20 maja 2011
Gafyn Davies: Broken Romance (Electrum Production, 2011)
Ciekawe czy i tym razem historia się powtórzy... Pięć lat temu pewien Walijczyk rozesłał swoje CV do kilku rozsianych po świecie miejsc i dość nieoczekiwanie dla siebie wylądował w Lublinie. Jeszcze nie zdążył uścisnąć dłoni Johna Portera, ale muzyka zawarta na Broken Romance pozwala wierzyć, że kiedyś nagra swoje Helicopters.
Otwierające album About Addiction to klasyczna zmyłka. Nie ma na płycie takiej drugiej kompozycji. Energetycznej, pełnej werwy, o wyraźnym elektryczno-bluesowym zacięciu. Kiedyś taki rock środka hulał po stacjach radiowych, dziś odbija się od kolejnych drzwi z napisem "nie ten target". A przecież to śliczne smutno-gorzkie piosenki. Nasączone tęsknotą i melancholią cechującą każdego wrażliwego emigranta. Gafyn lubi posmucić. Robi to używając sprawdzonych patentów, ale robi to skutecznie. Dźwięki fortepianu i gitary akustycznej połączone z przejmującym głosem topią zaognione serca (I Think Of You, You Don't Know Me) bądź wędrują we włóczęgowskie, Dylanowskie krainy (Caught With Fire, Sorry Man). Z kolei partie elektrycznych gitar kojarzyć się mogą z twórczością Neila Younga (to po części zasługa producenta Mirosława Gila z Bielieve/Collage). The Rage z jasnym riffem stanowiły miły oddech od ballad, This Time I'm Leaving brzmi niczym zaginiony klasyczny hammondowy blusior. Choć i tak największe wrażenie po wybrzmieniu ostatniego dźwięku pozostawia No Reason. Praktycznie każdy wers tekstu zaczyna się od słowa all, a jest go sporo. Davies fajnie rozplanował kompozycję. Z każdą sekundą utwór nabiera mocy, włączają się kolejne instrumenty tworząc podniosły, patetyczny klimat z nieoczekiwanym, pogodnym zakończeniem. All the legends we created - ten fragment nabiera dla Walijczyka nowego znaczenia...
Polakom w duszy tak nie gra. Tym bardziej cieszy, że Broken Romance urodziło się nad Bystrzycą. Co prawda szkoda, że większość płyty to urocze (ale jednak) "nudziarstwo", a nie rzeczy w stylu promującego album singla, ale może facet nabierze z czasem energii popijając kiełbasę maślanką:) [avatar]
Jak zdobyć? Cyfrowa wersja albumu jest dostępna wraz z kwietniowym numerem magazynu Electric Nights: http://electricnights.pl
Strona artysty: http://www.gafyndavies.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
Niezła recenzja. Ja też czekam na więcej od Daviesa. Mam nadzieję, że niebawem?
OdpowiedzUsuńTylko jedna uwaga do autora, bo z tego co wiem, M. Gil nie jest producentem tej płyty. Zajmował się realizacją i masteringiem.
Tu mnie masz. Jako człowiekowi zupełnie nie związanego z branżą muzyczną wydawało się, że producent zajmuje się wszystkim, także realizacją i masteringiem :)
OdpowiedzUsuńA może to przez język angielski, bo tam "producent" to właśnie realizator dźwięku? :)
OdpowiedzUsuńA tak na marginesie, ja też nie znam się tak dobrze, ale w tym wypadku (tzn G. Daviesa), akurat czytałam gdzieś o tym, dlatego zwróciło to moją uwagę.