11 marca 2010

Microexpressions: Deep Snow EP (wyd. własne, 2010)


Ręka w górę, kto uważa, że w polskim indie-światku od czasów Lake&Flames nie pojawiło się nic porywającego, coś co można by z podniesioną głową przedstawić zagranicznym kolegom. Niezależnie od prawdziwości powyższej hipotezy chciałbym dziś przedstawić kolejnego pretendenta do jakże nobilitującego tytułu „odnowiciela polskiej muzyki niezależnej”. W tym celu otwórzmy atlas (albo Google Maps) i palcem wskażmy miejsce, które zwie się Jelenią Górą.

Microexpressions to dziwny zespół. Trzy lata temu debiutował instrumentalną, postrockową EP-ką. W ubiegłym roku na łamach bloga przyglądałem się drugiemu wydawnictwu, które było ciekawym mariażem indie z rockiem progresywnym. Apetyt na nowe nagrania wzrósł, ale chyba nikt nie spodziewał się, że chłopaki zmajstrują tak szybko nowe kompozycje oraz... po raz kolejny wykonają stylistyczną woltę, diametralnie zmieniając swój wizerunek. Michał Stambulski oraz Szymon Szczęśniak tym razem postanowili uderzyć w drażliwy target - słuchaczy, których edukacja muzyczna związana jest z serwisami typu Pitchfork czy Screenagers.

Proponuję na początek do EP-ki podejść empirycznie, niczym XIX-wieczny laborant z wielkim szkłem powiększającym. Po to, by zobaczyć, ile różnych dźwięków w swoje utwory wpompowali dwaj młodzi muzycy. Tak dla eksperymentu proszę posłuchać kawałków ze szczególną uwagą na dany instrument. Sprawdźmy, co wyprawia perkusja, ile w danym motywie zastosowano nakładek gitarowych, jak dudni bas, w jakiej postaci spreparowano elektronikę oraz co ze swoim głosem wyprawia wokalista. A na zakończenie proszę te wszystkie warstwy ułożyć w logiczną całość. Już? To można zacząć namechecking. Najistotniejsza (choć niekoniecznie najważniejsza) inspiracja - Animal Collective. Naprawdę. Bez problemu doświadczymy również barokowego patosu znanego z płyt ...And You Will Know Us By The Trail Od Dead, szaleństwa Broken Social Scene, gitarowych zagrywek podpatrzonych u TCIOF i Modest Mouse czy głosowych odjazdów tkwiących w dokonaniach Tigercity bądź TV On The Radio. Nie dawałem wiary, czytając w notce promującej EP-kę o inspiracjach grupami pokroju Menomeny, Cloud Cult czy Four Tet. A jednak. Jakimś cudem udało się w parominutowe kawałki wtłoczyć mnóstwo urozmaiconych patentów, w wyniku czego powstało mocno eklektyczne wydawnictwo silnie działające na osłuchanego odbiorcę.

Muzycy Microexpressions przy konstrukcji utworów nie wyznaczyli sobie żadnych granic. Brief Exposure nie ma struktury zwrotkowo-refrenowej. Właściwie co pół minuty mamy do czynienia z nowym motywem z kompletnie odmiennej kompozycji. Chłopaki bez wstydu porzucają nośny takt i na jego miejscu wstawiają inny o podobnej sile rażenia. Co ciekawe - robią to umiejętnie, bez zgrzytu. Sztuka udaje im się dwa razy. Great Haze jest również robiącym wrażenie konglomeratem pomysłów. Dodatkowo w całym tym bałaganie udało się zachować sporą dawkę melodyjności. Singlowy Festival zadowoli miłośników popu oraz wielbicieli alternatywnych parkietów; zwolennicy hałasu również znajdą tu swoje parę sekund. Chwilę wytchnienia zapewnia animalowe Deep Snow. A na zakończenie trzeba przebrnąć przez ponad siedmiominutowy Hyperspace. Bez obaw - to przyjemna podróż, wiedziona funkującą gitarą i sympatycznym falsetem wokalisty.

Deep Snow to odważna rzecz i bardzo jestem ciekaw jej odbioru. Widzę tylko dwa minusy. Pierwszy to brak przeboju, piosenki, której melodia chodziłaby za mną nie dając spokoju. Festival czy Great Haze mają zadatki na hit, ale to jeszcze nie to. Drugiego Can’t Cook (Who Cares) z tego nie będzie. Druga sprawa to produkcja. Brakuje należytej selektywności, często nałożone na siebie ścieżki dają efekt nieznośnego szelestu. Rozumiem, chatka w Górach Izerskich to nie najlepsze studio nagraniowe. Jednak trochę szkoda, że zabrakło przejrzystości. Chociaż dla niektórych może to być zaleta. [avatar]

Strona zespołu: http://microexpressions.pl/

Płyta do pobrania w dziale download.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni