15 listopada 2015
Daniel Bloom: Lovely Fear (Warner Music Poland, 2015)
Nie ma to jak dobre geny. Z jednej strony jeden z ciekawszych reżyserów ostatniej dekady Jacek Borcuch, z drugiej jego brat, kompozytor muzyki filmowej. Daniel Bloom niedawno wydał płytę z piosenkami. I ma okazję przyćmić karierę starszego z rodzeństwa.
Nie będę udawał, że jestem fanem tego, co tworzył Bloom do filmów, które ma wypisane w portfolio. Właściwie z tej listy kojarzę jedynie Wszystko, co kocham. Film mi się podobał, na muzykę nie zwróciłem uwagi. Aż całkiem niedawno wracając skądś autem posłuchałem sobie opowieści pana Daniela podczas trójkowej wizyty u Piotra Stelmacha. Ciekawie opowiadał o procesie powstawania płyty, wersjach demo piosenek, na których zaśpiewał wszystkie linie melodyczne, ale postanowił je porozsyłać do innych artystów z prośbą o zaśpiewanie. I o całym starym, analogowym sprzęcie, na którym powstały dźwięki składające się na Lovely Fear. A potem w eter poszedł singiel Hungry Ghost. I już byłem kupiony.
Świetna płyta. Typowo piosenkowa, bez „filmowych” naleciałości. Świeża, a jednocześnie staroświecka. Daniel Bloom nie tylko zakochał się w brzmieniu syntezatorów z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku, ale także wczuł się w charakterystyczny dla tamtej epoki sposób układania dźwięków. Od lekko-kosmicznych pejzaży, poprzez mroki początków new romantic, po późniejsze echa synth-popu, który dziś pamiętamy raczej z jego kiczowatego wydania.
Kompozycje mają po cztery-pięć minut; muzyk dał sobie czas na wyrażenie radości grania, doskonale rozumiejąc, że oprócz zwrotek i refrenów z piosence pop liczy się coś więcej. Zadanie do łatwych nie należało, gdyż do współpracy zaprosił mocny zestaw artystów, którzy w innych rękach bez problemu zepchnęliby warstwę producencką do defensywnej roli.
Na albumie błyszczy Tomek Makowiecki. Nie dlatego, że jako jedyny dostał dwie piosenki. Addicted jest akurat jedną ze „słabszych” kompozycji. Ale tuż obok jest Heartbreakres - utwór stanowiący logiczną kontynuację tego, co zrobił na Moizmie. Pomijając zamszowe klawisze Blooma - pod piątką kryje się rewelacyjny, rozmyty refren i nie mniej interesujący dwugłos-dialog sam ze sobą. Nie podzielam za to zachwytów nad Kataraktą. I nie chodzi mi tu o Melę Koteluk, a raczej o zbyt szybkie nachodzące myśli porównania z tym, co parę lat temu prezentowali Last Blush. Kto nie słyszał dokonań warszawskiego duetu - jest zachwycony. Ja punkty jakości wolę przyznać utworowi tytułowi, gdzie Iwona Skwarek śpiewa z dyskotekową dostojnością godną Glorii Gaynor. Albo Jonowi Sutcliffe'owi za melodyczne rozwiązanie refrenu w Hungry Ghost. Albo... nie, nie napiszę co fajnego jest w kawałku z Gabą Kulką czy Marsiją. To trzeba już okryć samemu.
Nie wiem co stoi za ukochanym strachem Daniela Blooma. Ale wiem, że teraz dojdą do niego „zmory” związane ze skokowym wzrostem popularności. Ten album zwyczajnie na to zasłużył. [avatar]
Strona artysty: https://www.facebook.com/DanielBloommenagement
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Zanim odpowiem na to pytanie, pragnę wyraźnie zaznaczyć, że szanuję Go zarówno jako artystę, jak i organizatora i dyrektora festiwalu Off. ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz