
A przede wszystkim dostarcza pięknej muzyki. Storm to pięć urokliwych piosenek, w których słychać wpływy wielu śpiewających z towarzyszeniem fortepianu kobiet, przede wszystkim zaś Tori Amos. I choć Julia jako swoją mistrzynię wskazuje Reginę Spektor, to właśnie analogia do Tori Amos wydaje się najwyraźniejsza. Julia podobnie gra na fortepianie, mocniejszymi uderzeniami podkreślając dramaturgię opowieści, często zmieniając tempo i nastrój. Czasem też efektownie zawiesi głos albo zamiast łagodnej melodii wprowadzi kontrastowy motyw. Jednak Julia Marcell jest jeszcze młodą dziewczyną i w jej tekstach słychać więcej naiwności niż cynizmu wynikającego z doświadczenia życiowego. To dobrze, bo dzięki temu są proste i szczere, a emocje – choć ubrane w sceniczne falbanki – żywiołowe i naturalne. Kompozycje wypadają zaskakująco dojrzale, a przy tym są bardzo zgrabne i wpadające w ucho. Świetnym pomysłem było zaproszenie do nagrań zespołu smyczkowego, którego akompaniament podkreśla „fabułę” piosenek. Stąd już tylko krok do rozbudowanych suit w stylu Joanny Newsom.
Julia śpiewa po angielsku. Jak mówi, zawsze wolała pisać teksty właśnie w tym języku, nawet kiedy jeszcze dobrze go nie znała, ponieważ w polskich drażnił mnie wychodzący na pierwszy plan tekst, a ja lubiłam ze strzępów zrozumianych słów dopowiadać sobie sama o czym jest dany utwór. Dodam, że Julia śpiewa swoje teksty bez cienia drażniącego słowiańskiego akcentu, a to na pewno ułatwi jej dotarcie do anglojęzycznego odbiorcy. Do moich ulubionych utworów na Storm należą Twin Heart z bardzo Amosowską rytmiką partii fortepianu i śpiewem przypominającym trochę... Edytę Geppert, brzmiący jak bajkowa opowieść (hello, Joanna?) The Roads oraz Jack The Ripoff, w którym Julia śpiewa rozbrajająco: And it sounds like it’s not mine at all/ And I sound like Regina Spektor at times/ But it sure doesn’t sounds like it is mine.
Koniecznie trzeba wspomnieć o wizualnej oprawie płyty. Mimo iż to tylko EP-ka, została zapakowana w stylowy tekturowy digipack, ozdobiony intrygującymi zdjęciami, a wszystkie teksty zostały wydrukowane na okładce. Debiut Julii Marcell jest jak cukierek w szlachetnej czekoladzie. Pysznie smakuje i robi apetyt na kolejne.
Artist site: http://www.juliamarcell.com/
ver.: polish / english
media: free mp3, free video (making of)
Ten drażniący, słowiański akcent słychać w jednym miejscu — gdy śpiewa „I’m starting to...” w utworze „Jack the Ripoff”. Poza tym nie mam zastrzeżeń :)
OdpowiedzUsuńto celowe nawiązanie
UsuńHaha! A ja w tamtym tygodniu dostałem z Sellaband jej pełnowymiarową płytę :) Opłacało sie wysłupłać tych parę dolarów, zeby teraz móc cieszyć się tą muzyką.
OdpowiedzUsuńPolecam!
jarek
Niestety Storm jakoś mnie nie zachęca do poznania It Might Like You...
OdpowiedzUsuńZnakomita płytka, zadziwiająco bogata jak na zaledwie kwadrans muzyki. Przy pierwszym przesłuchaniu rzeczywiście rzucają się na uszy różne niedociągnięcia, ale z czasem okazują się nawet sympatyczne. Oczywiście słychać, że to początki - ale za to jakie!
OdpowiedzUsuń