Pan Planeta - czwarte pełnowymiarowe wydawnictwo zespołu - zawiera kompozycje nagrane jeszcze w poprzednim czteroosobowym składzie. Album ten na swoje potrzeby nazwałem „Dniowowiatrowym Statkiem Kosmicznym”, co myślę, dość dobrze oddaje jego charakter, gdyż w przypadku Ścianki nie istnieje coś takiego jak stagnacja. Każdy album musi być diametralnie inny od poprzedniego, pokazać, że muzycy potrafią grać zarówno garażowo, jak i zmierzyć się z ambientem. I za każdym razem będzie się tego świetnie słuchało. Po, jak to ktoś określił „piosenkowo-bluesowych” Białych Wakacjach, które przedstawiały grupę jako twórców ciekawych utworów, w których czasami pojawiają się psychodeliczno-transowe elementy, Cieślak zrezygnował z klasycznie rozumianych piosenek (na Panu Planecie znajdziemy tylko jedną - Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu). Koncept albumu oparty jest (tutaj pewne analogie z debiutanckim dziełem, przynajmniej jeżeli chodzi o tytuły) na wyimaginowanej podróży kosmicznej. Do tego odwołuje się zarówno strona graficzna, jak i muzyczna tego przedsięwzięcia. I jeżeli przyjmiemy ów koncept i tak tę płytę potraktujemy, lepiej ją zrozumiemy.
Wspomniany Boję się zasnąć... to początek naszej podróży. Jesteśmy pełni energii i ekscytacji w stosunku do dzikiej przygody, która nas czeka. Pęknięcie I, oraz będący jakby jego rozwinięciem Wielki Defekator możemy sobie wyobrazić jako szaleńczy slalom naszym kosmicznym pojazdem przez deszcz meteorytów. W naszym pojeździe znalazło się trochę substancji psychoaktywnych, więc czemu by ich nie wykorzystać. A w głośnikach/słuchawkach w tym czasie sączą się Zepsuta piosenka, Ryba-Kość i Armia palców i nóg - kiedy już owe substancje zupełnie nas sponiewierały. Wichura/Głowa Czerwonego Byka - zdecydowanie najlepszy utwór na płycie wciąga swoją transowością i końcową melorecytacją Cieślaka. Mamy prawie 10 minut, by powrócić do "stanu używalności", a przy okazji przeżyć prawdopodobnie, często spotykane przy obcowaniu z twórczością formacji, muzyczne katharsis. Trans minął, pora na kontemplację. Gotowanie dla każdego: Gwiazdy stanowi idealną ścieżkę dźwiękową dla naszych egzystencjalnych rozważań. Minęło raptem pół godziny, a już pora kończyć naszą podróż. Pan Planeta, zagniewany pan, przyszedł po swoją kulę.
A nam czas wracać do rzeczywistości. Back to reality, ooops there`s go gravity. [camel]
Band site: www.scianka.com
ver.: polish
media: free mp3, video
Jak dla mnie ta płyta jest jakby trochę... stonerowa?
OdpowiedzUsuńbyć może stonerowa, co nie zmienia faktu, że dla mnie jest genialna i blisko maxymalnej oceny. bardzo blisko..
OdpowiedzUsuń