11 października 2012
Admiration Is For Poets: Days Mostly Are The Same (French Girls Records, 2012)
Tegoroczna jesień będzie należeć do poetów?
„Admiration Is For Poets niechcący poszerzają sympatię wśród psychicznie chorych romantyków z najmodniejszych klubów w mieście”. Tak przedstawiają się członkowie duetu: Tomasz Samołyk (Girls Overcome By Satan) i Michał Wierzbicki (Futuristen). Ten pierwszy jest właścicielem nerwowego, schizofrenicznego wokalu będącego skrzyżowaniem maniery Briana Molko i Adriana Blackburna z Clinic, drugi odpowiada za duszną postpunkową oprawę muzyczną. Efekt ich współpracy jest co najmniej zadowalający.
Pierwszy utwór może trochę zwieść. Let The Sun Dazzle to rozpalona letnim słońcem pioseneczka, z chillwave'owymi syntezatorami, dancepunkową gitarą i przesłodkim głosem Samołyka. Ale już Streaming Life Chart naprowadza nas na właściwe tory. Klawisze brzmią złowieszczo, klangowany bas kłuje w uszy, a z odhumanizowanych gitar wydobywają się twarde, kanciaste riffy. Inspiracje duetu są dość czytelne: Talking Heads, The Cure, Joy Division, Gang Of Four, Interpol. Ciężko z tej wyliczanki robić zarzut - to nie jest nachalna zrzynka i wrzucanie do jednego wora jak najwięcej chwytliwych nazw, ale rozsądne korzystanie z dobrodziejstw gatunku. Niech za przykład robi Rotten Drama. Muzycznie - Interpol, wokalnie - okolice The Wire.
Days Mostly Are The Same jest płytą intencjonalnie antyprzebojową. Owszem, są ślady, fragmenty, gdzie zdarza się namiastka bardziej chwytliwych melodii, ale zespołowi bardziej chodzi o przekazanie wszystkich neuroz, które siedzą w głowie. Czuję tu duchową dłoń Roberta Smitha. Tomasz Samołyk ma wszelkie predyspozycje by osiągnąć rangę wokalisty charakterystycznego. Podoba mi się świst powietrza, które wciąga, by wypluć z siebie kolejne wersy, uwielbiam tą podskórną wściekłość, którą epatuje w Evol i przyjmuję bez zastrzeżeń wokalną manierę panoszącą się po Shame. Ale dzięki (czy raczej: z powodu) niemu płyta też ma jedną, dużą wadę, która sprawia, że czasami ciężko mi dotrwać do końca. Jest prześpiewana. Trochę tego wokalu Samołyka za dużo, czasami chce się od niego odpocząć. Zabrzmi to może krzywdząco, ale póki co Tomasz ani Byrnem, ani Morriseyem nie jest i nie potrafi na dłużej przyciągnąć uwagi słuchacza. Na początek wystarczy mniej, ale celniej.
Debiutancka EP-ka Girls Overcome By Satan wbijała w ziemię, na dołerskim poletku w tym roku lśni Pleasure Is Mine. Days Mostly Are The Same jest płytą dobrą. Na tyle przyzwoitą, by można ją polecać znajomym bez wstydu. [avatar]
Strona zespołu: https://www.facebook.com/admirationisforpoets?ref=ts&fref=ts
Płyta do pobrania również z naszej strefy download.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Ledwo skończył się tegoroczny, a my już myślimy o następnym. Pomarzyć zawsze można, dlatego wspólnie stwórzmy listę wykonawców, których chci...
-
To nie jest płyta przełomowa. Więcej, operuje w raczej dobrze znanych nam klimatach brzmieniowych. Ale co mnie to obchodzi – tego chce się ...
-
WAFP! z dumą przedstawia: 01. Girls Overcome By Satan : Girl Overcome By Satan/ We Love Hair Police Since We Were Six EP - więcej 02. D...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Młody warszawski zespół, który już został okrzyknięty sensacją i (kolejną) nadzieją polskiej sceny alternatywnej. Zastanawiające, co było pr...
-
Ostatnio dwie sprawy zaprzątają mi myśli, te związane z szeroko pojętą muzyką vel kulturą. Pierwsza z nich szczególnie drażniąca. Trójko, ko...
