
Nie słucham hip-hopu, coś mnie od niego odrzuca, wysypką obsypuje i zgagę wywołuje. Ale Bauagan Mistrzów to inna bajka. Jest nawijka na dwa głosy (żeński i męski), ale przekaz pozytywny, dużo humoru, językowe wygibasy – coś jak Afro Kolektyw, tylkomniej przegięty. Zero ponuractwa i blokerskiego badziewia. Jednak to, co mnie najbardziej przekonało do Placu zabaw, to pomysł na muzykę. Muzykę wykonywaną na żywych instrumentach: perkusji, kontrabasie, różnego rodzaju dęciakach, oraz analogowych syntezatorach. Brzmi to powalająco plastycznie, a energia sekcji rytmicznej dosłownie wgniata w podłogę. Mimo improwizacyjnych naleciałości, piosenki są zwarte i przemyślane. Pięknie bujają i dają dużo, dużo radochy.
Sprawdźcie tę rewelacyjnie wykonaną stronę: http://www.bauagan.com/

Coś dla miłośników kontemplacji, którzy nie boją się hałasu. Bracia Swoboda zaczynali kilkanaście lat temu jako noise’owy Thing. Ślady przeszłości są słyszalne na tej nowej płycie, którą jednak można śmiało zaliczyć do nurtu postrockowego. Mamy tu długie, oszczędnie dozujące napięcie kompozycje niesione elektronicznym buczeniem i trzaskami oraz niepokojącymi partiami gitary, która czasem atakuje zgiełkiem. Tajemniczym podkładom towarzyszą melorecytacje w języku francuskim. Mimo pewnej ascetyczności, wręcz chorobliwej hermetyczności, spod palców braci czasem wymyka się zaskakująco chwytliwa melodia, która zapada w pamięć wyjątkowo mocno. Do słuchania w skupieniu.
Strona zespołu: http://deadsailor.net/artists/columbus_duo.html

Z niezrozumiałych dla mnie względów ta kapitalna płyta została zupełnie niezauważona. Dla mnie było ogromnym zaskoczeniem, że zespół związany z wydawnictwem poetyckim brzmi tak... niepoetycko. Oczywiście teksty Łukasza Jarosza to wiersze, ale tak naprawdę stanowią tylko tło dla dźwięków, które kojarzą się z inteligentnym amerykańskim hard core’em (Fugazi?), shoegaze’em, momentami nawet z dream popem spod znaku 4 AD! Kompozycje zadziwiają złożonością, eksperymentami brzmieniowymi (podczas sesji używano np. różnych zestawów perkusyjnych), nakładającymi się na siebie partiami gitar i klawiszy, tworzących gęstą i pełną niuansów strukturę. W tych nieopatrzonych tytułami utworach dzieje się tyle, że każdemu można by poświęcić spory akapit. Na płycie znajduje się jedna z najbardziej magicznych piosenek ubiegłego roku. Nie wierzycie? Dowód poniżej.
Strona zespołu: http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewProfile&friendID=144860840

Goldfrapp, Peaches, IAMX – to tak na pierwszy rzut ucha główne źródło inspiracji tego duetu. Jest elektronicznie, brudno, hałaśliwie, wulgarnie i prowokująco, czasem nawet z odcieniem perwersji. Skinni Patrini mają wyrazisty image, czym wyróżniają się spośród większości polskich wykonawców, mają też pomysł na swoją muzykę. Anka Patrini posiada niezły, mocny głos, który raz jest jadowicie słodki, raz ostry i raniący jak drut kolczasty. Towarzyszący jej Michał Skórka wytwarza dźwięki taneczne, ale bynajmniej nie pokorne i lekkostrawne. Choć z czasem doskwiera brak głębi, muzyka daje solidnego kopa i świetnie sprawdza się na parkiecie.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/skinnypatrinielectroduo
Recenzował [m]
fajnie że napisałeś o lesers bend, kompozycja 6 naprawdę magiczna, szkoda że wokale tak pochowali, że na całej płycie tak ciężko jest wychwycić o czym śpiewają
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o Lesers, to dla mnie utwór 9 jest magiczny. Płyta świetna.
OdpowiedzUsuń