6 stycznia 2016
Żółte Kalendarze: The Best Of (wyd. własne, 2016)
Gorzów uderza ponownie!
Oj, łezka się w oku zakręciła, serce mocniej zabiło. Pierwszy mój komentarz po przedpremierowym przesłuchaniu nowej płyty Kalendarzy brzmiał: „Kawałek Kulki powrócił!” Co prawda bez Błażeja Króla, ale to wciąż ta muzyka, ta sama filozofia, to szaleństwo, które zapoczątkował Kawałek Kulki, ciągnąc za sobą siłą inercji mnóstwo efemerycznych projektów (wspomnijmy o Karotce, anTenach, Kamińskim i Brożku czy Ustach Krwawiących Miłością).
The Best Of – bo płyta powstawała przez wiele lat i wiele dźwięków fani gorzowskiej sceny znają od dawna. Jak dobrze, że udało się ufundować wydanie płyty na Polakpotrafi.pl. Osobiście jestem mocno zmęczony perfekcyjnym electro dance popem serwowanym przez Brennnessela i Nextpop, brakowało mi tego szaleństwa, bałaganu, humoru – często sztubackiego, ale tak cholernie uroczego; no po prostu brakowało mi Kawałka Kulki. Żółte Kalendarze zapełniają tę lukę idealnie.
Album jest cudownie eklektyczny. Choć zasadniczo elektroniczny, to jednak pełen zmiksowanych stylistyk i garażowego brudku. Całość zaczyna się od densowego Ryku syreny, który przytłacza dyskotekowym bitem. Ale już po chwili zaczyna się robić wesoło i nieprzewidywalnie. Mamy i bigbit (Bitelsi), i dance punk (hałaśliwa, gitarowa Askana), i radosne electro w stylu Super Girl & Romantic Boys (Nie wiem z bezbłędnym duetem Karotka – Brożek), kulkowy indie pop z wykręconym klawiszem (Głową pocierając), wycieczki do epoki cold wave (Komplikują, Szwaltz) czy transowego house'u (Potem), a nawet ambientu (On jutro). Feeria klawiszowych efektów Maurycego Kiebzaka-Górki, wiecznie młode głosy Magdy Turłaj i Wojtka Brożka, dziarskie akordy gitary tego ostatniego – wehikuł czasu działa bez pudła.
Uwielbiam teksty z Gorzowa. Gorzowskie rymy bywają czasem żenujące, choć nie tak, jak te częstochowskie, ale zawsze wprawiają w dobry nastrój. Słuchając piosenek Kalendarzy czuję się młodziej, czuję powiew lata w środku zimy. Czuję, że jestem zawadiacki dzisiaj, kozacki jestem w chuj. Tak należy zaczynać każdy nowy rok: Na, na, na, na - i chuj! [m]
ŻK o płycie, obejrzyjcie bezwzględnie!
Ryk syreny:
Strona zespołu: https://www.facebook.com/zoltekalendarze
Autor:
we are from poland
Etykiety:
altpop,
dance punk,
electro pop,
electronic,
garage,
indie,
LP,
po polsku,
synth pop,
video


Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Zanim odpowiem na to pytanie, pragnę wyraźnie zaznaczyć, że szanuję Go zarówno jako artystę, jak i organizatora i dyrektora festiwalu Off. ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz