15 maja 2020

Dejected Tramp: The Escape EP (wyd. własne, 2019)



Konsekwencja rodzi pewność siebie.

Dejected Tramp to stały bywalec naszych łamów. I nazwa gwarantująca dobrą jakość w swojej niszy. Dawniej duet, obecnie pełnoprawny zespół z siedzibą w Bielsku-Białej, stawia na rozwój organiczny, konsekwentny, krok po kroku. Każde kolejne wydawnictwo było odrobinę lepsze i ta zasada działa również w przypadku The Escape.

Muzyka z nowej EP-ki nadal eksploruje ciemne zakamarki duszy. Idealnie pasuje do zaciemnionych, wypełnionych dymem barów pośrodku niczego. Dużo niskich rejestrów, basu, niski wokal, wytłumiona perkusja. Kapitalna rzecz, kiedy chcesz się pogrążyć w łagodnej depresji, napić się w samotności i powspominać coś lub kogoś. Tytułowy utwór snuje się gdzieś w okolicy kostek i tylko czasem znienacka chwyci za gardło. Na przykład wtedy, gdy wybucha z pełną mocą wraz z ekstatyczną partią gitary. Zespół potrafi wszakże zagrać jeszcze głośniej, brudniej, gdzieś pomiędzy grungem a stonerem. Słychać bogatszą instrumentację, zagospodarowany drugi plan, głębię, i pewnie taki Stone Palm kapitalnie zabrzmi na żywo (ależ refren!); to samo dotyczy wysokooktanowego Pool Of Pins i Elephantman, który urzeka pixiesowym ujadaniem gitar.

Ale najjaśniej zespół błyszczy w spokojniejszych fragmentach. Strip The Soul to prawdziwy klejnot tego minialbumu. Poprowadzenie wokalu, pogłosy, wibracja tła, wejścia gitary, wszystkie dźwięki blach – coś pięknego! Wrażenie obcowania z żywą muzyką jest w tym przypadku niezwykle sugestywne. No i akustyczny drobiazg na koniec – ACU. Po prostu gitara i pełen emocji głos Macieja Kopera. I ten przeciągły dźwięk wiolonczeli na koniec – ależ to piękne.

Chciałbym posłuchać Dejected Tramp na żywo. Jestem przekonany, że nie zawiodą. [m]


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni