24 czerwca 2011
Neo Retros: Listen To Your Leader (Sony Music, 2011)
Za tą paskudną okładką kryje się całkiem fajna wakacyjna płyta.
Nie dziwię się, że The High-Rise In The Sunshine od dłuższego czasu hula po antenie radiowej Trójki – to piosenka idealnie skrojona pod jej typowego słuchacza. Ładna melodia, zniewieściały głos wokalisty, barokowy ozdobnik zamiast solówki, no i czas poniżej trzech minut. Ciekawe, że o „polskości” (wybaczcie) zespołu musiałem się dowiedzieć ze słabego portalu relacjonującego słaby festiwal (na którym nb. zespół zgarnął dwie nagrody – że tak powiem zdziwko), a nie opiniotwórczej stacji radiowej. No cóż, widać prezenterzy Trójki są ponad podziałami i nie przyznają punktów za pochodzenie.
Panowie z Neo Retros nie należą już do młodzieży, a i wyglądu bozia im poskąpiła, co oznacza, że musieli się postarać bardziej niż większość „młodych zdolnych” promowanych przez „trendowatą” telewizję. W dodatku jeden z nich jest Angolem. Na szczęście to śpiewak, tym samym wiecznie narzekający na polski akcent krajowych wokalistów malkontenci będą musieli obejść się smakiem i jedynie wygiąć w gniewie usteczka. Po wspomnianej już rozczulającej balladce siedzi sobie za to jeden z przebojów lata i w ogóle numer jeden płyty. The Loudness Of Silence ma to, czego tak wielu naszym ukorzenionym w słowiańszczyźnie zespołom brakuje – instynktowne podążanie za melodią. Posłuchajcie, jak ona swobodnie płynie, jak w refrenie wybucha frenetyczną radością potęgowaną przez zabawne fujarki. Czysta radość grania! Już ten jeden kawałek jest wystarczającym powodem do kupienia Neo Retros. A dochodzi jeszcze parę świetnych momentów, pomijając rzecz jasna estetyczne lecz śmiertelnie nudne smędzidła w rodzaju The Old Lady’s Rosary, Chemical Times czy Cold November. Z grona tego wykluczam bardzo beatlesowskie Domino Effect, bo tu im się udało rozsiać trochę magicznego blasku.
Najlepiej wypadają rzeczy dynamiczne, jak flirtujący z jarmarczno-rozrywkowym stylem Madness Billy And His Gun (fenomenalne dęciaki), zaskakująco punkowo-brytolski Choices Chosen czy po prostu rockowy, kąsający ostrzejszą niż zwykle gitarą The Chocolate Sea. Poniżej tego poziomu fajności uplasował się króciutki Bullet Man, któremu trochę zabrakło rozwinięcia. The Sandman otrzymuje wyróżnienie za przyjemnie wyciągnięty rzęchot gitary. To lubię.
Nie wiem czy będą trendy, wątpię, żeby zaliczyli pod koniec roku jakiś top, ale wiem na pewno, że Listen To Your Leader wchodzi całkiem miło i dostarcza sporo dobrej rozrywki in the summer, in the city. [m]
Strona zespołu: http://neoretros.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
to naprawdę świetna płyta- już mam, choć z trudem zdobyłem (empik sucks)...I to właśnie cała płyta zasługuje na uwagę , a nie jeden czy dwa numery. Najlepsze polsko- angielskie (bo jednak to "Angol" napisał piosenki) objawienie tego roku. A recenzja trafna, choć i smęty mnie osobiście poruszają.
OdpowiedzUsuńPiękne dźwięki, fajne,estetyczne gitarki, wokal choć falsetowaty też może bīć- całość płyty na ich stronie wisi.
OdpowiedzUsuń