-
Tytuł może i kiczowaty, może i pompatyczny, ale idea chyba niegłupia - co powiecie na stworzenie listy najlepszych polskich płyt alternatywn...
-
Tajemniczy zespół grający fajne, bezpretensjonalne piosenki, od których nie można się uwolnić.
-
To, co nie do końca udało się Vermones, Sex Architects osiągają bez trudu.
-
Mimo że rok 2009 powoli odchodzi w przeszłość, ciągle jeszcze skrywa nieodkryte skarby, które sprawiają, że nie możemy o nim zapomnieć. Oto...
HAHAHAHAHA NIC Z WAS NIE BĘDZIE NIE UMIECIE GRAĆ JESTEŚCIE SŁABI LAMERSCY I MACIE NIE POKOLEJI W GŁOWACH A JA MOGE WAM WRZUCAĆ ILE WLEZIE BO JESTEM TUTAJ ANONIMOWY BUAHAHAHA I NIE MACIE ZIELONEGO POJENCIA KIM JESTEM LESZCZE
OdpowiedzUsuńdoskonale wiemy kim jesteś - kretynem z zablokowanym Caps Lockiem. ewakuuj się na swoją planetę, nic tu po tobie. pa!
UsuńHAHAHAA WŁAŚNIE ŻE PISZE Z SHIFTEM
OdpowiedzUsuńPłytka bardzo przyjemna, ma swój indywidualny klimat, pomimo dostrzegalnych wpływów konkretnych zespołów daje coś od siebie. Osobiście lubię jej słuchać jadąc tramwajem lub samochodem, pozwala na chwilę luzu i odcięcia się od otoczenia. Jako gitarzysta dodam, że partie gitary są bardzo proste i zarazem chwytliwe, z ładnym brzmieniem. Całość jest ładnie zmiksowana i każdy instrument ma swoje określone miejsce. Jak najbardziej polecam.
OdpowiedzUsuńRewelacyjna płyta, idealna do samochodu. Robiłam ostatnio trasę Poznań-Warszawa właśnie z tą płytą w tle i nawet nie wiem kiedy mi to zleciało. Słychać ogrom pracy włożony w tą płytę. W końcu coś nowego na polskim rynku. Wokal Pana Samołyka bardzo mi się podoba, w sumie chciałabym, żeby poszeptał i powzdychał mi tak trochę do ucha...
OdpowiedzUsuńbardzo przyjemne
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie się słucha, fajny klip!!!
OdpowiedzUsuńbardzo fajne. Szkoda, że teksty angielskie.
OdpowiedzUsuńProwadze blog gazetyprlu.blogspot.co.uk,gdzie jest troche starych gazet muzycznych.Bylbym wdzieczny gdyby mogl Pan umiescic adres w swoich linkach.Dziekuje i pozdrawiam.Maciej
OdpowiedzUsuńno mnie ten wokal męczy. to stękanie i jęczenie jest dość intrygujące, reverb na wokalu też dodaje klimatu ale mam wrażenie że jednocześnie ma maskować niedoskonałość wokalisty. oczywiście, można rzecz że to taka maniera i że dodaje uroku ale (zamierzenie czy nie) brzmi jakby wokalista śpiewać nie umiał a bardzo by chciał.
OdpowiedzUsuńByć może nikt tego nie przeczyta, ponieważ "odkopuję" sprawę, być może przesadzam, być może ujawnia się moje przewrażliwienie i psychoza... Nie mogę po prostu zrozumieć jak o albumie muzycznym można mówić, że fajnie się go słucha jadąc samochodem, czy tramwajem. Bądź co bądź, jest to dzieło sztuki, niosące za sobą pewien artyzm, bez względu na to czy nam się ono podoba, czy też nie i w jakim stopniu. Nie wnikam kto gdzie spotyka się ze sztuką, ale w przypadku muzyki ma to minimalne znaczenie i w moim odczuciu nie powinno się jej oceniać w kontekście czynności, przy których wykonywaniu jej słuchamy.
OdpowiedzUsuńBardzo przyjemna w odsłuchu płyta. Zarówno muzycznie jak i wokalnie i tekstowo na poziomie. Dla mnie jednym z głównych atutów jest charakterystyczny wokal. Czekam na więcej!
OdpowiedzUsuń