19 maja 2020

Olivia Anna Livki: Digital Dissidents (L I V V Music, 2020)



Trzecie długogrające wydawnictwo polsko-niemieckiej artystki to konsekwentne rozwijanie konwencji zapoczątkowanej w 2011 roku.

Gdy porównać nowy album z debiutem The Name Of The Girl Is, widać przede wszystkim skok aranżacyjny. Dziewczyna dała się poznać jako lekko zwariowana trzpiotka z gitarą basową, która miała pomysł na siebie, ale brakło finansów na wypełnienie kompozycji ciekawymi dźwiękami - za bardzo było czuć komputer i tanie sample. Digital Dissidents to już erupcja możliwości, które daje dobre studio i żywi muzycy: dobre bębny, różnorakie przeszkadzajki i instrumentarium oraz przede wszystkim - liczne ścieżki wokalne. O tak, w tym Livki czuje się jak ryba w wodzie – co utwór to popis chórków, wokaliz, zmian oktaw i przede wszystkim młodzieńczego wyszczekania. Dziewczyna ma dużo do powiedzenia, wręcz atakuje słowami, ilość tekstu w utworach przytłacza.

Co prawda Digital Dissidents koncept albumem nie jest, ale teksty krążą wokół dzisiejszego cyfrowego świata i różnych aspektów z nim związanych. Olivia chce być artystką zaangażowaną - podejmuje temat globalnej wioski, przepowiada nadciągające różnorakie konflikty, wręcz wykrzykując War is coming!, bądź pochyla się nad codziennymi uciążliwościami wirtualnego świata: jest o internetowych trollach czy instagramowych influencerach. Nic odkrywczego, choć dalekie od banału. Niestety – to wszystko ma małą siłą rażenia. Dziewczyna dwoi się i troi, by urozmaicić przekaz, ale robi to dość wąskim wachlarzem emocji. Owszem, lubi sobie pokrzyczeć, ale ten krzyk jest taki „popowy”, w stylu Michaela Jacksona nawołującego heal the world. Dodatkowo przekaz potrafi popsuć paskudnym patosem. Wave In Rage czy Reconciliation są zwyczajnie… łzawe. Patetyczne i mdłe. Brakuje mi mocno na płycie - jak to ująć? - większego przejęcia, o czym się śpiewa. Nutki depresji? Niepewności? Lęku? Czegoś, co słuchacz odebrałby bardziej duszą niż słowem?

Ale gdy chcemy posłuchać albumu z bardziej hedonistycznych powodów, ma prawo się podobać. Uwielbiam gospelowy, kroczący wstęp do kawałka tytułowego (tak, tu są ślady nieoczywistych emocji!), trans i perkusyjny groove w #Collapse przyjemnie głaszcze trąbkę Eustachiusza, nie sposób nie poddać się tłustemu basowi w DYI Cinderalla. I przede wszystkim wokalizy, wyczuwalna energia oraz zabawy wrodzonymi warunkami głosowymi - Digital Dissidents bez problemu znajdzie swoich fanów.

Olivia Anna Livki jest jakaś. Ma pomysł na siebie i ma aspiracje do tworzenia rzeczy ponad przeciętny electro pop. Mam nadzieję, że z tą płytą jej kariera nabierze jeszcze większych rumieńców. Tylko chciałbym, by do słyszalnych inspiracji Arethą Franklin dołączyła szczyptę PJ Harvey i wywaliła balladową Madonnę. Nie zaszkodzi spróbować. [avatar]


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni