18 lipca 2011

Clapham South: Rings On The Water (Sonic Records, 2011)


Śląski duet został przez nas zauważony w plebiscycie Panikarze 2010 dzięki oryginalnemu teledyskowi, który zajął zaszczytne siódme miejsce na dziesięć wyróżnionych. A i piosenka, do której powstał, Midnight Of Summer, również dziś wypada świetnie. Czy równie dobra jest cała debiutancka płyta Clapham South?

I tak, i nie. Z jednej strony muzyka Ani Wojtaszek i Grzegorza Bednarskiego wyróżnia się spośród zalewu electropopowych produkcji konsekwentnym czerpaniem z brzmienia przełomu lat 80. i 90., zawiera też kilka naprawdę udanych kompozycji. Z drugiej album ma niestety mielizny, na których słuchacz osiada znudzony i z niepokojem oczekuje jakiegoś mocnego prądu pozwalającego znowu wypłynąć na głęboką wodę. Jednak, uprzedzając nieco fakty i psując puentę, uważam Rings On The Water za debiut udany, a jego słuchanie za miło spędzone kilka godzin.

Jak wspomniałem, brzmienie piosenek, za które odpowiada „elektronik” (a także czasami gitarzysta) Grzegorz Bednarski, jest dość staromodne. Raczej trudno mi wskazać współczesne bandy grające w ten sposób. Suche, oszczędne podkłady z pewnością nie miałyby szans przyciągnąć uwagi, gdyby nie głos Ani. Czysty, dość chłodny, sporadycznie sięgający w wyższe rejestry (wtedy kojarzy się trochę z Bjork). Warto dodać, że Ania posługuje się bezbłędną angielszczyzną.

Album zaczyna się dość neutralnym numerem Desert Space Broken, który nie da wam żadnej wskazówki co do reszty materiału. Znacznie ciekawiej robi się w Winter Coat, gdzie na grzechoczący astmatycznie podkład nałożono gustowną partię gitary, a głos wokalistki czaruje śliczną harmonią. Dla mnie singiel nr 2. The Ring przenosi w inny wymiar za sprawą zmysłowej deklamacji i krystalicznie czystej gitary akustycznej. Midnight Of Summer to klasa sama dla siebie, stylizowany pop najwyższej klasy. A co powiecie na nową wersję Lipstick On The Glass Manaamu? Wielu już porywało się na tę piosenkę, niewielu udało się stworzyć dzieło równie wyraziste jak oryginał. Wydaje mi się, że Clapham South wyszli z tej próby na tarczy.

W drugiej części albumu duet wykonuje małą woltę i otwarcie uderza na dyskotekowy parkiet. Teen Highs i Montsegur skutecznie wyrywają słuchacza z drzemki zaserwowanej przez wcześniejszy Buoyant On Your Fire (to jedna ze wspomnianych mielizn). Wielki plus za Time Machine, otwarcie flirtujący z french touch (co potwierdza fragment tekstu w końcówce) – bardzo fajny taneczny numer, rytmiczny, ale i pełen wdzięku. Niestety finał płyty upływa na najsłabszych kompozycjach. N.a.k.e.d jest po prostu n.u.d.n.y, a Two Worlds przesadnie dramatyczny. Z kolei instrumentalny Childhood wlecze się zbyt długo (sprawdziłby się w roli krótkiego przerywnika, bo partia sitaru bardzo w porządku) i nie zachęca do ponownego włączenia albumu.

I tu właśnie miała być puenta, ale jej nie ma, bo wepchnęła się do drugiego akapitu. To przeczytajcie go sobie jeszcze raz. [m]

The Ring:



Strona zespołu: http://www.myspace.com/claphamsouth

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni