
Organic – tytuł z pewnością nieprzypadkowy. Myślę tu o pewnym przeciwstawieniu koncepcji muzyki zawartej na albumie Bjork Homogenic. U Bjork naturalne melodie zostały przetworzone przez syntezatory i komputery, celowo zdehumanizowane. Anka odwraca tę ideę tworząc muzykę opartą na żywych, akustycznych instrumentach (smyczki, akordeon, wibrafon, kontrabas) przetwarzające motywy znane z muzyki elektronicznej, z pogranicza electro i trip-hopu. Posłuchajmy Oaken Boy, najlepszego spośród czterech utworów. Poprowadzone z epickim rozmachem smyczki grają bardzo rytmiczny temat, zapętloną melodię, przeszkadzajki pojawiają się z komputerową precyzją, do tego dochodzi oniryczna melodia wibrafonu i przeróżne poukrywane smaczki (np. wsamplowane głosy dzieci). Brzmi to bardzo, no właśnie – electropopowo, a przecież zostało zagrane wyłącznie na akustycznych instrumentach. Wokal Anki kojarzy mi się tutaj z Anją Garbarek (zwłaszcza chórki). Urokliwe i bardzo uzależniające. W podobnym stylu utrzymane są pozostałe utwory, choć np. Organic nie eksponuje rytmu, oferując niepokojącą atmosferę soundtracku do filmu grozy. Accordian Party przenosi nas do zatłoczonej sali klubowej, gdzie estetyka nowoczesnej muzyki klezmerskiej splata się z liryczną warstwą dźwięków piętrzonych przez kwartet smyczkowy. Rania brzmi niczym koncertowe oblicze zespołu triphopowego (świetna praca perkusji). Anka Ujma wyśpiewuje swoje bajkowe opowieści wysokim głosem, nie zawsze oferującym łatwe rozwiązania melodyczne. Stopniowo wciąga w swój organiczny świat, wyciągając rękę przeciwko nieskończonej fali samochodów pochłaniającej wielką metropolię.
Anka zapowiada, że nowe piosenki będą bardziej intensywne w warstwie rytmicznej, tak aby na koncertach wyzwalały jeszcze większą energię. Warto czekać na to, co zaproponuje nasz człowiek w Paryżu. [m]
Strona artystki: My Space
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz