22 sierpnia 2013
Ocean Of Noise: Ocean Of Noise (Wytwórnia Światowa, 2013)
Ocean dobrych melodii.
Rafał Konopka, siła sprawcza projektu Ocean Of Noise, zaczynał od nagrywania instrumentalnych kawałków w domowym zaciszu. Pamiętacie Noises From The Well? Pewnie nie, ale to od tego nagrania, zamieszczonego na naszej składance nr 5 z 2009 r., rozpoczęła się oficjalna historia Ocean Of Noise. Miło nam, że artysta o tym fakcie pamięta, choć tak po prawdzie, na łamach WAFP piszemy o nim... pierwszy raz. Lepiej późno niż wcale.
Już wtedy wiadomo było, że Rafał pójdzie w kierunku samodzielnego tworzenia muzyki, a do zaśpiewania piosenek zostaną zaproszeni goście. Od pewnego czasu znane były kontakty Rafała z Magdą Nowetą i Piotrem Brzezińskim aka Peter J. Birch. Nie zaskakuje zatem obecność tych wokalistów na debiutanckim albumie. Na pewno jednak sporym zaskoczeniem było zaproszenie do współpracy Michała Wiraszki. Okazało się strzałem w dziesiątkę! Piosenki lidera Much to jedyne teksty po polsku, nic dziwnego, że jedna z nich - June - została wybrana do promocji płyty. Spełniła swoje zadanie, choć z perspektywy kilkudziesięciu przesłuchań wydaje mi się, że jednak większy potencjał singlowy ma 200 - refren bardzo kojarzy się z kompozycjami Much i z pewnością zelektryzuje niejednego fana tej formacji.
Ocean Of Noise to fajny (niestety strasznie krótki) zestaw ładnych, wakacyjnych melodii. Tęskny głos Magdy Nowety dobrze się tu sprawdza. Szczególnie udanie duet wypada w prześlicznym All I Want To Say. Prosty przekaz zaśpiewany czystym, szczerym głosem i równie czyste, doskonale uzupełniające się motywy melodyczne – trudno nie ulec urokowi. Nadspodziewanie dobrze spisał się Piotr Brzeziński, który w Syntagmatic Relations daje popis Yorkowej maniery wokalnej – jakże odległej od jego ostatnich country’owych zainteresowań. Gładko poprowadzony temat klawiszy i sensowne przywalenie gitarami w końcówce pieczętują bezbłędne wczucie popowej przebojowości praktycznie każdej kompozycji Konopki. Świetnie wypada też finał albumu – Disastrous ze zniekształconym wokalem Marty Trusewicz wprowadza trochę niepokoju w zwrotkach, jednak refreny to już czyste złoto. Co nie znaczy, że Konopka zajmuje się wyłącznie produkcją słodyczy, facet potrafi wpleść w kompozycje ostrzejsze akordy gitar (nieco pretensjonalny Suicide, 200, Syntagmatic Relations).
Jako ciekawostkę należy potraktować jedyny w zestawie instrumental – Untitled to taki Ocean Of Noise od kuchni, pokazujący, jak powstawały piosenki. Najpierw mamy gotową kompozycję, do której wokalista dodaje swoją linię wokalną i dopisuje tekst. I rzeczywiście, temu Untitled bardzo przydałby się wokal.
Główną wadą albumu jest jego długość - a właściwie krótkość. Nieco ponad pół godziny i tylko dziewięć utworów. Chciałoby się więcej, ale może tak musi być? Może więcej nie musi oznaczać lepiej? [m]
Strona projektu: http://www.oceanofnoiseproject.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 30 dni
-
Don't Panic We Are From Poland prezentuje / presents: 1. The Mothers Night Life In Big City [PL] Tytuł mówi wszystko. Kawałek na roz...
-
Lata 80. w polskiej muzyce popularnej są jak przybrzeżne wody najeżone rafami i niebezpiecznymi szczątkami rozbitych statków. Żeglowanie ...
-
Zapraszamy do głosowania na płytę roku 2008! Zasady drugiej edycji zostały zmienione, aby umożliwić aktywność wyborczą również leniuchom, kt...
-
Gdy ma się tak dobrego wokalistę, przechodzą nawet sztywne i konserwatywnie poprawne kompozycje.
-
Kiedy czytam niektóre komentarze dotyczace drugiej płyty Marii Peszek, mózg mi się lasuje, a resztki włosów na głowie stają dęba. Część nasz...
-
...i z tej okazji nie będzie żadnego kazania, podziękowań, pozdrowień czy imponujących statystyk. Będą dwie niespodzianki. Z pierwszej...
-
Według materiałów prasowych debiut Kumki Olik został przez krytyków i publiczność uznany za najważniejszy polski debiut roku 2009 . Cóż, w ...
-
Gliwicka Fabryka Drutu to miejsce bliskie mi geograficznie, a mimo to do tej pory nie miałem okazji do niej zajrzeć. Powodem był mało i...
-
A mogło być tak dobrze. Plug&Play to właściwie jedyny polski zespół pasujący do kategorii dance-punk. Wiadomo o co chodzi: o ostre gitar...
-
Gdyby cała płyta była taka jak piosenka numer jeden…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz