
Żeby to było jasne, powyższy akapit nie był ani zgryźliwy, ani krytyczny. Nie mam nic przeciwko uczciwie zagranemu popikowi. Panowie z NOT nie udają, że grają muzę z ambicjami. Patrząc na tę płytę pod kątem masowego odbiorcy, śmiem twierdzić, że byłoby cudownie, gdyby taki popik grały komercyjne i publiczne rozgłośnie jak najczęściej. Mimo takiego zdroworozsądkowego podejścia, czuję jednak po przesłuchaniu NOT pewien niedosyt. A to dlatego, że na płycie jest kilka naprawdę dobrych, rasowych numerów, które w większej dawce mogłyby całkowicie zmienić jej odbiór. Otwierający album utwór Zmienię adres, zmienię imię to dynamiczny, wręcz agresywny kawał electro rocka, kojarzący się z bardziej przebojowymi nagraniami CKOD. Dobrze jest też za sprawą singlowego hitu To taka gra, gdzie ciągle znajdujemy się w strefie intensywnego rytmu i fajnych zagrywek gitary. Niestety potem chłopaki jakoś tracą energię i zaczynają szukać po omacku receptury na kolejny przebój. Nie zawsze z dobrym skutkiem. Choć jeszcze trzeci na liście numer Ja dziękuję jest całkiem sympatyczny, głównie za sprawą ironicznego – i asertywnego – tekstu. Reszta materiału budzi już mieszane odczucia. Kabaretowy Szalony Piotruś, klezmersko-elektroniczna Łódź, industrialna Jesień, czy ozdobiony fortepianowym outro Sen – reprezentują solidny poziom, ale jakoś nie porywają. Piosenki przepływają, teksty – zgrabne, ale obojętne emocjonalnie – zostają odśpiewane, a w głowie i tak pozostaje tylko To taka gra. Czyżby więc zespół jednego przeboju?
Proponuję zapoznać się z poprzednią płytą....
OdpowiedzUsuń