19 sierpnia 2008

Jacek Kuderski: Xperyment 2004-2007 (EMI, 2008)

Cechą rasowego muzyka jest to, że nie potrafi odpocząć od muzyki. Myslovitz zrobił sobie roczną przerwę w aktywności. Można było się jednak spodziewać, że muzycy wolny czas nie spędzą wyłącznie na kontemplowaniu życia rodzinnego i przyrody. Akustyczne rzeczy Artura Rojka można znaleźć w przepastnych zasobach Internetu, jednak pierwszy z solowymi dokonaniami wystartował basista zespołu. Zgodnie z nazwą otrzymujemy zbiór utworów, które powstawały w latach 2004-2007. Muzyk na tym albumie ujawnia się jako multiinstrumentalista – stąd zapewne tytułowy eksperyment – partie basu, gitar, bębny, efekty elektroniczne, na wokalu kończąc są dziełem wyłącznie Kuderskiego.

Porównań z macierzystą grupą nie da się uniknąć. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Na płycie bez problemu odkryjemy ten sam duch brytyjskiego myślenia o kompozycjach przyprawionego duchem beatlesowskim. Jednak pan Jacek jest zbyt wytrawnym muzykiem by swoich fascynacji nie skierować w zupełnie nieoczywiste rejony. Wszystko dzięki elektronice.

Fajnie to sobie wykoncypował! Początkowe utwory wskazują jeszcze na powinowactwo do Myslovitz za sprawą akustycznej gitary; w następnych piosenkach sprytnie przesuwa środek ciężkości w stronę syntetycznych dźwięków. Zakończenie albumu to właściwie już elektro-pop. Tytuł Rolandsong mówi sam za siebie. Właśnie – elektroniczne wstawki są z rodzaju tych oldschoolowych. Jeżeli tęsknimy za syntetyzatorami na klasycznych albumach new romantic, na płycie znajdziemy dość smaczków, by się błogo uśmiechnąć.

Kompozycyjnie rzecz wypada... różnie. Są wzloty i są upadki. Do jaśniejszych punktów płyty na pewno należą Trudne pytania. Dość mroczny, nerwowy puls wraz z orientalnymi wtrętami nadaje utworowi kosmiczny klimat. Rzadka na płycie gitara elektryczna mile dopełnia syntetyzatorowy rytm. Powiedz mi to pewniak na singiel. Ładna melodia ubrana w ciepłe brzdąkania gitary akustycznej, pohukiwania elektronicznej sowy, a w tle od czasu do czasu łka wiolonczela. Dźwięki mandoliny przyjemnie niosą refren Zarozumialca. Tamburynowa perkusja w Krzywych lustrach, instrumentalny Rolandsong również wybijają wspomniane utwory ponad przeciętność.

Niestety, widać także, że Kuderskiemu brakuje rojkowej finezji w układaniu linii melodycznych. Są na płycie utwory, którym muzycznie nie można nic zarzucić (Samotność po zmierzchu, Nie oglądaj się za siebie), jednak miłe wrażenie burzą melodie. Nijakie. Natomiast chórki w Gdzie to jest? zdają się być żywcem wyjęte z Chciałbym umrzeć z miłości.

Czasami szwankuje również sama elektronika. Słuchając takiego Często gdy ma się wrażenie, że artysta chciał wypróbować wszystkie sample, jakie miał w katalogu. Efekt jest taki, że w wielu momentach pewne elementy nie pasują, gryzą się z głównym tematem lub co gorsza – są kiczowate.


I jeszcze kwestia (której niestety nie da się pominąć) umiejętności wokalnych muzyka. Sam przyznaje, że nie są wielkie. Co niestety słychać. Rozumiem, to płyta solowa, nie-wokalisty w dodatku, trzeba wziąć poprawkę, jednak... czasami to nie wystarcza. Ciężko za każdym razem przy słuchaniu albumu stosować taryfę ulgową. Wokal zwykle jest jednostajny, wręcz bezbarwny. I potrafi zburzyć dobrze zapowiadające się utwory (Nie oglądaj się za siebie). Ale mamy dowody, że można inaczej! Zbliżający się do falsetu tembr w refrenie Krzywych luster, zwiewność w Powiedz mi – tu nic nie zgrzyta! Może potrzeba większej śmiałości? Lekcji u Zapędowskiej?

Xperyment ciężko ocenić jednoznacznie. Sugerowałbym, by do następnej płyty zaprosić kilku gości, aby wspomogli Jacka wokalnie. Reszta powinna się obronić sama.[avatar]

Strona artysty: Myspace

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni