki towar dostarcza podmiot liryczny piosenki Droga dostawcy (do wyboru: chińskie jedzenie, pizza, narkotyki). W trakcie gorącej dyskusji na temat kondycji krajowego przemysłu muzycznego, znienacka prezentujemy utwór Menadżerka ujawniający pikantne kulisy działalności pewnego trójmiejskiego zespołu rockowego. Etap ten podsumowujemy umiejętnie piosenką Rozmawiaj, nucąc pod nosem Skacz, skacz sobie do gardeł/ Bo i tak bardziej nie zaskoczysz/ Patrz sobie na wszystko z góry/ A dużo nie zobaczysz.

6. Wyciszanie. Kiedy pierwsi goście zaczynają powoli opuszczać imprezę, serwujemy im na pożegnanie temat do przemyśleń: Bycie samemu szkodzi tobie i bliźniemu/ Czemu, pytasz jakbyś nie wiedział, że to ciężki dosyć przedział/ Samemu dumanie, problemów napiętrzanie/ Samemu szukanie się, oszukiwanie siebie. Na zakończenie imprezy, tym którzy jeszcze kontaktują, przedstawiamy zespół, który zadbał o oprawę muzyczną: I nie mylcie Pawilonu z pavulonem/ Jedno tobie służy, drugie życie kończy zgonem.

I to już wszystko. Co osiągnęliśmy? a) kilka miłych chwil z partnerką (lub jej koleżanką) b) kilka miłych chwil z przyjaciółmi c) kilka niemiłych chwil z wkurzonym sąsiadem z dołu d) całą masę sprzątania rano i najważniejsze e) mnóstwo dobrej zabawy zakończonej zdrowym i naturalnym bólem głowy! Zrób to sam! Ty także możesz tańczyć!

Organizatorzy kursu dziękują: Panu Żarówie za wykład, zespołowi Pawilon za oprawę muzyczną, menadżerowi (nie menadżerce) za satysfakcjonującą liczbę materiałów promocyjnych, [m] za udostępnienie lokalu i kartki.

Notował: [m]

Strona zespołu:
www.pawilon.art.pl

Kamiński i Brożek: Jestem tylko człowiekiem (Ciesielski Rekords, 2008)

Kamiński i Brożek to przedziwne zjawisko. Kwiat młodzieży gorzowskiej, który rozwinął się w wyniku koniugacji takich projektów (w których obaj panowie się udzielają), jak Kawałek Kulki, Usta Krwawiące Miłością, Weź To Zgaś. Nie wstydzą się przyznawać do inspiracji Modern Talking, tworzą muzykę obciachową, kiczowatą, ale też dowcipną i... przebojową! Dzika namiętność, seks, przemoc za zamkniętymi drzwiami, urażona męska duma i erotyczne esemsy – to z grubsza tematy wziętych z samego życia piosenek duetu. Chłopaki (machos) i dziewczyny (lalki) ścierają się i ocierają o siebie w nieustannym tańcu miłości, zazdrości i cielesnych pokus. Okej, trochę przeszarżowałem. Ale to nie moja wina.

Pierwszy kontakt z Jestem tylko człowiekiem wprawia w lekką konsternację. Surowizna (by nie powiedzieć prymitywizm) elektronicznego podkładu, kiczowate ozdóbki i afektowane głosy obu panów (oraz gości) powodują, że w pierwszym odruchu chce się płytę czym prędzej wywalić do śmieci. A przynajmniej ściszyć, żeby sąsiedzi nie usłyszeli. Ale potem... słuchasz sobie tego na słuchaweczkach i czujesz jak na twarz wyłazi ci wielki banan. K&B są tak komiczni, a jednocześnie tak fajnie śpiewają (te dwugłosy, trójgłosy, chórki i wrzaski – yeah!), że bardzo szybko ta płyta stanie się twoją prywatną tajemnicą. Skrywanym przed światem poprawiaczem humoru. Co ten koleś w autobusie tak podejrzanie się uśmiecha, co? Pewnie słucha Kamińskiego i Brożka.

K&B to tacy polscy Junior Boys na wesoło. Szukam innego porównania, ale nie bardzo się nasuwa. Posłuchajcie Czasem..., który jest dla mnie przebojem na miarę In The Morning Junior Boys. Te wokalne harmonie, stylizacja na wczesne disco, no i tekst: Czasem gdy na ciebie patrzę/ Wydajesz się słaba/ Pieprzę to/ Zrób coś z tym/ Rozbieraj się/ Odnajdziesz mnie pod kołdrą. Nie zdradzę, jak story się rozwija, żeby nie psuć wam frajdy. Inne fajne momenty: Kiedyś na pewno z udziałem Karotki, kapitalne Tajemnice twe (udział Drupiego przejdzie pewnie do legendy: Wiedz, że wejdę bez pukania!/ Stać mnie na to/ Zobaczysz, szmato! – to trzeba usłyszeć!), Pieprz ze wstępem, który bardzo się kojarzy z pewną piosenką pewnego bardzo znanego polskiego zespołu (niespodzianka), Domek z kart (do dyskotek nie chodzę, ale to by się dało sprzedać, serio), czy wreszcie dziesięciominutowy (!) fristajl w wykonaniu B&K, Karotki i Adamsa (niezapomniane Rozerwij mnie jednym esemesem/ Jednym esesmanem/ Heja).

