2 stycznia 2017
Panamint: Demo Telpod (wyd. własne, 2016)
Pamiętacie krakowski zespół Citizen Woman There? Pleasure, my pleasure? Coś świta? Jeśli tak, przyjemności będzie całkiem sporo.
Tak naprawdę Panamint to nowe rozdanie muzyków znanych wcześniej jako CWT (plus drugi gitarzysta). Milczeli siedem lat od czasu wydania debiutu Pleasure Pleasure, teraz powracają z czteroutworowym demo, które brzmi… cóż…
POWALAJĄCO.
Gdy tylko usłyszałem utwór Alambrista, ten jego basowy, precyzyjny rytm, ten skandujący wokal, te gniewnie rozedrgane akordy gitar, poczułem znajome ukłucie. Kurde, to przecież brzmi całkiem jak Citizen Woman There. Do płyty zdarza mi się wrócić raz na jakiś czas i zawsze wywołuje niesamowite emocje. Krótki research, potwierdzenie u źródła i tak, to ci sami ludzie. Starsi, bardziej doświadczeni, a ciągle debiutanci. Nie boją się tego. Lubią zaczynać od nowa.
Demo nagrano w salce prób, na żywca, 24 listopada. Na okładce mamy budynek krakowskich zakładów Telpod, słynnego w całym Układzie Warszawskim producenta podzespołów elektronicznych (rezystorów, kondensatorów). Zdjęcie wielce wymowne, bo muzyka Panamint jest pełna surowej elektryki, takiej stosowanej w starych wzmacniaczach i głośnikach. Czuje się tę mechaniczność, tę siermiężność i jednocześnie naturalność brzmienia prostych instrumentów, która charakteryzowała zespoły nowofalowe z początku lat 80. To demo, nagrane, przypominam, w salce prób, ma taki power, że aż zatyka (gdy w całości zanurzyć się w atmosferze i brzmieniu muzyki).
Co tu dużo gadać, wszystkie cztery piosenki miażdżą. Powala ekspresja wokalna Tomasza Słomki, który jest jak pieprzony krakowski Ian Curtis. To jak wykrzykuje refren Modern Fossils, to dla mnie kompletny obłęd. Zresztą, również podbudowa rytmiczna tego nagrania robi piorunujące wrażenie – bas Marcina Krokosza! Ale poczekajcie tylko na White Light. Ta elektryczność sprzęga i kopie w otwarte nerwy. Bezlitosny, absolutnie bezwzględny i bezkompromisowy utwór. Dodajcie do tego jeszcze Drops Of Mercury, w którym dołerski nastrój jest tak przejmujący, że potrafi złamać cię na cały dzień – i zostajecie całkowicie odarci ze zbroi codziennej obojętności.
Panamint wcale nie potrzebują świetnego studia. Mogą nagrać cały album w tej salce prób i będzie doskonały. Mam nadzieję, że w to uwierzą. [m]
Strona zespołu: https://www.facebook.com/Panamintband
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
Recenzja w stu procentach trafna. Płyta rewelacyjna!!!
OdpowiedzUsuń