
Wydawnictwo brzmi cudnie. Nagrane w studiu Maćka Cieślaka (Ścianka) czaruje selektywnym brzmieniem i soczystością. Budynia w sesji wsparli Sprawcy Rzepaku (na koncertach występują jako Budyń i Sprawcy Rzepaku), czyli puzonista/tubista Darek Sprawka oraz perkusistka Ola Rzepka. Swoje trzy grosze dodali także Jarek Kozłowski i Michał Biela. Tym razem nie ma zabawy gatunkami i totalnej hybrydyzacji stylów – artyści biorąc na tapetę dany temat, twórczo go poszerzają.
Typowo rock’n’rollowego szaleństwa jest niewiele. Billy oraz Tak i nie to rozbuchane, klasyczne czadziory, które w kontekście całej płyty robią jednak najmniejsze wrażenie. Na płycie dominuje melancholia. Na pierwszy plan wychodzą akustyczne dźwięki, gitarowe plumkania oraz jazzowe inklinacje (Budnowe). Czasami w postaci nieco obłędnego walczyka (Poli) bądź tanga (ph07). Przestrzeni co i rusz dodają wprawnie wprowadzone dźwięki akordeonu, harmonijki, trąbki i saksofonu (popis tego instrumentu odnajdziemy w Chciałem pomyśleć o kolejności). Bardzo fajnie wyszedł Inst, który brzmi niemal jak klubowo-lounge’owa kompozycja za sprawą nerwowej, zapętlonej linii kontrabasu. Nawet proste piosenki oparte na gitarze akustycznej mają wiele uroku (Owoce). Nie mam oporów, by większość utworów z tej płyty postawić obok dokonań artystów, którzy podobnie z powodzeniem łączą jazz z rockiem – Voo Voo, Raz Dwa Trzy. A saksofon przywołuje dalekie skojarzenia z dokonaniami Morphine.
Budyń na Basecie smęci, ale nie dziadzieje. Potrafi ugryźć i pokazać pazurki. Nie wiem czy to dzięki osobie pana Cieślaka - w Obrazku w akustyczne granie ze zgrzytem wchodzą sprzężenia i gitarowe kakofonie rodem z Sonic Youth. Charakterystyczną psychodelią cechuje się także Poli oraz ph07. Skrzypi i trzeszczy aż miło!
Szymkiewicz na płytach macierzystej grupy dał się poznać jako spec od abstrakcyjnych teksów, pełnych niecodziennych zestawień i sformułowań. Nie inaczej jest tym razem, chociaż w porównaniu do Kilofa teksty... są o czymś. Nie uświadczymy tu typowej Budyniowej tyrady słownej; teksty są pełne ciepła i liryzmu. Czy ktoś wcześniej powiedział subtelniej, czym są piosenki? Piosenki są też jak rośliny/ Mogą być jak kwiaty cięte albo jak drzewo/ Które zapuszcza korzenie w Twojej głowie. Co musi się kryć w umyśle artysty, który pisze tekst Dzisiaj/ Przez Ciebie pierwszy raz pomyślałem/ By kupić maść na porost włosów? Albo proszę, oryginalne wyznanie miłosne: Jesteś moją przed i po strażniczką słów/ Proszę nie rozglądaj się po sieci/ Kiedy czekasz. Nawet wulgarny i przaśny tekst Tak i nie zawiera trafne spostrzeżenia socjologiczne.
Ciekawą płytę zmajstrował Budyń. Na pierwszy rzut oka zaskakującą w kontekście dotychczasowej twórczości; z upływem czasu przekonujemy się, że tego można było się spodziewać po muzyku. Zwrot w kierunku przystępniejszych, bardziej refleksyjnych skrzących się pomysłami utworów, powoduje, że płyta wciąga z kolejnym przesłuchaniem. Choć pod koniec napięcie siada i doświadczyć można lekkiego znużenia. [avatar]
Strona artysty: http://www.myspace.com/budynsolo
no, i tak ma byc!
OdpowiedzUsuńpłyta jedna z najlepszych jakie słyszałem w życiu.
OdpowiedzUsuńpozdro
ps. "Owoce" nie są oparte na gitarze akustycznej:)
Proszę mnie zabić! Plama :)
OdpowiedzUsuńplytka bardzo piekna i jedna z najlepszych jakie do tej pory mialem okazje kosztowac :) tak trzymac Budyn i czekam na nastepna
OdpowiedzUsuń