Gęba się śmieje od i do tych piosenek. Trochę przypomina mi to radosną twórczość zielonogórskich kabaretów skupionych wokół Potem w latach 90. Kamiński i Brożek błaznują z wdziękiem i humorem, nie przekraczając na szczęście granicy dobrego smaku (nie uświadczycie w ich tekstach wulgaryzmów). Płyta ma szansę zyskać status „kultowej”, choćby dlatego, że nie ma jej na razie w oficjalnym obiegu. Ale jeśli ktoś bardzo jej pragnie, na pewno znajdzie sposób na zdobycie tego unikatowego krążka. Podpowiadam: napisać do zespołu albo wybrać się na koncert. Każdemu należy się odrobina beztroskiej zabawy.

Strona zespołu:
MySpace

27 marca 2008

Saluminesia + Gentleman! + Folder = koncert, którego nie można przegapić

Sam bym się wybrał, gdyby nie ta odległość:)

25 marca 2008

Organizm - to żyje!

29.03 klub UCHO Gdynia (razem z Folder)
11.04 MOLOTOV CAFE Olsztyn (razem z Biffo)
28.04 Projekt Euforia - Centralny Basen Artystyczny Wa-w (razem z Przepraszam)
17.05 Juwenalia - Pułtusk (z HEY)

Sami Muzycy i Gra Pozorów zjednoczeni w stolycy!

Teraz słucham

Od dziś na pasku widać listę aktualnie przesłuchiwanych przeze mnie płyt. Dzięki niej dowiecie się, jakich recenzji można się w najbliższym czasie spodziewać. Lista będzie uzupełniana na bieżąco, tj. rzeczy zrecenzowane będą z niej znikać, a pojawiać się kolejne planowane do opisania tytuły. [m]

Avell: Follow Me (Fruity Art / SoundLab, 2007)

Avell wyraźnie jest zafascynowana muzyką skandynawską, słychać to w jej sposobie śpiewania, przypominającym czasem wokalizy Bjork czy styl wokalistki szwedzkiego The Knife. Muzycznie proponuje odrealniony nastrój zaśnieżonej nocy wypełnionej stłumionym rytmem, elektronicznymi świstami i zgrzytami, typowymi dla europejskiej sceny laptopowej. Nic zatem niezwykłego, ale warto zwrócić uwagę na tę płytkę także z innego powodu. Jest to w pełni darmowy maxisingiel zawierający oprócz oryginalnego nagrania Follow Me pięć jego remiksów, przygotowanych przez różnych twórców polskiej sceny electro. W naszych warunkach to raczej rzadka praktyka, choć wspomniana Bjork wydaje takich singli multum przy okazji każdej swojej studyjnej płyty.

Ciekawe jest to, że choć słuchamy sześć razy tej samej piosenki, nie jest to czynność nużąca. Każda z tych wersji brzmi inaczej. Remix Blasi Mellow intryguje akustycznym brzmieniem gitary i orkiestrowymi tłami. Liquid Molly proponuje zgłuszone dźwięki „języka wielorybów” w oprawie ekstrawaganckich bitów. Paweł Rychert z kolei postawił na rozmach – jego wersja jest bardzo rozbudowana, ociera się o brzmienie triphopowego Massive Attack, z przerwą na celtycki motyw jakby wyjęty ze ścieżki dźwiękowej do angielskiego serialu o Robin Hoodzie. Sychu rmx to dobra propozycja taneczna – zdecydowany bit, pobrzmiewająca industrialnie gitara, trochę royksopowej przebojowości. Remiks autorstwa Dephormatorium to już dźwiękowa jatka – nieprzystępne, połamane nutki napierają ze wszystkich stron w chaotycznym tańcu. Zdecydowanie najtrudniejsza próba. Zestaw zamyka drugie nagranie Avell – Harpsi. Po ostatnim remiksie to miła chwila ukojenia i bardzo tradycyjna, spokojna piosenka.

Warto posłuchać, nawet jeśli nie jesteście (jak ja) fanami i znawcami (ci pewnie już od dawna znają) muzyki elektronicznej. Singiel można ściągnąć na stronie
www.sndlab.com.

Strona artystki:
www.myspace.com/tiffamusic

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni